Inauguracja Letniego Grand Prix w Wiśle rozpoczęła się od rywalizacji skoczkiń. Na liście startowej znalazły się dwie reprezentantki Polski - Anna Twardosz oraz Kamila Karpiel. Awans do drugiej serii wywalczyła jedynie Twardosz. Karpiel zakończyła udział w zawodach po pierwszej próbie, w której uzyskała 86 metrów. Jak sama przyznała, do Wisły przyjechała jednak z zupełnie innym nastawieniem niż walka o wysokie lokaty.
- Długa to była droga. Wyboista i nadal jest na niej pełno dziur. Realizuję jednak swoją wizję z myślą o sezonie zimowym. Absolutnie nie przyjechałam tutaj po żaden wynik. Byłam tutaj tydzień temu, wiem, jak skaczę i wiem, czego mi brakuje. Cały czas jestem w swoim procesie i kontynuuję tę wizję z trenerem. Przyjechałam zobaczyć, w jakim miejscu jestem. Jest tutaj krajowa i światowa czołówka, więc dla mnie to takie rozpoznanie w terenie - przyznała.
Skoki w Wiśle. Kamila Karpiel wróciła do skoków. "Nie było kolorowo"
Karpiel w 2022 roku zdecydowała się zawiesić sportową karierę. Do regularnych treningów wróciła w maju 2025 roku, a obecnie ponownie znajduje się w kadrze narodowej. W jej przypadku powołania odbywają się decyzją trenera, a zawodniczka realizuje szkolenie stacjonarne.
- Nie mogłam dojść do siebie. Sezon zimowy miałam bardzo intensywny i byłam bardzo zmęczona. Startowałam przez cztery-pięć tygodni i po tym czasie byłam po prostu wyczerpana. Mój organizm nie był wtedy na to przygotowany. Teraz wygląda to zdecydowanie lepiej, bo miałam więcej czasu na przygotowanie motoryczne i siłowe. Jeśli chodzi o kolana, nie odczuwam już tych skutków kontuzji, które miałam wcześniej, więc pod tym względem nie mam na co narzekać - wyznała.
Nie było kolorowo. Nadal nie jest łatwo, zarówno fizycznie, jak i mentalnie. Tak naprawdę nawet nie pamiętam dokładnie, jak to było wcześniej, więc cały czas dochodzę do tego poziomu, na którym byłam. Jest też dużo dziewczyn, które cały czas przewijają się w stawce, ale jest dla mnie również sporo nowych twarzy. Nie śledziłam wszystkiego przez ostatnie lata, więc jest wiele zawodniczek, których po prostu nie znam
Polska skoczkini pracowała w Norwegii. Teraz zdradza kulisy powrotu
Podczas przerwy od skoków narciarskich Karpiel wyjechała do Norwegii, gdzie pracowała w gastronomii jako kierowniczka sali i baru. Jak przyznaje, był to dla niej cenny etap życia - nie tylko rozwinęła swoje umiejętności językowe, ucząc się norweskiego, ale przede wszystkim zdobyła doświadczenie życia i pracy za granicą. Dziś podkreśla jednak, że nie planuje tam wracać, a swoją przyszłość wiąże z Podhalem.
- Na pewno zamknęłam już tamten etap i nie mam tam właściwie nic oprócz znajomych. Sam powrót był trudny. Organizacja wszystkiego była ciężka, bo planowałam to już od czerwca, a ostatecznie wróciłam dopiero pod koniec sierpnia. Trzeba było całkowicie się spakować. W tamtym czasie miałam jeszcze zapalenie krążków międzykręgowych, więc nie mogłam od razu wrócić do treningów. Najpierw musiałam sobie z tym poradzić, a dopiero później mogłam stopniowo wracać do obciążeń i normalnego treningu - wyznała.
Na pewno nie żałuję tego wyjazdu. Bardzo dobrze wpłynął na mnie mentalnie. To była odskocznia, zmiana środowiska i możliwość zobaczenia czegoś innego. Zobaczyłam, że skoki to jedno, ale życie to także coś więcej. Da się to łączyć, ale ważny jest balans. Mam swoje życie, swoje pasje, coś więcej niż tylko skoki i cały czas się rozwijam
Po powrocie do Polski zawodniczka musiała na nowo odnaleźć się w sportowej codzienności. Zmiana trybu życia po pracy w gastronomii wymagała czasu, a odbudowanie dawnych nawyków okazało się kolejnym wyzwaniem.
- Moje życie bardzo się zmieniło, bo gastronomia rządzi się swoimi prawami. Chodzi się późno spać, późno wraca do domu i późno wstaje. Po powrocie do Polski wejście z powrotem w sportową rutynę było dla mnie trudne. Pomogło mi to, że treningi miałam głównie po południu, więc organizm miał trochę czasu, żeby przestawić zegar biologiczny. Teraz mam też nowe nawyki - codziennie rano przygotowuję jedzenie na cały dzień. To zajmuje sporo czasu i wiele takich sportowych niuansów musiałam sobie na nowo poukładać.
1709 dni przerwy. Dlatego postanowiła wrócić
Jeszcze kilka lat temu Kamila Karpiel była uznawana za jedną z najbardziej obiecujących polskich skoczkiń narciarskich. Reprezentowała Polskę podczas mistrzostw świata w Seefeld w 2019 roku, zdobywała punkty Pucharu Świata, a na swoim koncie ma również zwycięstwo w zawodach Letniego Pucharu Kontynentalnego. W kolejnych latach na liderkę kadry wyrosła Anna Twardosz.
- Byłyśmy jeszcze młode, każda miała co innego w głowie, każda miała swoje problemy, o których nie mówi i o których nikt nie wie. Wiedziałam jednak, że w końcu jesteśmy w stanie to zrobić. Mega cieszyłam się z występu Ani. Kiedy jeszcze byłam w Norwegii, oglądałam jej starty i naprawdę świetnie mi się to oglądało. To było takie poczucie, że w końcu jesteśmy gdzieś wysoko. Bardzo cieszyłam się z występu Ani. Jeszcze będąc w Norwegii oglądałam jej starty i naprawdę świetnie się to oglądało. To było fajne uczucie, że w końcu jesteśmy wysoko.
Jak wyliczył Wojciech Skucha ze skijumping.pl, od jej ostatniego występu w zawodach najwyższej rangi minęło dokładnie 1709 dni. Zapytana o to, dlaczego zdecydowała się jeszcze raz spróbować swoich sił w skokach narciarskich, odpowiedziała krótko: - Nie chciałabym nigdy obudzić się z poczuciem, że nie spróbowałam drugi raz.
Z Wisły - Natalia Kapustka, Interia Sport.
















![Cruz Azul - Chicago Fire. O której gra Lewandowski? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000N63UR6W3N05MR-C401.webp)
