To oni najwięcej wygrali u Grbicia. Szykują się zmiany w kadrze
Reprezentacja Polski w siatkówce zakończyła pierwszy turniej Ligi Narodów z dwoma zwycięstwami w czterech meczach. Eksperymantalny skład nie zawiódł, ale i nie zachwycił. Selekcjoner Nikola Grbić otrzymał za to kilka odpowiedzi, na kogo może liczyć w dalszej części sezonu. Kilku siatkarzy pokazało, że jest gotowych do rywalizacji na międzynarodowym poziomie, był spektakularny powrót, ale i rozczarowania. Przy kim selekcjoner może postawić po turnieju plus, a przy kim minus?

Bardzo możliwe, że w takim 14-osobowym składzie, jaki Nikola Grbić zabrał na pierwszy tydzień Ligi Narodów do Chin, reprezentacja Polski już nigdy na żaden turniej nie pojedzie. Gdy największe gwiazdy kadry jeszcze odpoczywały po sezonie w klubie, w drużynie znalazło się sześciu siatkarzy debiutujących w rozgrywkach i jeden, który wraca do nich po ponad sześciu latach przerwy.
To oni najwięcej wygrali u Grbicia. Spektakularny powrót i walka o miejsce po Kurku
Grbić sam podkreślił, że taki sprawdzian w meczach o punkty był niezwykle ważny dla niego i jego zawodników. Siatkarze zdobyli doświadczenie, trener mógł się im przyjrzeć w walce o punkty.
"Mam nadzieję, że te lekcje, które dostaliśmy w tym turnieju, będą bardzo korzystne dla zawodników. Dla mnie już są bardzo ważne, bo lepiej ich poznałem. (...) Rzeczy, o których mówię cały czas, od pierwszego dnia naszej pracy, znalazły swoje potwierdzenie na tym turnieju. Był dla nas naprawdę bardzo ważny" - przekonywał selekcjoner. Kto mógł skorzystać najbardziej?
Maksymilian Granieczny
Kiedy mija pierwsze zauroczenie, czasami realia okazują się mniej kolorowe. W przypadku Maksymiliana Graniecznego nic takiego nie miało jednak miejsca. Przed rokiem jeszcze jako nastolatek zachwycił Grbicia i wywalczył sobie udział w mistrzostwach świata. W tym roku już w pierwszym turnieju pokazał kapitalną formę.
63 procent tzw. pozytywnego przyjęcia i 36 obron plasują go wśród najlepszych libero pierwszego tygodnia Ligi Narodów. Granieczny był w Linyi najlepszym siatkarzem polskiej drużyny. Zaprezentował się tak dobrze, że nie tyle okopał się na pozycji drugiego libero w kadrze, co dał argumenty, że może być pierwszym.
Bartłomiej Lemański
Bartłomiej Lemański w międzynarodowych rozgrywkach występował jeszcze w Lidze Światowej - a przecież ta ustąpiła miejsca Lidze Narodów już w 2018 r. Ale Grbić dotąd nie zapraszał go do kadry. Teraz wysłał mu powołanie, choć jeszcze nie wiedział, jakie problemy pojawią się na środku siatki. Liczył na Norberta Hubera i Mateusza Bieńka, swoich sprawdzonych żołnierzy. Huber o rezygnacji powiadomił go tuż przed ogłoszeniem listy, Bieniek z powodów zdrowotnych wycofał się przed startem Ligi Narodów.
Wystrzał formy Lemańskiego spada więc Grbiciowi niczym gwiazdka z nieba. A sam 30-letni siatkarz trafił z dyspozycją w idealnym momencie. W Chinach rozpoczął w podstawowym składzie wszystkie cztery mecze. Efekt to 11 punktów blokiem i trzecie miejsce w klasyfikacji najlepiej blokujących zawodników Ligi Narodów. Równie ważnych było 10 wybloków. W takiej formie, ze swoimi 217 cm wzrostu, zwłaszcza dla słabszych zespołów Lemański jest prawdziwym postrachem.
Doświadczony środkowy dobrze współpracował też z rozgrywającym Janem Firlejem, czego efektem jest 67 procent skuteczności w ataku i łącznie 44 punkty. Lemański pokazał, że w obecnym układzie może rywalizować nawet o podstawowy skład kadry. Ale to zweryfikują mecze z mocniejszymi rywalami niż w Chinach. Na środku będą zmiany, ale i jego konkurent, Szymon Jakubiszak, z pewnością w pierwszym tygodniu nie zawiódł.
Bartosz Gomułka i Alaksiej Nasewicz
Sezon bez Bartosza Kurka zwalnia jedno miejsce w reprezentacyjnym ataku. A Gomułka i Nasewicz robili w Chinach sporo, by zasygnalizować, że są chętni, by je zająć.
Pierwsze dwa mecze to obiecujące występy Gomułki. Z Kubą i Słowenią zdobył odpowiednio po 15 i 19 punktów, przeniósł z klubu do kadry zrozumienie z Firlejem, do tego dodał sporo w polu zagrywki. Z Japonią odpoczywał i gdyby nie zagrał z Ukrainą, pewnie można by postawić przy jego nazwisku wyłącznie plusy.
Tyle że w niedzielnym meczu Gomułka się nie odnalazł i szybko został zmieniony. Świetnie spisał się za to jego zmiennik. Nasewicz po udanym meczu z Japonią dołożył do tego świetne wejście z Ukrainą. Dodał drużynie energii w ważnym momencie, atakował odważnie, nie zniechęcał się blokami rywali. W Chinach potrafił też razić rywali zagrywką, choć w tym elemencie jest bardzo nieregularny.
Bilans Nasewicz i Gomułka mają podobny. Pierwszy zdobył 44 punkty, drugi 42. Pierwszy skończył 56 procent ataków, drugi 47. Nawet bilans efektywności jest podobny, choć nieco lepiej wypada w nim Nasewicz. Gomułka był za to lepszy w zagrywce i bardziej pomógł w obronie.
Obaj atakujący dali więc Grbiciowi argumenty za tym, by dalej z nich korzystać, ale i nie ukryli swoich wad. Skoro selekcjoner zapowiada, że w trakcie drugiego tygodnia Ligi Narodów ma zamiar dokonywać zmian w meczowej 14-tce, bardzo możliwe, że znów i Gomułka, i Nasewicz dostaną szansę.
Rozczarowania już na starcie. Nikola Grbić może mieć dylemat
Ale nie wszyscy siatkarze z Chin wracają z myślą, że w Linyi zasłużyli na plus w notowaniach Grbicia. Niespodziewanie problemem okazała się tam bowiem pozycja przyjęcia, czyli pozycji, która na co dzień jest najmocniej obsadzona w polskiej kadrze - bo o miejsce walczą tam Leon, Fornal, Semeniuk czy Szalpuk. Zwłaszcza w meczu z Ukrainą w pewnym momencie problemy były na tyle duże, że Grbić sięgnął nawet po nastolatka Bartosza Zycha, który wcześniej wchodził głównie na zagrywkę.
Aleksander Śliwka
Ze swojej formy w Chinach raczej nie będzie zadowolony nowy kapitan kadry. Aleksander Śliwka stracił dużą część poprzedniego sezonu i pierwsze mecze w Lidze Narodów pokazały, że przed nim jeszcze długa droga do odzyskania optymalnej dyspozycji.
31-letni siatkarz zanotował pechowe wejście ze Słowenią, gdy nie potrafił pomóc drużynie w przyjęciu zagrywki. Z Japonią było lepiej, ale z Ukrainą też przeżywał trudne chwile i Grbić nie wahał się ściągnąć go z boiska. Śliwka to jeden z najważniejszych siatkarzy w drużynie Serba, ale Grbić musi dać też szansę gry innym przyjmującym. Jeśli kapitan nie będzie odzyskiwać formy wystarczająco szybko, selekcjoner stanie przed sporym dylematem.
Michał Gierżot
Serb zapewne już ma go przy ocenie Michała Gierżota. Siatkarz, który jesienią skończy 24 lata, powoli kończy okres, w którym może być uznawany za talent na przyszłość. W kadrze od początku towarzyszy mu pech - dwa lata z rzędu opuszczał zgrupowanie z kontuzją - a w Chinach grał falami.
Grbić trzy razy wystawiał go w podstawowym składzie, ale ze Słowenią i Japonią Gierżot miał problemy w ataku. Dostawał trudne piłki, więc skuteczność to w jego przypadku nie wszystko, ale zdecydowanie nie był liderem polskiej drużyny. Najlepsze wrażenie pozostawił po sobie wtedy, gdy jedyny raz rozpoczął w rezerwie - w spotkaniu z Ukrainą obok Nasewicza to on dał impuls do odrobienia strat.
Łącznie zdobył 48 punktów, najwięcej w polskiej drużynie. By walczyć o miejsce na przyjęciu z gwiazdami kadry, trzeba dać jednak coś "ekstra" - tego w grze Gierżota na razie nie było.
Grbić wybrał trzech siatkarzy i taki efekt. Jest oficjalne potwierdzenie














![Polacy zachwycali w Chicago. Najlepsze akcje w Lidze Narodów [WIDEO]](https://i.iplsc.com/000N2G3PHYHJ7GNY-C401.webp)