Adam Małysz "bezlitosny" dla Maciusiaka i polskich skoczków. "Mówmy szczerze"
Adam Małysz zaczął ostrożnie, ale gdy w końcu stanął w obliczu konkretnego pytania, nie pozostawił żadnych wątpliwości, jeśli chodzi o zadanie dla polskich skoczków na zimowych igrzyskach olimpijskich we Włoszech. Prezes PZN odpowiedział na słowa Wojciecha Fortuny, odniósł się do przygaszonego konfliktu z prezesem PKOl Radosławem Piesiewiczem, a na zakończenie odbył rozmowę z Anielą Sawicką - ofiarą decyzji, którą związek naprawił.

Jako, że igrzyska olimpijskie odbędą się we Włoszech, a skoczkowie przystąpią do rywalizacji w Val di Fiemme na skoczni Trampolino dal Ben w Predazzo, wracają niezapomniane wspomnienia związane z obecnym prezesem PZN, Adamem Małyszem.
Adam Małysz reaguje na słowa Wojciecha Fortuny. Dobitnie
Nawet prezydent RP Karol Nawrocki, gość piątkowej ceremonii wręczenia nominacji i ślubowania pokaźnej grupy z 60-osobowego składu polskich olimpijczyków, w swojej odezwie nawiązał do genialnych wyników "Orła z Wisły". To właśnie w tej dolinie w Dolomitach, niedaleko Trydentu, Małysz zdominował w 2003 roku mistrzostwa świata, zdobywając dwa złote medale.
Łezka w oku się zakręciła, ale przede wszystkich zaczęło się szukanie analogi i ciągle stawiamy pytania, czy słabo dysponowana kadra polskich skoczków - za wyjątkiem Kacpra Tomasiaka - jest w stanie dać Polsce i Polakom ogromne powody do radości.
- Marzę o tym i mam nadzieję, że mamy takie szanse. Jestem raczej optymistą, ale też lubię mówić o czymś, co już się wydarzyło. Wierzę w naszą reprezentację, w chłopaków i dziewczyny, że cały czas mają bardzo duże szanse i wiem, że dadzą z siebie wszystko. Mam nadzieję, że passa się odwróci i te igrzyska będą przełomowymi - powiedział w siedzibie Polskiego Komitetu Olimpijskiego czterokrotny medalista olimpijski.
Nie da się ukryć, że Małyszowi nieustannie najbliższe są skoki. Zresztą nawet przyznał, że wciąż pełni nieoficjalną rolę dyrektora sportowego tej kadry. A trudne pytania się mnożą. Zwłaszcza takie, które dotyczą składu "biało-czerwonych" na igrzyska. Trener Maciej Maciusiak postawił na wspomnianego Tomasiaka, a także kończącego karierę po tym sezonie najbardziej utytułowanego w historii Kamila Stocha (dostąpił też roli chorążego) oraz Pawła Wąska.
Najwięcej kontrowersji wzbudziła nominacja dla tego ostatniego, który tej zimy radzi sobie co najwyżej przeciętnie, a ostatnie turnieje z jego udziałem raczej go przekreślały niż nominowały. W niedawnej rozmowie z Interią legendarny mistrz olimpijski Wojciech Fortuna podkreślił, że najbardziej mu brakuje Macieja Kota oraz Piotra Żyły. W Centrum Olimpijski pan Wojciech, mając świeżo na rozkładzie mistrzostwa świata w lotach, nie mógł odżałować absencji Żyły. W zależności gdzie przyłożyło się ucho, mistrz z Sapporo mówił, że albo do taksówki lub do pociągu - gdyby to od niego zależało - w trybie awaryjnym dosłałby do Val di Fiemme właśnie "Wewióra".
- Ja bardzo szanuję Wojtka Fortunę, ale to jest kolejna opinia osoby z zewnątrz, która nie widzi tego wszystkiego, co jest w środku. Dlatego to trener decyduje i tutaj nie było dwóch zdań. Oczywiście były różne rozmowy na ten temat, ale wszyscy członkowie zarządu zagłosowali za składem Maćka Maciusiaka, który przedstawił - rozstrzygnął prezes związku.
W rozmowie z Interią Fortuna także podjął temat, w którym jego zdaniem mamy do czynienia z błędem, czyli zbyt długą absencją młodego Tomasiaka przed igrzyskami. O ile w przypadku starszych zawodników zazwyczaj jest to skuteczna metoda, by "poszukać" formy, tak w przypadku bardzo dobrze skaczącego nastolatka, któremu zaburzony rytm startów może więcej odebrać niż obciążenia, to ryzykowne posunięcie.
- Myślę, że to mu nie zaszkodzi. Wiem, że skaczą w Zakopanem, jeszcze dzisiaj (w piątek - przyp.) i jutro mają treningi. Z tego, co wiem - żeby nie zapeszać - Kacper skacze bardzo dobrze. Wiadomo, że dla niego to będą pierwsze igrzyska, a w tak młodym wieku stres zawsze towarzyszy. Jednak wszyscy widzimy po nim, że jest bardzo mocny psychicznie. I to jest jego dużym plusem, który powoduje, że pewność jest jeszcze większa. Zrobi wszystko, by walczyć w Predazzo - stwierdził Małysz.
Początkowo były genialny skoczek ugryzł się w język, zaznaczając, że mówieniem o medalu nie chciałby zapeszać i wrzucać na plecy zawodników oraz sztabu szkoleniowego dodatkowego ciężaru. Z biegiem rozmowy jednak się rozkręcił i dał do zrozumienia, że nikt nie będzie skakał pod sufit z miejsc, które nie przełożą się na to, co najważniejsze.
Jaki wynik uznam za sukces? Medal. Medal. Jedziemy po medal. Na takie zawody, jak igrzyska, które są co cztery lata, trzeba jechać - mówmy szczerze - nastawionym na walkę o medal. Czy on będzie? Trudno powiedzieć. Jednak jestem przekonany, że chłopaki będą całą siłą walczyć o to, by go wywalczyć.
Małysz usiadł nieopodal prezydenta Nawrockiego, a także blisko prezesa PKOl Radosława Piesiewicza. Tego dnia, co ujrzeliśmy później, prezesi spotkali się na herbacie, co było kontynuacją ocieplania stosunków po odbytym dzień wcześniej, koncyliacyjnym spotkaniu w ministerstwie sportu.
Małysz pogodzony i znów przepraszający. Kulisy w Centrum Olimpijskim
Interia dopytała Małysza, czy wobec powyższego jego słowa wypowiedziane kilka dni temu pod adresem Piesiewicza, mówiące o "niewybaczalnym czynie" w kontekście zastąpienia Michałem Jasiczkiem Jana Habdasa w kadrze alpejczyków, tracą na mocy.
- Już patrzę inaczej, bo to wszystko było w emocjach. Tak ja, jak i prezes Piesiewicz dzisiaj pewnie niektórych słów byśmy nie powtórzyli. Wyszło dużo rzeczy, które wywołały emocje i niektórych można żałować. Ja nie mam problemu z tym, żeby przyznać się do jakichkolwiek błędów, bo jesteśmy tylko ludźmi. Kiedyś babcia mi powiedziała, że nie sztuką jest się pokłócić, sztuką jest się pogodzić - wyciągniętą ręką zakończył prezes PZN.
Adam Małysz po raz kolejny posypał głowę popiołem, biorąc "na klatę" to wszystko, co działo się wokół składu polskich alpejek. - Od początku jechać powinna Aniela Sawicka. Ten błąd został naprawiony, ale jest mi przykro. Naprawdę jest mi przykro, że dziewczyny musiały przez coś takiego przechodzić. W tej sprawie byliśmy takiego samego zdania, jak prezes PKOl, że to trener powinien wybierać. A u nas był taki problem, że w przepisach które mieliśmy w sprawie powołań, we wszystkich innych dyscyplinach było, że to trener decyduje, a akurat w alpejskim tego zapisu zabrakło - odparł.
W momencie naszej rozmowy zapytany przez Interię przyznał, że dotąd nie było jeszcze okazji, aby osobiście odbył rozmowę z Sawicką i ją przeprosił. Ten akt dokonał się nieco później, prezes uścisnął dłoń alpejce, kilka minut z nią porozmawiał i można było usłyszeć, że sportsmenka nie żywi dalszej urazy.
Z Centrum Olimpijskiego - Artur Gac







![Terminarz zimowych igrzysk olimpijskich na dziś [10.02.2026, HARMONOGRAM]](https://i.iplsc.com/000MBHW1AD25MMAJ-C401.webp)


![O której skoki dzisiaj? Konkurs miksta na igrzyskach olimpijskich [10.02]](https://i.iplsc.com/000MBHIDTJ8HRFSS-C401.webp)



