Reklama

Reklama

Siatkówka. Bartosz Kwolek chce grać w pierwszej szóstce reprezentacji

Vital Heynen go chwali, a on sam nie unika odważnych deklaracji. Bartosz Kwolek nie boi się rywalizacji z Wilfredo Leonem i przypuszcza atak na pierwszą szóstkę reprezentacji Polski. – Walczę, by trener opierał na mnie kadrę – przekonuje 22-letni przyjmujący.

W środę Kwolek wyszedł w podstawowej szóstce reprezentacji Polski na mecz z Brazylią, otwierający turniej finałowy Ligi Narodów. Vital Heynen zabrał do Chicago głównie młodych zawodników, ale Polacy nie przestraszyli się wicemistrzów olimpijskich i po pasjonującym spotkaniu wygrali 3:2.

Kwolek spędził na parkiecie niemal pełne pięć setów, tylko chwilami pod siatką zmieniał go Piotr Łukasik. Rywale starali się wyłączyć młodego Polaka z gry, bombardując go zagrywką, ale nie pękł pod gradem mocnych serwisów. Starał się też pomagać w ataku - zdobył nim 11 punktów. To jego zagrania rozstrzygnęły trzeciego seta - najpierw zdobył punkt udanym zbiciem, a po chwili popisał się asem serwisowym.

Reklama

Mimo świetnego występu z Brazylią, większość wybrańców Heynena na Final Six LN najważniejszą imprezę sezonu, czyli kwalifikacje olimpijskie, obejrzy sprzed telewizora. Kwolek jest jednym z nielicznych, którzy mają realne szanse, by "załapać się" do ostatecznego składu. A przecież 22-letni zawodnik wciąż zbiera pierwsze reprezentacyjne szlify - to dopiero jego drugi sezon w seniorskiej kadrze.

- Doświadczenie procentuje, pierwszy sezon w reprezentacji seniorów jest ciężki, jest dużo nowych rzeczy. Jestem mądrzejszy o ten rok i kilkadziesiąt meczów. Cały czas jestem głodny treningów i gry, nie potrzebowałem aż tak długiego odpoczynku. A jak wypadłem? Miałem lepsze i gorsze momenty, trudno oceniać samego siebie - mówi Kwolek.

Ale to lato może być dla niego przełomowe. W tym sezonie był jednym z siatkarzy, których Heynen najrzadziej oszczędzał w LN - Belg dał mu odpocząć dopiero w ostatnim tygodniu rozgrywek fazy zasadniczej. Heynen nie kryje zresztą, że jest pod wrażeniem gry młodego przyjmującego: chwali go w wywiadach i cieszy się, że jego "inwestycja" z ubiegłego roku, jak nazywa Kwolka i Aleksandra Śliwkę, procentuje w tym sezonie.

- Musisz najpierw zagrać źle, by nauczyć się, jak grać dobrze. Trzeba dać młodym szansę, by poczuli to na własnej skórze. Przed rokiem Śliwka i Kwolek byli z nami tylko do pomocy. W tym roku w LN mogliśmy obserwować, jak stają się ważnymi zawodnikami - cieszy się szkoleniowiec reprezentacji.

Kwolek: - W prywatnych rozmowach trener raczej mnie nie chwali. Skupiamy się na treningu i na słabszych stronach, a nie na tych dobrych. Mi się to bardzo podoba.

Ale, choć Kwolek już w pierwszym sezonie z seniorską kadrą zdobył mistrzostwo świata, musi mocno walczyć o swoje. Oprócz Michała Kubiaka, Artura Szalpuka i Śliwki, w tym roku konkuruje z Wilfredo Leonem. Pod koniec lipca jeden z najlepszych siatkarzy świata zadebiutuje w biało-czerwonej koszulce. I choć np. Fabian Drzyzga, rozgrywający reprezentacji Polski, zapowiada, że "nikt nie robi z Leona zbawcy reprezentacji", urodzony na Kubie siatkarz powinien z miejsca wywalczyć sobie miejsce w podstawowym składzie.

- Jest "armatą" na lewym skrzydle - przyznaje Kwolek. - Rywalizacja wzrosła, ale to tylko zysk dla reprezentacji. Ja się z tego bardzo cieszę. Przed rokiem nie byłem pierwszoplanową postacią kadry, która zdobyła mistrzostwo świata. Teraz dążę do tego, by być ważną częścią zespołu i wywalczyć miejsce w pierwszej szóstce. Nie ma co tego ukrywać. Walczę, by trener opierał na mnie kadrę. To dla mnie kolejny cel.

Damian Gołąb

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama