Reklama

Reklama

Siatkówka. Karol Kłos: Nie czuję się gorszy od ubiegłorocznych mistrzów świata

Wracający po dwóch latach do reprezentacji Polski Karol Kłos zdaje sobie sprawę, że ubiegłoroczni mistrzowie świata mają przewagę nad resztą kadrowiczów w walce o występ w kluczowych turniejach w tym sezonie. "Ale nie czuję się od nich gorszy" - zapewnił siatkarz.

W szerokim składzie "Biało-Czerwonych" na ten sezon jest siedmiu środkowych. Mateusz Bieniek, Jakub Kochanowski i Piotr Nowakowski byli w kadrze w ubiegłym roku i odegrali ważną rolę w wywalczeniu złotego medalu MŚ. Kłos ma świadomość, że on jest w gronie, które musi się dopiero pokazać i przekonać do siebie trenera Vitala Heynena.

Reklama

"Mistrzowie świata 2018 na pewno startują teraz z trochę innej pozycji. Byli w tym zespole, który osiągnął bardzo dużo, a ja dołączyłem do tej kadry dopiero teraz. Oczywiście, jest w głowie taka myśl. Ale ja jestem mistrzem świata z 2014 roku i nie czuję się od nich gorszy. Traktuję ich jako rywali o miejsce w składzie, ale i dobrych kolegów. Bo to są fajne chłopaki, z którymi dobrze jest trenować i podnosić przy nich swoje umiejętności. Bo oni je mają naprawdę duże i dzięki nim ja też mogę być lepszy" - podkreślił zawodnik, który w sierpniu skończy 30 lat.

Rok temu sam zrezygnował z powołania, wskazując na konieczność zadbania o zdrowie. Nie ukrywa, że gdy Polacy we wrześniu obronili w Turynie tytuł mistrzów globu, żałował, że nie jest częścią tej grupy.

"Zazdrościłem im, tak czysto sportowo, po ludzku, bo osiągnęli coś fantastycznego. Ja już raz to przeżyłem i fajnie byłoby to powtórzyć. Na pewno były to dla mnie ciężkie dni, jak oglądałem, gdy wracali do Polski, jak się cieszyli. Oglądałem półfinał czy finał i to też było trudne. Ale to też była dla mnie dobra lekcja, taka życiowa. Teraz zupełnie już tego we mnie nie ma. Wiem, że oni zrobili coś dobrego dla całego środowiska siatkarskiego w Polsce" - zaznaczył.

Doświadczony środkowy cieszy się, że dostał kolejną szansę od belgijskiego szkoleniowca i ponownie wystąpi w drużynie narodowej.

"Bardzo się cieszę, że przede wszystkim jestem zdrowy i mogę grać. Tych lat nie ubywa, tylko ciągle przybywa. Być może to jest ostatni moment, żeby mocniej zaakcentować swój występ w reprezentacji. Od początku zgrupowania w Spale mam chyba więcej energii. Staram się też z uśmiechem na ustach po prostu być tutaj" - relacjonował.

Kłos zapewnił, że nie nakłada na siebie presji odnośnie swojej roli w kadrze w tym sezonie, którego najważniejszym etapem będzie sierpniowy turniej kwalifikacyjny do igrzysk.

"Nie narzucam sobie, że nie wiadomo kogo mam wygryźć ze składu i co komu udowodnić. Po prostu chcę grać jak najlepiej i jak najwięcej, a potem czas pokaże i życie zweryfikuje, jak daleko mnie to zaprowadzi. Oczywiście, chciałbym jak najdłużej móc tutaj z chłopakami zostać i trenować oraz grać do samego końca" - zastrzegł.

Siatkarz PGE Skry Bełchatów zdaje sobie sprawę, że o miejsce w składzie, zwłaszcza w wyjściowej "szóstce", nie będzie łatwo.

"Konkurencja jest duża i nie śpi. Jest też w sumie bardzo młoda, bo poza mną i Piotrkiem Nowakowskim to są młode chłopaki" - zwrócił uwagę.

Przed przyjazdem na zgrupowanie podpytywał o Heynena kolegów z klubu, którzy już wcześniej pracowali z ekscentrycznym trenerem. Belg - wzorem poprzedniego roku - urozmaica zajęcia swoim podopiecznym za sprawą tzw. stupid games. Teraz dodatkowo nakazał, by w ośrodku w Spale porozwieszać kartki, na których jest codziennie zmieniana liczba. To liczba dni, które pozostały do finału turnieju olimpijskiego w Tokio. Szkoleniowiec wciąż powtarza, że wywalczenie złotego medalu podczas tej imprezy to jego główny cel, któremu wszystko podporządkowuje.

"Kreatywność Vitala nie zna granic. Są trzy treningi dziennie, więc dni są bardzo mocno wypełnione, ale jest bardzo fajnie. Koledzy mówili, że jeśli będę zaskoczony, to pozytywnie i tak jest" - zapewnił.

Kłos za sprawą kadry chce też poprawić sobie humor po słabszym sezonie klubowym. Skra co prawda dotarła do półfinału Ligi Mistrzów, ale w ekstraklasie, broniąc tytułu, zajęła dopiero szóste miejsce.

"Wiele czynników się na to złożyło. Na pewno trochę przyczyniły się do tego kłopoty zdrowotne kilku naszych zawodników, ale jestem raczej realistą i mówię wprost - jak byliśmy wszyscy, to też nie graliśmy tak, jak byśmy chcieli. Ten sezon klubowy to kolejna lekcja pokory i nauczka, żeby pracować jeszcze ciężej. Zostawiam to za sobą, teraz zaczynam sezon reprezentacyjny. Miejmy nadzieję, że podczas niego będę miał trochę więcej powodów do radości" - zaznaczył.

Agnieszka Niedziałek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje