Reklama

Reklama

Stephane Antiga: Skład reprezentacji jest już prawie gotowy

Trener polskich siatkarzy Stephane Antiga przy wyborze zawodników do kadry na zbliżający się sezon reprezentacyjny będzie zwracał uwagę na posiadane przez nich doświadczenie. "Nie musi ono jednak wiązać się z wiekiem" - podkreślił Francuz.

Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami szeroki skład kadry, z którą będzie pan pracował w pierwszej części debiutanckiego sezonu w roli trenera "Biało-czerwonych", miał pan ogłosić po zakończeniu pierwszej rundy fazy play off w PlusLidze. Na stronie PZPS ukazał się jednak komunikat, że listy z powołaniami spodziewać należy się 8 kwietnia. Skąd ta zwłoka?

Reklama

Stephane Antiga: Postanowiłem poczekać z tym i podam nazwiska po dwóch pierwszych meczach półfinałowych. Zapowiadają się interesujące spotkania na wysokim poziomie i myślę, że bardzo mi się to przyda. Wciąż się jeszcze zastanawiam i chcę poobserwować kilku chłopaków.

Czyli nie ma pan jeszcze w głowie całego składu?

- Jest już prawie gotowy, ale chcę się jeszcze upewnić co do mojej opinii na temat niektórych graczy. Chcę być fair wobec zawodników i mieć poczucie, że podjąłem kompetentną decyzję.

Dziennikarze pytają pana wciąż o dwóch konkretnych siatkarzy - Mariusza Wlazłego i Pawła Zagumnego. Irytuje to już pana?

- Sądząc po tym, jak często słyszę ich nazwiska, muszę stwierdzić, że są bardzo popularni. To nie tylko sławni gracze, ale także prezentujący wysoki poziom. Rozmawiałem z nimi już i tyle na tę chwilę mogę zdradzić.

Jakiś czas temu podkreślał pan, że w drużynie na wrześniowe mistrzostwa świata chce mieć w składzie siatkarzy, co do których będzie miał pewność, że poradzą sobie z presją towarzyszącą występowi w tej imprezie. Czy to oznacza, że kluczowym kryterium wyboru będzie doświadczenie?

- To bardzo ważna sprawa, właściwie baza. Mówiąc o doświadczeniu nie mam jednak na myśli tylko starszych zawodników. Niektórzy mają po 20 lat i za sobą wiele trudnych spotkań, których ciężar udźwignęli i zdobywali ważne punkty. Atut dojrzałości potwierdził z kolei ostatni turniej finałowy Ligi Mistrzów (MVP został Rosjanin Siergiej Tietiuchin, który we wrześniu skończy 39 lat - przyp. red).

Czyli nie skreśla pan zawodników, którzy zbliżają się do czterdziestki?

- Trzeba pamiętać, że sezon reprezentacyjny jest trudniejszy niż klubowy, choćby przez intensywne treningi i podróże w krótkim czasie. Za przykład wystarczy podać Ligę Światową. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że w ostatnim sezonie nieraz było mi bardzo trudno. Oczywiście nie jest to wyłącznie kwestia wieku. Chodzi o to, aby być fizycznie dobrze przygotowanym na intensywny okres gry i utrzymać w tym czasie wysoki poziom.

Obecnie bardziej czuje się pan jeszcze siatkarzem czy już jednak trenerem?

- Pełnię obie te role. Zwykłem powtarzać, że jak tylko schodzę z boiska, to zamieniam się w szkoleniowca. Drugie z zadań jest dla mnie nowością, ale poświęcam mu wiele czasu i każdego dnia bardzo dużo się uczę.

Rola opiekuna "Biało-czerwonych" wydaje się panu obecnie trudniejsza czy łatwiejsza niż to sobie pan wyobrażał w październiku tuż po wyborze dokonanym przez władze PZPS?

- Wiedziałem od początku, że moje życie się skomplikuje. Zaakceptowałem pewne trudności z tym związane i nie mogę narzekać.

Rodzina oswoiła się już z myślą, że siatkówka wypełnia zdecydowaną większość pana czasu i w najbliższych miesiącach nadal tak będzie?

- Na pewno odczują to w wakacje. Po tym jak zakończyłem reprezentacyjną karierę, sporo podróżowaliśmy latem. Od bliskich także moja nowa rola będzie wymagać pewnych wyrzeczeń, dużo o tym rozmawiamy. Bycie trenerem polskich siatkarzy to jednak ogromny honor i satysfakcja. Moja rodzina to rozumie. Bycie częścią drużyny narodowej wiąże się z poświęceniem nie tylko moim - trenera, ale także pozostałych członków sztabu szkoleniowego oraz siatkarzy.

Do pierwszej imprezy, w której oficjalnie poprowadzi pan "Biało-czerwonych" - turnieju kwalifikacyjnego do mistrzostw Europy 2015 - pozostało niespełna dwa miesiące. Co pan czuje, lekkie zdenerwowanie?

- Raczej podekscytowanie. Chciałbym już zacząć pracę z zespołem. Wspomniana majowa impreza będzie bardzo ważna. Słoweńcy mają w składzie kilku bardzo dobrych zawodników. Pozostali rywale - jako potencjalni słabsi - będą chcieli na pewno "namieszać". To, że mamy mało czasu nie uważam za problem, ale powiedzmy, że może to komplikować trochę zadanie.

Opisujący pana ludzie zazwyczaj używają określeń "miły" i "spokojny". Ten wizerunek trochę chyba burzą różowe włosy, które miał pan podczas mistrzostw świata w 2002 roku. Przegrał pan wówczas jakiś zakład?

- Zdarzały mi się różne tego typu eksperymenty. Gdy zbieraliśmy się na początku sezonu reprezentacyjnego, to zastanawialiśmy się, co zrobimy, gdy odniesiemy sukces. Czasem padało na farbowanie włosów. Miałem je już w kolorze czerwonym, białym, niebieskim i właśnie różowym. To było dawno temu, ale nie wstydzę się tego. Wiąże się to z miłymi wspomnieniami i moimi kolegami z ekipy "Trójkolorowych".

Jako trener Polaków też pan coś takiego planuje?

- Nie, nie. To już dawne dzieje. Z wiekiem trzeba się trochę uspokoić. No, chyba że zostaniemy mistrzami świata, to wtedy zobaczymy.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje