Reklama

Reklama

Siatkówka. Marcin Komenda: Odpuścić Ligę Narodów? Wiele osób będzie się nad tym głowiło

Igrzyska olimpijskie w Tokio zostały przełożone na przyszły rok. Jedyną siatkarską imprezą, która może się odbyć w tym sezonie reprezentacyjnym jest Liga Narodów. Międzynarodowa Federacja Piłki Siatkowej (FIVB) nie podjęła jeszcze decyzji w tej sprawie. Czy w dobie szalejącej pandemii koronawirusa jest sens rozgrywać LN? - To na pewno dobre pytanie i wiele osób będzie się nad tym głowiło - mówił w rozmowie z Interią rozgrywający "Biało-Czerwonych" i Asseco Resovii Rzeszów Marcin Komenda.

Robert Kopeć, Interia: Z waszej perspektywy Asseco Resovii paradoksalnie chyba lepiej, że ten sezon PlusLigi już się skończył.

Marcin Komenda (rozgrywający Asseco Resovii Rzeszów i reprezentacji Polski): Rozumiem aluzję, ale żałujemy, że nie mogliśmy grać dalej, mimo że ten sezon był bardzo słaby w naszym wykonaniu. Chcieliśmy godnie zakończyć i pożegnać się w możliwie najlepszym stylu. Zwycięstwo w Zawierciu pomogło nam "złapać" trochę pewności siebie. Wiadomo, jaka jest sytuacja. Zdrowie jest najważniejsze. Logiczne posunięcie ze strony władz i myślę, że to było jedyne rozsądne wyjście.

Trudno było trwać w niepewności, zwłaszcza że nie wiadomo, kiedy sytuacja się unormuje.

- Zgadza się. Takie czekanie bez treningów, to nie wiadomo, co by przyniosło.

W okresie oczekiwania trenowaliśmy w domach. Jak to wyglądało?

- Każdy z nas miał rozpiskę od trenera przygotowania fizycznego. Tyle co się dało, to wykonywaliśmy w domu. W mieszkaniu jednak ciężko jest przeprowadzić odpowiedni trening. Brałem "na barana" żonę i jakieś obciążenie było (śmiech).

Jak wygląda sytuacja w klubie? Z tego co słychać, to w Asseco Resovii zanosi się na duże wietrzenie szatni. Ty masz jeszcze rok ważny kontrakt. Zostajesz w Rzeszowie?

- Rozmawiałem wstępnie z prezesem i z obu stron jest chęć dalszej współpracy. Ja chciałbym pomóc klubowi w przyszłym sezonie, jak tylko mogę, żebyśmy zajęli zdecydowanie lepsze miejsce niż w tym roku. Co do innych kontraktów, to pewne ruchy zostały już poczynione. My też musimy być elastyczni w obecnej sytuacji, bo każdy na tym traci. Myślę, że tylko kompromis może pomóc w tym, żeby i kluby i zawodnicy nie wyszli na tym źle. Każdy musiał podejść ze zrozumieniem do sytuacji, bo na pewno nie jest łatwo.

Czy mieliście podsumowanie sezonu z władzami klubu? Czy też w związku z pandemią koronawirusa do takich rozmów nie doszło, gdzie pewnie musiałyby paść gorzkie słowa?

- Nie było ku temu okazji. Przypuszczam, że władze chciały się z nami spotkać po sezonie i taki pewnie był plan. Koronawirus pokrzyżował plany. Nawet nie było kiedy, bo wszystko działo się bardzo szybko. Jeszcze przygotowywaliśmy się do kolejnego meczu w lidze, a tu nagle przyszła wiadomość, że hale są pozamykane i jest ciężka sytuacja w Polsce. Generalnie nie było nawet czasu na oficjalne zakończenie czy pożegnanie. Obcokrajowcy dość szybko pojechali do domów. Myślę, że każdy powinien spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie, co mógł zrobić lepiej.

Teraz macie wolne, ale trzeba dbać o formę fizyczną. Jak sobie radzisz w tej sytuacji, kiedy jest dużo ograniczeń odnośnie poruszania się? A może "resetujesz" się po tym słabym sezonie?

- Mentalnie na pewno odpocząłem, bo już chwilę nie mamy ani treningów, ani meczów. Fizycznie staram się coś robić, na ile pozwalają na to warunki, żeby potem nie było problemów z powrotem do normalnych treningów.

Czy macie w ogóle datę, choćby ramową, powrotu do klubu, żeby rozpocząć przygotowania do następnego sezonu? Czy po prostu czekacie na rozwój sytuacji?

- Nie mamy takiej daty, bo nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak to się potoczy. Liczymy na to, że w ciągu miesiąca czy dwóch pandemia się uspokoi i będzie można wrócić do normalnych treningów. Nie wiemy, jak to będzie wyglądało, co z sezonem reprezentacyjnym. Póki co czekamy, musimy uzbroić się w cierpliwość i przede wszystkim siedzieć w domu, bo tylko tak możemy szybciej uspokoić pandemię.

Główną imprezą dla reprezentacji Polski miały być igrzyska olimpijskie w Tokio, które z powodu koronawirusa zostały przełożone na przyszły rok. To dobry ruch MKOl-u i organizatora igrzysk?

- Wydaje mi się, że to była bardzo przemyślana decyzja. Igrzyska olimpijskie to ogromne przedsięwzięcie. Organizatorzy zdali sobie sprawę, że w tym roku może być problem, żeby je przeprowadzić. Dobrze, że ta decyzja została podjęta ze sporym wyprzedzeniem, co jest bardzo ważne dla sportowców.

Presja sportowców i rożnych krajowych komitetów olimpijskich też odegrała w tym rolę.

- To jedna sprawa. Druga to to, że większość zawodniczek i zawodników nie ma gdzie trenować. Sytuacja w niektórych krajach jest bowiem dramatyczna. A po trzecie, w wielu dyscyplinach wciąż nie są rozstrzygnięte kwalifikacje. Wydaje mi się, że to była jedyna możliwa decyzja w tym momencie.

Selekcjoner Vital Heynen kontaktował się z tobą?

- Tak. Rozmawiałem z trenerem Heynenem. Generalnie szkoleniowiec stara się kontaktować z większością zawodników, z którymi współpracował w kadrze. Na ten moment wszyscy czekamy, jak sytuacja się dalej rozwinie. 

No właśnie. Będzie sezon reprezentacyjny czy nie?

- Tego nikt nie wie i jest to duży problem. Trener i my zawodnicy chcielibyśmy się przygotować, a póki co, nie wiemy, jak to będzie wyglądało. Myślę, że jak sytuacja się uspokoi, koronawirus nie będzie się rozprzestrzeniał w takim tempie, to myślę, że Liga Narodów się odbędzie. Jednak obecnie ciężko wyrokować, bo wszystko może się zdarzyć. Ważniejsze od sportu jest zdrowie.

Czy w ogóle jest sens rozgrywać Ligę Narodów w takiej formule, kiedy trzeba jeździć z kraju do kraju na poszczególne turnieje? Czy nie lepiej po prostu w tym roku "odpuścić"?

- To na pewno dobre pytanie i wiele osób będzie się nad tym głowiło. Myślę, że ludzie za to odpowiedzialni zrobią tak, żeby to było pod każdym względem najbezpieczniejsze rozwiązanie, żeby nie narażać zdrowia zawodników, trenerów i kibiców. Z drugiej strony, żeby nie ucierpiały zobowiązania. Umowy przecież są podpisane. Jestem bardzo ciekawy, jakie będą decyzje, choć nie ukrywam, że dla mnie najważniejsze jest teraz to, żebyśmy przetrzymali w zdrowiu całą tę sytuację.

Reklama

Rozmawiał Robert Kopeć

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje