Reklama

Reklama

Adam Małysz: Ja już swoje zrobiłem

- Skoki się bardzo zmieniają. I ten wiek, w którym zawodnik zastanawia się nad zakończeniem kariery, też się przesuwa w górę. Ale ja o tym nie myślę, ja już swoje zrobiłem - mówi wielokrotny mistrz świata i medalista olimpijski w skokach narciarskich Adam Małysz.

Małysz w 2011 roku zakończył karierę skoczka narciarskiego i rozpoczął - kierowcy rajdowego, ale nie przestał interesować się konkurencją, w której przez ponad 10 lat odnosił sukcesy.

Reklama

Multimedalista igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata z uwagą śledzi poczynania swoich następców na skoczniach Pucharu Świata, dla których początek tego sezonu nie jest jak na razie udany. Z czterokrotnym mistrzem świata rozmawiał Krzysztof Kuzak.

Krzysztof Kuzak: Kontuzja Kamila Stocha wykluczyła go na razie z walki o punkty Pucharu Świata. Jak może na niego podziałać ta przedłużająca się przerwa?

Adam Małysz: - Kamila otaczają dobrzy ludzie, dobrzy specjaliści, więc na pewno będą robić wszystko, aby jak najlepiej mu poszło i żeby ta kontuzja została jak najszybciej wyleczona. To jest najważniejsze w tym momencie.

- Kamil jest tak doświadczonym zawodnikiem, że dwa czy trzy opuszczone konkursy na pewno nic mu nie zrobią, wręcz przeciwnie, przyjedzie świeży i ci zawodnicy, którzy już startują, będą mieć pewne zmęczenie, które jest zawsze na początku, a on przyjdzie na świeżości.

Kamilowi należy życzyć jak najszybszego powrotu do zdrowia i cierpliwości w rehabilitacji. Inni nasi reprezentanci muszą szukać lepszej formy, bo na razie nie błyszczą. Za to pana wielcy rywale, ale też i przyjaciele - Noriaki Kasai, Simon Amman - wspaniale weszli w ten sezon. Wszyscy zastanawiają się jak to możliwe, aby 42-letni skoczek wygrywał konkursy. A jednak tak się dzieje.

- No właśnie. Widocznie jest to możliwe. To jest tak, że skoki się bardzo zmieniają. I ten wiek, w którym zawodnik zastanawia się nad zakończeniem kariery, też się przesuwa w górę. To są naprawdę wybitni zawodnicy i akurat w tym momencie są w dobrej formie Skakali po raz piętnasty, a może i dwudziesty albo i więc na skoczni w Kuusamo. Wiedzą jak na niej skakać i wykorzystali swoją szansę.

Czy pan czasami myśli, o tym, że może warto byłoby jeszcze wrócić?

- Nie, nie myślę w ten sposób. Ja swoje już zrobiłem. Robię teraz co innego i na tym się koncentruję. Jak tylko mogę to pomagam chłopakom, cały czas im w jakiś sposób towarzyszę. Nigdy nie zastanawiałem się, co by było jakbym został, jakbym dalej skakał, w którym miejscu bym teraz był.

- Jest przecież przykład Ahonena, który także jest zawodnikiem bardzo doświadczonym, ale nie może się odnaleźć w tej sytuacji. Zawsze tak jest, że coś za coś. Ja podjąłem taką decyzję i na pewno z tego jestem zadowolony i nigdy tego nie żałowałem.

Kiedy startował pan jako skoczek narciarski każdy nowy sezon przynosił jakieś zmiany w sprzęcie sportowym. Teraz jako kierowca rajdowy, który przygotowuje się do Rajdu Dakar, zmienił Pan samochód. Z Toyoty Hilux na Buggy. Kto podjął taką decyzję?

- Kto by mógł podjąć? Ja tu jestem szefem, więc ja podjąłem. Była to trudna decyzja, ale też bardzo uzasadniona i bardzo przemyślana. Cały czas mnie do tego Buggy ciągnęło. I dlatego zdecydowałem się na jazdę tym samochodem.

Dowiedz się więcej na temat: Adam Małysz | Kamil Stoch | skoki narciarskie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje