Przełomowa zmiana w siatkówce. Może dotknąć drużynę Grbicia
Ta zmiana może zrewolucjonizować siatkarski kalendarz i uratować prestiż mistrzostw Europy. Już za trzy lata najważniejszy reprezentacyjny turniej na kontynencie może zostać rozegrany nie latem, a w środku zimy. Ku takim zmianom skłania się CEV, Europejska Konfederacja Siatkówki, za nią optuje Polska. - Gdy popatrzeć na inne dyscypliny, na przykład piłkę ręczną, one w ten sposób funkcjonują. To wydłużyłoby też sezon zawodników, którzy nie występują w kadrze - wskazuje w rozmowie z Interia Sport Sebastian Świderski, prezes PZPS. Możliwe są nawet większe zmiany, ale zgodę musi wyrazić FIVB.

Do niedawna porządek najważniejszych siatkarskich turniejów reprezentacyjnych był stały. W tzw. latach parzystych co cztery sezony odbywały się mistrzostwa świata, "krzyżując się" z igrzyskami olimpijskimi. W latach nieparzystych rozgrywano mistrzostwa Europy. A do tego wszystkiego coroczna Liga Narodów, inaugurująca sezon reprezentacyjny.
Ale FIVB, czyli Międzynarodowa Federacja Piłki Siatkowej, wprowadziła zmiany. Od 2025 r., czyli ostatniego turnieju na Filipinach, mistrzostwa świata będą rozgrywane co dwa lata. Mistrzostwa Europy - ale i innych kontynentów - zostały przeniesione na lata parzyste. I znalazły się na kursie kolizyjnym z igrzyskami olimpijskimi, czyli zdecydowanie najbardziej prestiżową imprezą.
"Deficytowe" mistrzostwa Europy po igrzyskach? "Ciężkie i dziwne"
- Zwracaliśmy uwagę na problem sezonu 2028/2029, w którym następują po sobie trzy imprezy: Liga Narodów, igrzyska olimpijskie i mistrzostwa Europy. I ten ostatni turniej byłby towarem deficytowym, mniej prestiżowym. Do tego dochodzą problemy dla zawodników. A u nas gra około 50 reprezentantów, potencjalnych uczestników mistrzostw. Po takim sezonie reprezentacyjnym mogą mieć problemy - wskazuje w rozmowie z Interia Sport Artur Popko, prezes Polskiej Ligi Siatkówki.
Razem z prezesem Polskiego Związku Piłki Siatkowej Sebastianem Świderskim oraz przedstawicielami polskich klubów siatkarskich gościł w ubiegłym tygodniu Roko Sikiricia, prezesa CEV, na czele delegacji z europejskiej centrali. Oprócz rozmów w sprawie europejskich pucharów to właśnie potencjalny nowy termin mistrzostw Europy był najgorętszym tematem spotkania.
Pomysł wspierany przez Polskę zakłada bowiem przesunięcie najważniejszej kontynentalnej imprezy na zimę - grudzień i styczeń. To byłby kalendarzowy przełom, bo w siatkówce funkcjonuje jasny podział na lato, przeznaczone dla reprezentacji, i pozostałą część roku dedykowaną rozgrywkom klubowym. Owszem, przed laty zdarzały się turnieje w trakcie sezonu ligowego, jak kwalifikacje olimpijskie, ale od kilku sezonów czas na kadrę i ligę był oddzielony.
Przede wszystkim jednak zimą nie rozgrywano żadnej z tzw. imprez docelowych. Co więc miałaby przynieść taka zmiana?
- Gdy popatrzeć na inne dyscypliny, na przykład piłkę ręczną, one w ten sposób funkcjonują. To wydłużyłoby też sezon zawodników, którzy nie występują w kadrze, bo zaczynałby się dużo wcześniej. I byłoby okienko zimowe. Są plusy i minusy tego rozwiązania, ale organizowanie mistrzostw kontynentów po igrzyskach olimpijskich wnosi wiele znaków zapytania, także dotyczących poziomu sportowego. Mistrzostwa Europy dwa tygodnie po igrzyskach olimpijskich byłyby ciężkie i dziwne - przekonuje Świderski w rozmowie z Interia Sport.
Wzór z piłki ręcznej w siatkówce. By nie powtórzył się rok 2021
Prezes PZPS wskazuje, że łatwo wyobrazić sobie sytuację, w której na mistrzostwa następujące tuż po igrzyskach wiele krajów przysyła reprezentacje w rezerwowych składach. A dla tych, którzy postawią na najlepszych, turniej będzie trudny - bez czasu na przygotowania i osiągnięcie kolejnego szczytu formy.
Ten scenariusz siatkówka już zresztą przerabiała w 2021 r. Wówczas kalendarz trzeba było zmienić przez pandemię, która przesunęła o rok igrzyska olimpijskie w Tokio. I mistrzostwa Europy siatkarzy, m.in. na polskich boiskach, rozgrywano po tej imprezie. Polska wywalczyła brąz, a turniej był pożegnaniem Vitala Heynena - jego los przypieczętowała jednak ćwierćfinałowa porażka z Tokio, nie podium ME.
W tym momencie mistrzostwa Europy tracą na wartości. A przecież rozbudowanie kalendarza spowodowało, że w tym roku z mistrzostw Europy będzie można się już zakwalifikować do igrzysk olimpijskich. To rzecz dodana i według mnie mega pozytywna, ważna
Siatkówka chce czerpać z wzorców innych dyscyplin. Władze CEV spoglądają w kierunku rozwiązań z piłki nożnej, ale akurat zimowy turniej reprezentacyjny jest dobrze znany w świecie piłki ręcznej. Niedawno, w drugiej połowie stycznia, w ME rywalizowali szczypiorniści. Turniej kobiet zostanie rozegrany w grudniu.
- W piłce ręcznej nie ma Ligi Narodów, więc latem zawodnicy odpoczywają przed sezonem. Nie można więc zrobić "kopiuj - wklej" i przenieść piłki ręcznej do siatkówki. Ale piłka ręczna pokazuje, że można przerwać rozgrywki ligowe, by rozegrać duży turniej, a potem wrócić i kończyć sezon ligowy w klubach. Jest to więc do zrobienia - zaznacza Świderski.
Spokojniejsze lato, plus dla zawodników spoza kadry. To mogą dać zimowe mistrzostwa Europy
Przeniesienie mistrzostw Europy na zimę oznacza spokojniejsze lato dla kadrowiczów, ale też dłuższy sezon dla pozostałych zawodników. Dziś bywa, że mają nawet pięć miesięcy przerwy między sezonami. Po zmianach, w sezonach bez dużej imprezy reprezentacyjnej latem, sezon ligowy mógłby rozpocząć się na początku września. W tym roku, po MŚ, PlusLiga ruszyła 20 października.
Długi sezon reprezentacyjny od maja do października oznacza też, że reszta zawodników nie gra nawet i przez sześć miesięcy. Działacze CEV-u to rozumieją. Reprezentują stanowisko Europy, która jest jednym z najsilniejszych kontynentów w siatkówce. I zdanie Europy musi być wysłuchane
CEV spotkania podobne do tych w Warszawie organizuje także we Włoszech i w Turcji. Na proponowane zmiany musi jednak jeszcze zgodzić się FIVB. A siatkarska centrala zimą, czyli w proponowanym terminie ME, organizuje własny turniej - Klubowe Mistrzostwa Świata.
W ostatnich sezonach były rozgrywane daleko od Europy. W grudniu w Brazylii po raz pierwszy od siedmiu lat na tej imprezie wystąpił polski zespół, Aluron CMC Warta Zawiercie. Skończył na trzecim miejscu.
- Klubowe mistrzostwa świata będą musiały przejść reorganizację. Jak widać, niby mają swoją wagę, natomiast wiele klubów z nich rezygnuje. A jak już nie rezygnują, co widać nawet na przykładzie Zawiercia, potem muszą dojść do siebie. Przerwanie rozgrywek ligowych i Ligi Mistrzów w taki sposób powoduje, że tych spotkań jest bardzo dużo. Teraz jest to turniej bardzo intensywny i niebezpieczny dla zawodników - uważa Świderski.
Stanowisko Polski jest jasne. Czas na ruch FIVB
W tym roku mistrzostwa Europy odbędą się jednak jeszcze tradycyjnie w czasie letniej przerwy. Najpierw, na przełomie sierpnia i września, rywalizację rozpoczną siatkarki. Turniej odbędzie się w czterech krajach, mecze o medale zostaną rozegrane w Turcji.
Potem do gry wejdą siatkarze - finał ich turnieju zaplanowano na 26 września. Tutaj również gospodarzy będzie czterech, mecze o medale będą gościć Włochy. Reprezentacja prowadzona przez Nikolę Grbicia będzie bronić złota wywalczonego w 2023 r. Jeśli zmianę w kalendarzu uda się przeforsować, tegoroczne mistrzostwa mogą być ostatnimi rozgrywanymi latem.
- Na to wszystko musi być jednak zgoda z góry, czyli FIVB. Przymiarki do tego kalendarza są i mam nadzieję, że im szybciej odpowiednie władze do tego zasiądą i postanowią, tym szybciej się do tego przyzwyczaimy i zmienimy nasze myślenie - zaznacza Świderski.
Popko: Teraz kalendarz jest jednakowy dla całego świata. Przedstawiliśmy nasze stanowisko, zresztą opinia klubów jest podobna: gdyby jedna impreza reprezentacyjna była rozgrywana w grudniu czy styczniu, jak w piłce ręcznej, a druga latem, byłoby łatwiej. I może lepiej dla siatkówki. Tak samo przedstawialiśmy to kiedyś w FIVB.
Niewykluczone zresztą, że przy takim scenariuszu również mistrzostwa świata zostałyby przeniesione na zimę. A jedyną letnią imprezą reprezentacyjną pozostałaby Liga Narodów, jeden z flagowych produktów FIVB.
Jest jeszcze jeden pomysł łączący siatkówkę i zimę. W doniesieniach z Wielkiej Brytanii słychać, że Międzynarodowy Komitet Olimpijski, w jednym z planów reformy zimowych igrzysk olimpijskich, rozważa dołączenie do nich dyscyplin halowych - właśnie siatkówki i piłki ręcznej. Wszystko w ramach zwiększania zasięgu zimowych IO, zainteresowania nimi nowych regionów świata. To byłaby już prawdziwa rewolucja. Ale o tym na razie nikt oficjalnie nie rozmawia.
Damian Gołąb
















