Reklama

Reklama

Żygadło: Wygraliśmy walkę z przeciwnikiem i samym sobą

Łukasz Żygadło podkreślił, że pierwsze zwycięstwo w tegorocznej edycji Ligi Światowej, które polscy siatkarze odnieśli w meczu z Argentyną (3:2) w Bydgoszczy, ma dodatkowe znaczenie. - Wygraliśmy walkę nie tylko z przeciwnikiem, ale i z samym sobą - zaznaczył.

W ostatnich tygodniach "Biało-czerwoni" nie prezentowali się najlepiej i zanotowali cztery porażki z rzędu we wspomnianych rozgrywkach. Żygadło przyznał, że zawodnicy przeprowadzili w związku z tym rozmowę w swoim gronie.

Reklama

- Pozostanie ona oczywiście między nami. Podoba mi się, że wszyscy byli zgodni i jednomyślni w tym, co mówiliśmy - powiedział.

33-letni rozgrywający dodał, że to na Polakach, triumfatorach poprzedniej edycji, ciąży presja przed spotkaniem, a nie na ich rywalach.

- Każdy przeciwnik wiedząc, że będzie grał ze zwycięzcą LŚ, daje z siebie maksimum. Była to dla nas nowa sytuacja, z którą trzeba było sobie poradzić. W piątek, mimo że było ciężko, pokazaliśmy walkę do końca i wygraliśmy. Musimy być na tyle zdeterminowani na treningach i boisku, by wygrywać - podkreślił siatkarz, który od nowego sezonu będzie występował w Zenicie Kazań.

W dobrym humorze był także trener Andrea Anastasi. Selekcjoner zwrócił uwagę na Bartosza Kurka, który był wyróżniającą się postacią dzięki efektownym atakom i skutecznym zagrywkom.

- Jestem bardzo zadowolony z postawy moich graczy i szczęśliwy, że Kurek grał w naszym zespole - powiedział włoski szkoleniowiec.

Jak przyznał, w czwartej partii w grze jego podopiecznych nastąpiło przełamanie, na które długo czekał.

- Najważniejsze jest to, że przy stanie 1:2 nie zwiesiliśmy głów. Drużyna się podniosła, pojawił się lider. Jest to poziom, przy którym nie zawsze da się grać, ale taka postawa jak w dwóch ostatnich setach jest dobrym kierunkiem, w którym musimy podążać - ocenił.

Przejaw formy prezentowanej przez "Biało-czerwonych" w ubiegłorocznej LŚ dostrzegł także Marcin Możdżonek.

- Ważny był powrót do poziomu, do którego zarówno my jak i nasi kibice są przyzwyczajeni. W końcówce spotkania byliśmy tego bliscy - zaznaczył.

Na dobrą dyspozycję Kurka w piątkowym spotkaniu zwrócił uwagę także opiekun Argentyńczyków Javier Weber.

- Jedyną różnicą pomiędzy zespołami był Bartosz Kurek, który sprawił, że w czwartym secie moi siatkarze pogubili się i stracili rytm. To odbiło się na grze w tie-breaku, w którym nie byliśmy w stanie zatrzymać polskiej reprezentacji - analizował.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje