Reklama

Reklama

Wpadka PGE Skry Bełchatów

Siatkarze PGE Skry Bełchatów sensacyjnie przegrali z beniaminkiem PlusLigi MKS Banimex Będzin 1:3. - W czasie meczu wyglądaliśmy tak, jak na prezentacji, czyli jak Mikołaje - przyznał środkowy PGE Skry Andrzej Wrona.

Siatkarze PGE Skry Bełchatów doznali w sobotę pierwszej w tym sezonie porażki. Obrońcy mistrzowskiego tytułu we własnej hali przegrali 1:3 z MKS Banimex Będzin - beniaminkiem ligi, który po pierwszej rundzie zamykał tabelę mając na koncie tylko jedną wygraną.

Reklama

- Do każdego spotkania staramy się podejść w pełni profesjonalnie. Chcemy pokazać, że na takie mecze też potrafimy się skupić i skoncentrować - mówił przed sobotnim pojedynkiem kapitan PGE Skry Mariusz Wlazły. Tym razem nie udało się jednak zrealizować tych założeń.

- W czasie meczu wyglądaliśmy tak, jak na prezentacji, czyli jak Mikołaje. Rywale rozegrali bardzo dobre spotkanie. Byli rozluźnieni, konsekwentni i cieszyli się grą, która im wychodziła. My natomiast mieliśmy tylko dobre momenty, a po jednej, drugiej nieudanej akcji opadały nam ręce i przestawaliśmy grać - powiedział po meczu środkowy PGE Skry Andrzej Wrona.

Z czterech bełchatowskich mistrzów świata Wrona był jedynym, który zaczął mecz od początku. Trener Miguel Falasca dokonał bowiem wielu roszad w zespole i dał odpocząć kilku podstawowym zawodnikom. W składzie PGE Skry zabrakło Wlazłego, Karola Kłosa i Argentyńczyka Facundo Conte. Cały mecz odpoczywał Niemiec Ferdinand Tille, a Michał Winiarski i Argentyńczyk Nicolas Uriarte ponad połowę spotkania spędzili wśród graczy rezerwowych.

Szansę gry od początku dostali natomiast m.in. Aleksa Brdovic, Maciej Muzaj i Kacper Piechocki. Tym razem zmiany nie wyszły jednak drużynie na dobre i po raz pierwszy w tym sezonie obrońcy mistrzowskiego tytułu zeszli z boiska pokonani.

- Nie spodziewaliśmy się, że wygramy na tak trudnym terenie i to za trzy punkty. Bełchatów chciał dzisiaj przyoszczędzić najlepszych zawodników i udało nam się to wykorzystać. To dla nas duże wydarzenie, bo mieliśmy do tej pory tylko cztery punkty i już trochę ciężkie głowy po dotychczasowych porażkach - powiedział po spotkaniu trener Banimexu Damian Dacewicz.

Podkreślił, że zwycięstwo nad mistrzami Polski to z pewnością doskonały prezent mikołajkowy dla całej drużyny, która jednak na niego solidnie zapracowała.

- Nie można powiedzieć, że ta wygrana to wyłącznie efekt szczęścia. Dużo było dzisiaj u nas wypracowanych akcji, a zagrywka i atak były już chyba na poziomie PlusLigi. Mam nadzieję, że uda nam się to utrzymać w kolejnych spotkaniach - dodał Dacewicz.

W bełchatowskiej ekipie nastroje po meczu były znacznie gorsze, jednak z porażki nie robiono tragedii. W klubie wszyscy bowiem podkreślają, że za rekordową serię zwycięstw nie przyznaje się dodatkowych punktów, a do decydującej fazy rozgrywek jest jeszcze daleko.

- Staramy się robić wszystko, żeby szczyt formy przyszedł na play off - zauważył Wlazły.

Dowiedz się więcej na temat: PGE Skra Bełchatów | siatkówka | PlusLiga | Andrzej Wrona

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje