Siatkarska Liga Narodów: Brazylia pokonała Polskę i wzięła awans do finałów

Starcie mistrzów olimpijskich z Brazylii i mistrzów świata z Polski było szlagierem 14. kolejki Siatkarskiej Ligi Narodów. Emocji i pięknej siatkówki w Melbourne nie zabrakło, a wygraną 3:1 (25:22, 25:23, 23:25, 25:23) zgarnęli Canarinhos, którzy tym samym zapewnili sobie awans do finałów rozgrywek. Polacy muszą jeszcze o ten zaszczyt walczyć, ostatnia szansa w niedzielę o godzinie 7:10. Wówczas zakończą fazę interkontynentalną pojedynkiem z Australią.

Od pamiętnego finału mistrzostw świata w 2014 roku (3:1 dla Polski) Biało-Czerwoni mierzyli się z Brazylią trzy razy, a wszystkie starcia miały miejsce na arenach Ligi Światowej. Canarinhos wygrali dwa z nich (3:0 i 3:1), a w międzyczasie wzięli złoto igrzysk olimpijskich w Rio de Janeiro. Polakom udało się Brazylię ograć raz (3:2),  do tego w niezbyt udanym poprzednim sezonie. W sobotę w Melbourne obie ekipy szukały punktów i zwycięstw, które miały zagwarantować awans do finałów SLN w Lille (4-8 lipca). Kibice mogli zacierać ręce, zanosiło się na kawał świetnej siatkówki na Antypodach.

Już pierwsza akcja starcia gigantów przyniosła długą wymianę i udany plas Macieja Muzaja. Canarinhos nie pozostawali dłużni, ale zdecydowany opór postawił im Artur Szalpuk. Będący w znakomitej formie skrzydłowy skończył dwie ważne kontry (5:3), a po chwili wespół z Muzajem dał drużynie kolejne "oczko" po zaciętej walce i prowadzenie na przerwie technicznej 8:5. Oddał nam pięknym za nadobne Eder Carbonera, serią znakomitych zagrywek doprowadził do remisu (8:8), a po chwili Lucas Loh poszedł w ślady kolegi i to mistrz olimpijski miał zapas nad Polską (11:10). Potężnie serwowali Canarinhos, sporo grali środkiem siatki i raz po raz zatrudniali naszych środkowych w bloku i trafiali. Na szczęście Maciej Muzaj i Mateusz Mika nie zwalniali ręki i cały czas dostarczali drużynie punkty (13:13). Mecz mógł się podobać, siatkarze stawali na wysokości zadania, czego nie można powiedzieć o sędziach. Gdy Loh obił polski blok i piłka dotknęła jego ramienia, sędziowie nie zauważyli błędu Brazylijczyka i wzniecili złość Vitala Heynena (15:16). Brazylijczycy cały czas mocno serwowali i dzięki temu udało im się odskoczyć na prowadzenie 17:15. W odpowiedzi nasz zespół zablokował Mauricio Borgesa (17:17), po chwili "czapę" dostał Wallace de Souza i to mistrz świata był bliżej wygranej (19:18). Koncówka seta była niezwykle zacięta, to Szalpuk kończył atak, to Wallace meldował się z prawej strony siatki (22:22). Niestety nasz skrzydłowy dotknął po jednym z ataków siatki, po chwili w aut uderzył Łukasz Kaczmarek, sędziowie znów się pogubili i to Brazylia prowadziła 24:22 w decydującym momencie. Seta wygrała po ataku Edera na środku 25:22.

Biało-Czerwonych nie załamała nieudana końcówka seta, szybko zabrali się do roboty w partii numer dwa, a że Loh i Wallace popsuli swoje ataki, Polacy prowadzili 7:4. A jeszcze chwilę później wspaniale w obronie zagrali Artur Szalpuk i Paweł Zatorski, a Muzaj blokiem niesamowicie zatrzymał Lucasa Loha (9:5). Reprezentacja Polski miała świetny moment w ataku, Brazylia się zacięła i wydawało się, że nasi pójdą za ciosem (11:7). Niestety rezerwowy Aleksander Śliwka dwa razy uderzył w aut, po chwili Canarinhos kontrę wygrał Mauricio i nasze prowadzenie zniknęło jak kamfora (12:12). Wreszcie przełamanie dał polskiej kadrze Muzaj (13:12), zaczął trafiać w swoim stylu Mika (15:14), ale Brazylia kryzys z początku partii miała za sobą i trzeba było twardo walczyć o swoje (16:15). Bardzo dobrze wprowadził się w mecz Mika, który nie tylko w ataku, ale i w defensywie był klasą dla siebie i liderem drużyny (16:15). I znów coś się w naszej grze zacięło, pojawiły się kłopoty z wykończeniem akcji, co było zaraz wodą na młyn dla Kanarkowych. Jeden punkt przewagi Polaków (18:17) błyskawicznie zamienił się w jeden więcej u Brazylijczyków (20:19), a najlepsze było dopiero przed nami. Najpierw Evandro Guerra uderzył w aut, a sędziowie uznali, że trafił po rękach naszych siatkarzy. Było 22:20 dla Brazylii, interweniował jednak Vital Heynen i po wideoweryfikacji znów tablica wyników pokazała remis (21:21). A jeszcze polski blok zatrzymał Loha (22:21), po chwili znakomicie trafił Mika (23:22), wydawało się, że drugi set będzie nasz. Niestety, Śliwka fatalnie przyjął serwis rywali, za chwilę Mauricio wygrał kontratak i Canarinhos po wspaniałym finiszu wzięli seta numer dwa (25:23).   
 
Niestety, dwa przegrane sety zostawiły ślad w psychice polskich siatkarzy i trzecia odsłona rozpoczęła się od wielkich problemów Biało-Czerwonych. Brakowało mocy w ataku, brakowało regularności, a Canarinhos krok po kroku szli po swoje (5:4, 9:6). Tym razem, inaczej niż w dwóch poprzednich setach, trzeba było gonić wynik i spróbować zmusić Brazylię do błędów. Na szczęście na parkiecie imponował Mika, mistrz świata i bohater finału z Brazylią z 2014 roku, który raz po raz na lewej flance oszukiwał blok rywali (11:12). Pomogli też sami rywale, to Mauricio zaserwował daleko w aut, to Loh w ataku sprawdził refleks australijskich kibiców i naprawdę niewiele potrzeba było do szczęścia (12:13). Udało się wreszcie po znakomitej zagrywce Miki, który doprowadził do remisu i wlał nadzieję w serca polskich fanów (14:14). I znów walka toczyła się rytmem cios za cios, atak za atak, a Brazylia dwa razy nam odskakiwała, by tracić zapas punktów po celnych zagraniach "challenge" Heynena (18:18). Po kolejnej wspaniałej kiwce Miki w Melbourne zrobiło się 20:20 i kibice zastanawiali się, czy i tym razem ostatnie piłki seta padną łupem Brazylii, czy też mistrzowie świata znajdą sposób na mistrzów olimpijskich. Znaleźli. Mateusz Bieniek, który cały niemal mecz był rezerwowym, wszedł na parkiet i dwa razy trafił wspaniale na środku siatki (23:22). Po chwili z lewej flanki atak skończył Śliwka i rywale szybko poprosili o przerwę (23:24). Nie udało im się odwrócić losów partii, Muzaj w kontrze trafił w sam narożnik boiska i Polska wróciła do gry (25:23).

Reklama


Potęgi nie dawały za wygraną i w partii numer cztery. Vital Heynen znów dokonał zmiany, Bartosz Kwolek zastąpił Mateusza Mikę i w takim zestawieniu Polska miała dopaść Brazylię i wyrównać stan spotkania. I znów partię lepiej rozpoczęli Kanarkowi, lepiej atakowali i dzięki zbiciom Evandro i Mauricio bardzo szybko odskoczyli naszym (6:4). Trener polskiej kadry zaraz poprosił o przerwę, a po niej walka rozgorzała na nowo. Wreszcie Mauricio nadział się na nasz blok, został punkt straty (7:8), którego Canarinhos bronili jak niepodległości. Pojedynek znów stał się wyrównany, pełen soczystych ataków z obu stron i męskiej walki. I lepiej wychodzili z niej mistrzowie olimpijscy, którzy po sprytnym zagraniu Williama Arjony znów mieli przewagę i mogli ze spokojem budować kolejne akcje (11:8). Canarinhos zdecydowanie wzmocnili serwis po przegranej trzeciej partii, dlatego tak dużo problemów w ataku mieli nasi siatkarze, a sporo kontr Brazylijczycy (12:9). A jeszcze Mauricio trafił idealnie w linię końcową zza dziewiątego metra, sytuacja naszej reprezentacji nie była ciekawa (11:14). Zwłaszcza, że Brazylia grała bardzo skutecznie w ataku, nie pozwalała sobie na przestoje i na punktowe serie Biało-Czerwonych (16:12). Evandro na prawym skrzydle trafiał jak najęty, na lewym pilnował wyniki Mauricio, a jeszcze Bartłomiej Lemański efektownie zerwał atak na środku siatki i pomógł rywalom w końcówce partii (15:20). Pięć punktów w samej końcówce seta to było bardzo dużo, zważywszy że po drugiej stronie siatki byli Brazylijczycy, mistrze nad mistrzami. Heynen poprosił o przerwę, ale bardziej żeby podsumować mecz, niż korygować grę po kolejnych błędach (16:22). Mistrzowie świata jeszcze raz poderwali się do walki, zablokowali Loha (20:23), ale w najgorszym momencie Lemański zepsuł zagrywkę (21:24). Gdy wydawało się, że to koniec meczu, "czapę" dostał Evandro i nasz zespół miał tylko punkt do odrobienia (23:24). Po gorączkowej naradzie Brazylia wygrała mecz, Evandro tym razem kropnął nie do obrony dla naszych (25:23).

W niedzielę, w ostatnim meczu fazy interkontynentalnej Siatkarskiej Ligi Narodów, Polacy stawią w Melbourne czoła Australii (godzina 7:10 czasu polskiego). Ten pojedynek będzie miał kluczowe znacznie dla losów Biało-Czerwonych, jeśli go wygrają, na pewno znajdą się w finałach rozgrywek. Awans może przyjść jeszcze w sobotę, ale warunkiem jest zwycięstwo Francuzów z Włochami w bezpośrednim starciu, które zostanie rozegrane w Modenie (godzina 20:30). Jeśli Italia zwycięży, wówczas triumf z Australią będzie dla Polaków obowiązkiem, jeśli przegra, starcie z Kangurami nie będzie miało dodatkowej stawki, poza prestiżem.

Brazylia - Polska 3:1 (25:22, 25:23, 23:25, 25:23)
Sędziowali: Jiang Liu (Chiny), Nathanon Sowapark (Tajlandia)


Przebieg meczu:

  • I set: 5:8, 12:11, 16:15, 19:20, 25:22
  • II set: 5:8, 8:12, 15:16, 20:19, 25:23
  • III set: 8:6, 12:10, 16:15, 20:19, 23:25
  • IV set: 8:6, 12:9, 16:12, 20:15, 25:23


Brazylia: Bruno Rezende, Wallace de Souza, Lucas Loh, Mauricio Borges, Isac Santos, Eder Carbonera, Murilo Endres (libero) oraz Thales Hoss (libero), William Arjona, Evandro Guerra, Otavio Rodrigues, Leonardo Ferreira

Polska: Marcin Janusz, Maciej Muzaj, Mateusz Mika, Artur Szalpuk, Bartłomiej Lemański, Jakub Kochanowski, Paweł Zatorski (libero) oraz Łukasz Kaczmarek, Grzegorz Łomacz, Aleksander Śliwka, Mateusz Bieniek, Bartosz Kwolek.

Reklama

Reklama

Reklama