Reklama

Reklama

Wojciech Drzyzga: Boję się o wynik meczów z Iranem

W piątek i niedzielę polscy siatkarze zagrają w Teheranie z Iranem w Lidze Światowej. "Biało-czerwoni" mają sześć wygranych i z 16 punktami zajmują drugie miejsce w grupie B. Jeśli jednak w ten weekend ponieśliby dwie porażki ich sytuacja skomplikuje się i awansie do turnieju finałowego decydować będą ostatnie mecze.

Przed meczami z Iranem sytuacja jest taka, że jeżeli chcemy awansować do Final Six, to musimy zdobyć punkty w Teheranie. To realne, czy jest to raczej misja niemożliwa?

Wojciech Drzyzga: Powiem tak: my już trzy tygodnie jesteśmy na wysokości ośmiu tysięcy metrów i kończy nam się tlen. I to widać. Dane wskazują, że nasze parametry nie są najlepsze, ale nie można wykluczyć, że zadziała meczowa ambicja. Faworytem tych meczów będzie Iran i według moich kalkulacji będzie nam ciężko. Każdy wyrwany punkt oceniam teraz jako dobre osiągnięcie. Dobrze, jeśli będziemy potrafili doprowadzić do tie-breaka i sprawić, żeby Irańczycy zaczęli grać w stresie. Boję się o wynik i o to, że tym razem możemy tego nie wytrzymać. Jak damy radę, to będzie prawdziwa szkoła charakterów dla całego zespołu.

Irańczycy już od jakiegoś czasu są w czołówce. Ale skąd się wzięła ich siła i ciągły progres w ostatnich latach? Oni stale idą do przodu...

- To nie jest przypadek. Prześledźmy wczesne lata tego wieku. Oni w każdej kategorii wiekowej zdobywają medale, w młodszych rocznikach ciągle kręcą się wokół podium. Oczywiście, docierały informacje, że potrafią grać starszymi zawodnikami, że wyczyniali różne cuda, ale mimo wszystko, gdy weszli do seniorskiej siatkówki potrafili się obronić.

- Ważne było zatrudnienie Julio Velasco (prowadził Iran w latach 2011-2014), który uporządkował ich bałagan organizacyjny i mentalny. Doprowadził ich do pewnego poziomu profesjonalizmu. Oni mają stworzone bardzo dobre warunki. Mają i duże pieniądze i dobre warunki treningowe. Owszem, duszą się troszkę w swoim sosie, dosyć długo nie wypływali na zewnątrz, nie wyjeżdżali na Zachód. Ale wreszcie otworzyli się na świat i zaczęli grać z innymi reprezentacjami.

- To się też zaczęło od rozgrywek klubowych. Swoją reprezentację trzymali właściwie w jednym, może dwóch klubach. Z powodzeniem włączyli się do klubowych mistrzostw świata. Radzili sobie w różnych formułach. Miło było patrzeć, co oni potrafią zrobić. Ale geneza była mniej więcej taka: dobra praca z juniorami, przejście do seniorów w jednym czasie dużej grupy zawodników utrzymywanych w jednym klubie, plus Velasco.

- Porównałbym ich do narodów bałkańskich. Są wyskakani, silni, dynamiczni z dobrymi warunkami fizycznymi i dobrze wyszkoleni technicznie. Była tylko jedna wada, jeden problem, który mają zresztą cały czas - mentalność. Gdy im idzie, potrafią przenosić góry. Gdy przegrywają, potrafią sami zjeść swój ogon i sami się zatruć. Choć coraz częściej potrafią to opanować. Robi to trener, robią zawodnicy, bo nabrali doświadczenia.
Do Rosji pojechał grać ich rozgrywający, jeden z najlepszych na świecie. To był jeden z pierwszych transferów w ich historii. I to wszystko zaczyna ze sobą współgrać. Myślę, że to jest nieuniknione, że w krótkim czasie pojawią się w klubach europejskich. Bo widać, że oni są strasznie silni razem, a trochę słabsi osobno. Na przykład Marouf w Zenicie Sankt Petersburg spisywał się o połowę gorzej niż w kadrze. Ale siła ich gry to nie jest przypadek. To nie jeden rok, to są lata pracy.

- Dzisiaj to są zawodnicy, którzy mają po 27, 28 lat o bardzo dużym potencjale fizycznym, technicznym i z dużym bagażem doświadczeń. Brakuje im tylko jakiegoś sukcesu. Mają już na rozkładzie wszystkie mocne reprezentacje i sportowo są gotowi do wielkich osiągnięć. Lada moment zdobędą cenny medal na dużej imprezie.

Czyli naszą przewagą jest tylko mentalność, a poza tym zespoły są wyrównane?

- Tak. Dzisiaj sportowo nie jesteśmy przed nimi. To my jesteśmy w trakcie przebudowy, to my musimy zastąpić czterech świetnych graczy, których w tym roku nie ma kadrze. Oni mają cholernie stabilny skład, od paru lat niezmienny. Oni wprowadzają do drużyny po jednym po dwóch graczy i są to raczej zawodnicy z pozycji 12, 13. Nie ma mowy o wymianie zawodników z pierwszej szóstki. Na naszych oczach zaczyna to być zespół światowej klasy, który dzisiaj jest niebezpieczny dla każdej reprezentacji.

Reklama


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje