Reklama

Reklama

Adam Małysz dla Interii: Do tej pory nikt czegoś takiego nie wprowadził

- To, że przygotowania do tego sezonu rozpoczęliśmy niemal równo z zakończeniem poprzedniego w Planicy, to swego rodzaju eksperyment, bo do tej pory nikt czegoś takiego nie wprowadził. W efekcie forma nie przyszła za wcześnie, tylko jest podtrzymywana od poprzedniego sezonu - mówi w drugiej części rozmowy z Interią Adam Małysz, legenda polskich skoków, dyrektor w Polskim Związku Narciarskim do spraw skoków oraz kombinacji norweskiej.

Artur Gac, Interia: Kamil Stoch ani myśli osiąść na laurach i tegoroczny sezon, poza falstartem w kwalifikacjach do turnieju w Wiśle, rozpoczął w iście imponującym stylu.

Reklama

Adam Małysz, dyrektor w PZN: - Kamil to najczystsza "profeska" w tym, co robi i jak się prowadzi. Osiągnął już niesamowicie dużo, a ciągle jest w stanie zdobywać kolejne laury. Taki talent i taka osobowość rodzi się bardzo, bardzo rzadko. W tym momencie jak na dłoni widać, w jaki sposób Kamil przeszedł cały proces dojścia do sukcesu, a w efekcie jak długo wytrzymuje się w tak wysokiej formie. Jest bowiem tak, że jeśli zawodnik dochodzi wolniej do szczytowej formy, to jest w stanie dłużej się utrzymać na piedestale. Było już paru takich zawodników, którzy nagle "wyskoczyli", by po roku zniknąć, a gdy wracali, to już nie potrafili wznieść się na ten sam poziom. Dla porównania Kamil pomalutku zaczął się rozpędzać i w tym momencie, można śmiało powiedzieć, jest najlepszym zawodnikiem na świecie. Wydaje mi się, że choć już jest zawodnikiem spełnionym, mającym w dorobku w zasadzie wszystko co możliwe, to nadal ma motywację i chęci, by wygrywać. Dalej sumiennie trenuje i podchodzi do obowiązków, co przekłada się na wyniki.

Na skoczni w Ruce już było bardzo dobrze i stabilnie, ale inauguracyjny weekend Pucharu Świata w Wiśle miał słodko-gorzki smak. Czwarte miejsce Stocha w konkursie indywidualnym to nie było to, czego oczekiwali polscy kibice.

- Oczywiście, że tak. Myślę, że sam Kamil wiedział doskonale, że był w stanie zakończyć konkurs indywidualny na podium. Dlatego lekki niedosyt na pewno był, ale przyszły kolejne starty w Kuusamo, gdzie Kamil już nie rozmyślał o tym, co było, wrzucając to do "strefy zapomnienia".

Z przedsezonowych wypowiedzi można było wysnuć tezę, że nowym wyzwaniem stojącym przed całą reprezentacją Polski jest to, by forma naszych zawodników przyszła szybciej, zanim sezon wkroczy w późniejszą fazę, aby nie trzeba było odrabiać strat.

- Czy to było celem, to trudno jest powiedzieć. Niezaprzeczalnym faktem na pewno jest to, że obecny sezon rozpoczął się zdecydowanie szybciej, bo w zasadzie już w marcu, po zakończeniu całorocznego cyklu w Planicy, nasi zawodnicy w następnym tygodniu zaczęli przygotowania do bieżącego. Później, w czasie sezonu letniego, chłopaki parokrotnie mieli czas, by z rodzinami pojechać na urlopy. Nie w kwietniu, jak dotychczas, tylko jak normalni ludzie, w okresie wakacji. To samo było teraz, jesienią, że w zasadzie przejście z igielitu na tor lodowy i śnieg nastąpiło bardzo płynnie, bez wprowadzania przerwy. W efekcie to nie forma przyszła za wcześnie, tylko jest podtrzymywana od poprzedniego sezonu. Jakby nie było, to swego rodzaju eksperyment, bo do tej pory nikt czegoś takiego nie wprowadził. Zazwyczaj kwiecień był miesiącem wolnym, a dopiero początkiem maja zawodnicy podchodzili do treningów. Z jednej strony był to lekki eksperyment, ale z drugiej strony to wszystko zostało przemyślane i poprzedzone konsultacją m.in. z doktorem Haraldem Pernitschem, dlatego miało dużą szansę powodzenia.

Miał pan pewne obawy, jak ten eksperyment przełoży się na dyspozycję zawodników po wyczerpującym sezonie olimpijskim?

- Powiem szczerze, że jak po raz pierwszy o tym usłyszałem, to był dla mnie lekki szok. Jednak później, gdy odbyłem rozmowę ze Stefanem Horngacherem na ten temat, podczas której przedstawił mi wszystkie szczegóły i wytłumaczył, jak to ma wyglądać, w zasadzie od razu uwierzyłem mu, że to może wypalić. Choć na początku nie dodał, że w trakcie sezonu będą mieli dwie-trzy dwutygodniowe przerwy. Gdy jednak też o tym się już dowiedziałem, to w zasadzie przeważyło, że w pełni mu uwierzyłem. Wydaje mi się, że odważny plan poskutkował.

Potwierdza Pan, że podczas przygotowań do tego sezonu cała nasza drużyna wykonała krok do przodu?

- Według mnie zdecydowanie tak. Oczywiście mamy Maćka Kota, który teraz nie jest w dobrej dyspozycji, ale generalnie cała grupa poszła do przodu. Chłopaki musieli to zrobić, bo nie czyniąc postępów, zostaliby dogonieni przez rywali i w pewnym momencie mogliby zostać z tyłu. Dlatego naprawdę trzeba być w pełni skoncentrowanym na tym, co się robi i wykonywać wszystko w stu procentach, bo inne reprezentacje nie śpią.

Stoch tak szybko "odpalił", że właściwie sam nie dowierza, iż w tej części sezonu jest w stanie tak daleko skakać i walczyć o zwycięstwa.

- Tak samo było latem, gdy Kamil też był z lekka zaskoczony. Sądzę, że po takim treningu, jaki był w tym roku, już mógł wnioskować, że dyspozycja również zimą pojawi się dużo szybciej, ale tak naprawdę pewnie sam temu nie dawał wiary.

Rozmawiał Artur Gac

Dowiedz się więcej na temat: Adam Małysz | Kamil Stoch | Stefan Horngacher

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje