Reklama

Reklama

Adam Małysz dla Interii: To, co zrobił Zbigniew Boniek, to mistrzostwo świata

- Czy wreszcie pojawię się na Twitterze? Kto wie, może w końcu powstanie moje konto. Dzisiaj to bardzo opiniotwórcze medium, ale ja jestem ulepiony z trochę innej gliny, dlatego pewnie byłoby mi ciężko tam kogoś skrytykować - mówi w pierwszej części rozmowy z Interią Adam Małysz, dyrektor w Polskim Związku Narciarskim do spraw skoków narciarskich i kombinacji norweskiej.

Artur Gac, Interia: Lata lecą, ale jedno się nie zmienia - Adam Małysz wciąż bryluje w rankingach na największe postaci polskiego sportu, zarówno tych najbardziej wpływowych, jak również tych najpopularniejszych. To już, po tylu latach od zakończenia kariery, socjologiczny fenomen.

Reklama

Adam Małysz, dyrektor w PZN: - Trudno mi powiedzieć, czym to jest spowodowane. Może faktem, że cały czas pozostaję w sporcie. Zresztą, jak popatrzymy, to podobna sytuacja jest ze Zbigniewem Bońkiem, którego przez sporo lat w Polsce nie było. Teraz jest prezesem PZPN-u i od jakiegoś czasu numerem jeden w polskiej piłce. To chyba świadczy też m.in. o tym, jak silne są media, jak postrzegany jest człowiek i w jaki sposób jest odbierana jego robota.

Patrząc na tendencję w ostatnich latach, można zażartować, że toczy pan zażartą rywalizację z Robertem Lewandowskim. Przed rokiem to pan uplasował się za plecami Zbigniewa Bońka, a tym razem to "Lewy", dodajmy sportowiec w szczycie swojej kariery, zajął drugie miejsce.

- Tym bardziej mnie cieszy, że mogę konkurować z Robertem. Natomiast Zbyszek Boniek na pewno jest numerem jeden choćby z tego powodu, że piłka nożna jest sportem globalnym i w Polsce jest naprawdę bardzo popularna. My, jako ludzie skoków narciarskich, cokolwiek byśmy robili, to w najlepszym razie możemy być numerem dwa, a na piedestale pozostanie futbol. Bez względu na to, w jakiej dyspozycji są nasi reprezentanci. A dodatkowo trzeba oddać Zbyszkowi Bońkowi, że to, jak on potrafił wykorzystać w stu procentach swój potencjał w zakresie pozyskania sponsoringu, firm współpracujących ze związkiem, współtworzenia pozytywnego wizerunku, czy rozmach nowych kanałów medialnej komunikacji, powoduje, że nie bez powodu jest numerem jeden.

Z jednej strony przemawia za nim dorobek z czasów kariery sportowej, który pamiętają zwłaszcza trochę starci kibice. Z drugiej strony obecnie wychodzi naprzeciw oczekiwaniom młodszego pokolenia i mediów, mocno zaznaczając swą obecność w przestrzeni społecznościowej, konkretnie na Twitterze.

- Dokładnie tak, bo Zbyszek przede wszystkim jest odważny. Często potrafi kogoś skrytykować, ale i publicznie pochwalić. Kolejna rzecz jest taka, że wobec całej jego działalności w piłce nożnej, którą można nazwać menedżerską, naprawdę czapki z głów. Także za to, że tak potrafił skonstruować umowy, że przy piłce nożnej jest wiele sponsorujących firm z tej samej, konkurencyjnej branży. U nas, w skokach, jest to nie do pomyślenia, a w piłce jakoś dało się to pogodzić. Sam miałem trochę do czynienia ze sprawami marketingowymi, dlatego dla mnie to, co zrobił Zbyszek, ta umiejętność pogodzenia tylu przeciwnych interesów, to mistrzostwo świata. Do tego oczywiście na pewno ma niejednego doradcę, który go ukierunkowuje.

A propos aktywności prezesa Bońka w mediach społecznościowych: czy doczekamy się Adama Małysza na Twitterze?

- Oooo....(śmiech). Powiem szczerze, że mam dosyć dużo pracy. Bardziej żyję Instagramem, czasem używam Facebooka, ale też mam od tego człowieka, który jest z tym na bieżąco i próbuje kontrolować moje konto. Z kolei Zbyszek, z tego co kojarzę, jest chyba tylko na Twitterze. Doskonale wiemy, że Twitter umożliwia poruszanie się w obszarze mediów, polityki i bardziej poważnego świata. Z kolei odbiorcami Instagrama i Facebooka są młodzież, środowisko bardziej aktywnych sportowców oraz ludzie - jakby to powiedzieć - z pasją, ale też z chęcią przekazania czegoś często nawet prywatnego. Chociaż i tu Twitter, który kiedyś umożliwiał w zasadzie tylko pisanie, również się zmienił, łącząc cechy wielu mediów.

Zgrabnie pan to wszystko usystematyzował, jeśli chodzi o profil tych portali, ale ja nie widzę tu żadnych przeciwwskazań, żeby pan - ze swoją pozycją - wpisał się w specyfikę Twittera.

- Na pewno jest to medium, które dzisiaj jest bardzo opiniotwórcze, myślę że nawet bardziej niż wymienione wyżej platformy. Kwestia jest taka, że na to wszystko trzeba mieć czas. A ja nierzadko mam problem, by coś dodać na Instagram, już nie mówiąc o Facebooku. Jestem wielkim fanem fotografii, tak że gdziekolwiek jestem, to robię jakieś zdjęcia, jednak bywa tak, że po prostu nie mam kiedy ich opublikować. Muszę powiedzieć, że ludzie są bardzo zadowoleni, gdy publikuję serię pięciu-dziesięciu zdjęć. Widzę, że lubią je oglądać, by wiedzieć, co dzieje się u mnie lub u zawodników z naszej kadry. To powód, dla którego Instagram bardziej do mnie przemawia, ale kto wie... Może moje konto na Twitterze też w końcu powstanie.

Wtedy pewnie trzeba będzie w sobie wyrobić umiejętność i śmiałość wchodzenia w gorętsze dyskusje, czy nawet wbić komuś szpileczkę, co pewnie - mam takie wrażenie - nie byłoby do końca pana naturalnym środowiskiem i nie przychodziłoby łatwo.

- Istotnie, mogłoby tak być, bo wiemy doskonale, że tam jest bardzo dużo polityków oraz dziennikarzy, którzy to wszystko obserwują, bo lubią różnego rodzaju "dogryzki" i sensacyjki. A ja jestem ulepiony z trochę innej gliny, dlatego pewnie byłoby mi ciężko kogoś skrytykować, choćby nawet z tego powodu, że często do końca nie byłbym pewny, jak wygląda stuprocentowa prawda. Wiemy doskonale, że łatwo można kogoś skrytykować dając się wprowadzić w błąd, a później trzeba przepraszać. Jednak sprostowania już nie mają takiej mocy sprawczej, żeby całkowicie, w świadomości wszystkich, odkręcić nieprawdę. Przypomnę, że w trakcie igrzysk olimpijskich dosyć mocno krytykowałem FIS, co później trochę się na mnie odbiło.

W czołowej "10" najbardziej wpływowych ludzi polskiego sportu, według magazynu "Forbes" i firmy Pentagon Research, jest aż trzech przedstawicieli skoków narciarskich. Pan, czwarty Kamil Stoch i 8. Apoloniusz Tajner. Jak to wytłumaczyć?

- Po pierwsze zainteresowaniem naszą dyscypliną, aktywnością w mediach i dodałbym jeszcze jeden element. Uważam, że troszkę pomogli nam polscy piłkarze, którym nie wyszły mistrzostwa świata w Rosji. Według mnie to też spowodowało, że w tym momencie tak wysoko znalazło się trzech przedstawicieli skoków narciarskich. Premiować mogło nas też niedawne rozpoczęcie sezonu zimowego.

I pewnie też to, że jako cała grupa jesteście "czyści" od dużych afer i kontrowersji, które by mocno polaryzowały opinię publiczną.

- Na pewno tak jest. Oczywiście nie jesteśmy krystaliczni, zawsze pojawiają się jakieś małe sprawy, ale nie są to skandale, które by rzutowały na naszą reputację. Dlatego jesteśmy postrzegani pozytywnie.

Rozmawiał Artur Gac

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama