Wielu go skreślało, a on zaskoczył nawet Grbicia. Dziś siatkarz znów walczy o swoje
Artur Szalpuk w poprzednim sezonie reprezentacyjnym zapracował sobie na uznanie Nikoli Grbicia, co przyniosło siatkarzowi złoto Ligi Narodów i brąz mistrzostw świata. W tym roku znów staje do rywalizacji o miejsce w składzie. - Umiem liczyć do pięciu. Ale mimo że tu wszystko jest zdrowe, że z Olkiem bardzo się lubię, żartujemy i atmosfera jest dobra, to rywalizacja zawsze jakaś jest - opisuje Szalpuk w rozmowie z Interia Sport. Przyjmujący znalazł się w grupie najstarszych siatkarzy, którzy postarają się choć w części przejąć rolę nieobecnego Bartosza Kurka.

Damian Gołąb, Interia Sport: Jak wygląda sytuacja z twoim zdrowiem? Zdaje się, że niedawno pojawił się jakiś problem.
Artur Szalpuk, przyjmujący reprezentacji Polski: Tak, był lekki problem, ale na ten moment wykonałem trening i nic się złego nie działo, więc mam nadzieję, że tak będzie już do końca.
To zmieniło początkowe plany na Ligę Narodów? Miałeś być z chłopakami w Chinach?
- Nie, to nie zmieniło planów i mam nadzieję, że nie zmieni dalszych. Występ w Gliwicach? Jeśli będę zdrowy, to wydaje mi się, że będę do końca brany pod uwagę.
Rok temu rozmawialiśmy w Katowicach przed startem sezonu i mówiłeś, że z młodymi chłopakami dokoła czujesz się, jakbyś znów miał 22 lata. Rok później czujesz się jak 23-latek?
- Nie, teraz czuję, że mam 31 lat i jestem prawie najstarszy w kadrze. Ale nie czuję się staro. Mam więc nadzieję, że chłopaki wracający Chin jeszcze bardziej mnie odmłodzą i znowu będę się czuł jak 22-latek.
Artur Szalpuk o rywalizacji w reprezentacji Polski. "Umiem liczyć do pięciu"
Po 30-tce można się jeszcze siatkarsko rozwinąć?
- Myślę, że tak. Na pewno w mniejszym stopniu, bo łatwiej robić progres, gdy jest się młodym i jeszcze nie ma swoich przyzwyczajeń. Ale każdy ma swoją drogę, są różne historie. Myślę, że można grać swoją najlepszą siatkówkę nawet po 30-tce.
W poprzednim sezonie trener Nikola Grbić chwalił cię za zagrywkę, więc chyba w tym elemencie zrobiłeś progres.
- Tak, zmienił mi podrzut i było to dla mnie na początku dość łatwe. Jeszcze nie trenowałem tu z Nikolą, ale przed sezonem klubowym próbowałem z tym podrzutem i nie byłem zadowolony z poziomu swojej zagrywki. Więc nie wiem, jaki trener będzie miał pomysł na ten sezon. Chcę wrócić do tamtego podrzutu. Cały sezon ligowy poświęciłem na ten niższy podrzut i nie byłem zadowolony.
To było jedno z zadań domowych, jakie czasami zadaje wam trener Grbić na rozgrywki ligowe?
- To było moje zadanie na sezon kadrowy. Potem trener klubowy chciał, żebym to kontynuował. Jest mi łatwiej, jeżeli ktoś mi powie, jak mam serwować. Ale wewnętrznie czuję, że to nie funkcjonowało i chciałbym wrócić do takiego wyższego podrzutu.
To poprzednie reprezentacyjne lato pokazało ci, że nie ma rzeczy niemożliwych? Na początku bardzo spokojnie podchodziłeś do swoich szans w kadrze, a dotarłeś z nią do samego końca.
- Dobrze jest podchodzić do tego spokojnie, po prostu nie ekscytować się za bardzo. Cieszyć się z tego, że się tu jest, ale też nie ekscytować się, nie dołować swoją sytuacją. Cieszę się, że miałem okazję w zeszłym roku rozegrać cały sezon reprezentacyjny. Choć myślę, że mnóstwo osób mówiło, że nie ma na to najmniejszych szans. A jednak stało się inaczej, więc jestem z tego bardzo zadowolony. Wiadomo, że była kontuzja Olka Śliwki. Nikt nikomu źle nie życzy, na naszej pozycji jest bardzo tłoczno i ma kto grać. Dlatego, jak powiedziałeś, myślę, że spokój robi swoje. I co przyniesie los, to trzeba wykorzystać.
Medal mistrzostw świata napędził cię na cały sezon ligowy?
- Tak, to mi pomogło. Czas spędzony na kadrze, a nie na przykład w domu, grając tylko w plażówkę, to jest kolejna szansa do trenowania z najlepszymi i poprawiania swoich umiejętności. Ja jestem tak skonstruowany, że zawsze chcę lepiej i sezon klubowy zamazuje mi końcówka rozgrywek. Nie do końca jestem w stanie rzetelnie ocenić siebie i swoją drużynę.
Po takim wyniku końcowym w klubie trudno jest podładować baterię? Czwarte miejsce Asseco Resovii Rzeszów musiało być jednak rozczarowaniem.
- Dla mnie największym rozczarowaniem był ostatni miesiąc. Styl, w jakim graliśmy. Przegrać z Zawierciem, Warszawą, Ziraatem to nie jest wstyd. Ale przegrać w taki sposób, jak przegraliśmy… Nie powiem, że to wstyd, bo unikam mocnych słów, ale jest potem rozczarowanie. Ale myślę, że to kolejna lekcja, to już jest przeszłość. Sport już taki jest, że dostaje się po głowie, przegrywa - trzeba szybko wstawać i sobie radzić. Nie ma czasu na rozpamiętywanie. Ja też już swoje pomyślałem, swoje staram się z tego wyciągnąć, a teraz tutaj cieszyć siatkówką. Mam fajną ekipę, fajnych ludzi dookoła, więc jest pozytywnie.
Jak wspomniałeś, w zeszłym sezonie kontuzja wykluczyła z najważniejszych turniejów Aleksandra Śliwkę. Teraz on wraca, w kadrze nie ma Bartosza Bednorza, ale liczba przyjmujących aspirujących do składu dalej jest bardzo duża. Pewnie media i kibice będą zajmować się rywalizacją na tej pozycji. Ty podchodzisz do tego w ogóle w taki sposób, że z kimś rywalizujesz?
- Powiem tak: umiem liczyć do pięciu. Ale mimo że tu wszystko jest zdrowe, że z Olkiem bardzo się lubię, żartujemy i atmosfera jest dobra, to rywalizacja zawsze jakaś jest. To też nas napędza do tego, żeby lepiej się pokazywać na treningach i w meczach. Tylko że moim zdaniem nie ma w tym ani grama jakiejś negatywnej rywalizacji.
Pierwszy sezon bez Bartosza Kurka. Czy da się przejąć jego rolę? "To nie do zrobienia"
Po sezonie poleciałeś do Japonii. Z tego, co widziałem w twoich social mediach, udało się chyba sporo pozwiedzać. Fajny kraj, chciałbyś kiedyś zatrzymać się tam na dłużej?
- Wiem, do czego dążysz. Tak, kraj jest bardzo fajny, ja jestem w ogóle fanem Japonii, anime, ich kultury. Ta liga też mnie bardzo przyciąga. Ale nasza liga również jest bardzo dobra. I chyba tylko rynki różnie startują. Myślę, że to głównie dlatego jeszcze się nie zdecydowałem na ten kraj.
Miałeś kiedyś propozycję z Japonii?
- Może jeszcze nie fizycznie na stole, ale były jakieś rozmowy. Zawsze jednak oni mówili, że potrzebują czasu. I w takim momencie musiałbym odrzucić ofertę z bardzo dobrych klubów PlusLigi, by poczekać na to, co się wydarzy w Japonii.
Czyli tam rynek otwiera się jednak trochę później.
- Tak, przynajmniej dla takich zawodników, jak ja. Nie wiem, gdyby chodziło o Wilfredo Leona, pewnie to by wyglądało inaczej, ale w moim przypadku tak właśnie jest.
Wilfredo, ty czy nawet Jakub Kochanowski jesteście w tym sezonie zdecydowanie jednymi ze starszych reprezentantów Polski. Miałeś taki moment, kiedy poczułeś, że w kadrze wskakujesz właśnie do tej starszej grupy?
- Pierwszy taki moment był rok temu, kiedy pojechałem na Ligę Narodów do Chin i byłem najstarszy ze wszystkich. Ale potem przyjechał jeszcze Bartek Kurek. Z tej starej gwardii, pozostałej od czasów, kiedy ja wchodziłem do kadry, był jeszcze właśnie "Kuraś". Teraz jestem trzeci pod względem wieku. Widać więc, że jesteśmy tu najbardziej doświadczoną grupą i najstarszymi zawodnikami.
Sezon bez Bartosza Kurka to coś nowego w reprezentacji Polski. Rolą was, tej starszej grupy, będzie zastąpienie go w kadrze, przynajmniej jeśli chodzi o tzw. mental?
- Przejąć rolę Bartka jest bardzo ciężko i myślę, że jest to nie do zrobienia. Bo to bardzo dobry lider, niesamowity lider na tym poziomie. Cały czas zachowuje się odpowiednio do sytuacji, tak jak się powinno. Ale tak, myślę, że niektórzy teraz będą musieli wejść w te buty i próbować go w jakimś stopniu zastąpić. Ja miałem okazję być z Bartkiem w zeszłym sezonie w pokoju na mistrzostwach świata. I zawsze, kiedy byłem na kadrze, był Bartek Kurek. Osobiście będę więc tęsknił. Pozdrawiam Bartka.
Wracając do Gliwic - chciałbyś zagrać już w tym turnieju?
- Tak, bardzo chciałbym zagrać. Mam nadzieję, że ze zdrowiem będzie dobrze, tak jak mówiłem, gdy zaczynaliśmy rozmowę. I że będzie mi to dane. Jeszcze przed naszymi kibicami, gra się super. Mam nadzieję, że zagramy fajną siatkówkę, wygramy te mecze i kibice będą mogli się wspólnie z nami cieszyć.
Rozmawiał Damian Gołąb















