Reklama

Reklama

"Vacanze Romane"

Na łamach "Super Expressu" były selekcjoner siatkarskiej reprezentacji Polski Raul Lozano zarzucił naszemu portalowi, że słowa o wyjeździe kilku siatkarzy na wakacje w obliczu rywalizacji z Belgią zostały wymyślone. Jak było naprawdę, opisuje autor wspomnianego wywiadu, Roman Kołtoń.

Z jednym mogę się zgodzić, jeśli chodzi o Raula Lozano - tydzień temu spotykając się ze mną i Marcinem Lepą w centrum Warszawy nie miał na celu obrażania polskich siatkarzy. Natomiast o ich wakacjach mówił wiele razy - ba, argumentował bardzo, ale to bardzo szczegółowo, wykazując, że kontuzje kilku czołowych kadrowiczów mogły być wyleczone już po barażowych meczach w eliminacjach mistrzostw Europy z Belgią.

Ba, aby zabezpieczyć się przed taką sytuacją w przyszłości zaproponował konkretne rozwiązanie - jeśli siatkarz zgłasza kontuzję przed meczem kadry, to niech później nie gra w czterech meczach ligowych. Marcin świetnie zna język włoski, a słowo "vacanza" jest jednoznaczne. Na ścianie przed sobą mam plakat ze słynnego filmu Williama Wylera - "Vacanze Romane" (w rolach głównych Gregory Peck i Audrey Hepburn). Za słownikiem włosko-polskim: "Vacanza - 1. urlop, dzień wolny od pracy, essere in vanaza - być na urlopie, avere vacanza - mieć urlop, far vacanza - nie pracować, leniuchować, wagarować, 2. wakat, posada nieobsadzona, 3. Vacanze (l. mnoga) wakacje, ferie".

Reklama

Czy żałuję, że wiele razy stawałem w obronie Lozano? Cóż, dziś wypada mi się zgodzić z argumentacją Mariusza Wlazłego, który kilka dni temu do mnie zadzwonił i przez półtorej godziny relacjonował swoje stosunki z Argentyńczykiem, nie zostawiając na nim suchej nitki. Puenta tej rozmowy ukazała się w "Gazecie Wyborczej". Czołowy polski siatkarz mówi: "Jako człowiek zachowuje się fatalnie".

Lozano w ostatnich dniach został ostro zaatakowany właśnie przez Wlazłego i prezesa Bełchatowa Konrada Piechockiego. Zawsze byłem za Lozano, ale teraz straciłem serce do Argentyńczyka. Na chłodno zobaczę pożegnalny telewizyjny wywiad z nim w Polsacie Sport w sobotę o godzinie 21.00, autorstwa Marcina Lepy. Argentyńczyk powtarza w nim, że gdyby zawodnicy mieli zagrać w półfinale Igrzysk Olimpijskich, to wyszliby na parkiet nie oglądając się na mniejsze lub większe urazy...

Lozano przebywa już w Argentynie, ale problemy, które poruszył w ostatnich dniach pozostają. Ciekaw jestem, jak jego następca będzie sobie radził z nominacjami do reprezentacji wobec niezwykle wyczerpującego sezonu, który nas czeka. W 2009 roku są aż trzy wielkie imprezy - Liga Światowa, eliminacje Mundialu 2010 i mistrzostwa Europy. Wlazły już teraz mówi: "Biorąc pod uwagę moje urazy - problemy z kolanami, a także skurcze mięśni, nie wiem, czy będę mógł uczestniczyć we wszystkich tych turniejach".

I jeszcze słowo - bez względu na charakter Lozano. Zdobywając z biało-czerwonymi srebrny medal mistrzostw świata 2006 roku dokonał rzeczy wielkiej. Powiedziałem to Wlazłemu, gdy pomstował na dotychczasowego selekcjonera. Mariusz grając w reprezentacji jeszcze dziesięć lat, może przeżyć trzech-czterech trenerów kadry, a jak będzie gorzej szło, to nawet więcej. I każdy z nich będzie konfrontowany ze srebrem wywalczonym dzięki Lozano.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje