Potrójna korona polskiego siatkarza. Popis w finale, a to może nie być koniec
Rywalizacja o siatkarskie mistrzostwo Polski jeszcze trwa, tymczasem właśnie zakończyły się rozgrywki we Włoszech. Tam emocji znanych z PlusLigi nie ma. Przez całą fazę play-off jak burza przeszła Sir Susa Scai Perugia. W finałach nie przegrała ani razu i w środowy wieczór ostatecznie odzyskała tytuł. Ważną rolę w zwycięstwie odegrał Kamil Semeniuk, który wywalczył już z Perugią w tym sezonie tzw. potrójną koronę. A to nie koniec, bo włoska drużyna wysłała jasny sygnał do rywali przed Ligą Mistrzów.

Poprzedni sezon ligi włoskiej Sir Susa Scai Perugia zakończyła dopiero na trzecim miejscu. Dopiero, bo zespół pełen gwiazd światowego formatu celował w złoto - niedługo później wygrał zresztą upragnioną przez prezesa klubu Gino Sirciego Ligę Mistrzów.
"Przyzwyczaiłem się, że tutaj w Perugii gra się o zwycięstwo, każde możliwe trofeum. Podchodzimy do tej walki z myślą o wygranej, by znowu trójkolorowy teraflex mistrzów Włoch zawitał do Pala Barton w Perugii" - podkreślał zresztą w rozmowie z Interia Sport przed tegorocznymi finałami SuperLegi Kamil Semeniuk.
Polski siatkarz jednym z bohaterów we Włoszech. "Potrójna korona" skompletowana
Reprezentant Polski jest jednym z najważniejszych siatkarzy w gwiazdozbiorze Sirciego, gdzie występują również m.in. Simone Giannelli czy Ołeh Płotnicki. W środowy wieczór wyszedł w podstawowym składzie na spotkanie z Cucine Lube Civitanova. To był trzeci mecz finałowej rywalizacji, dwa poprzednie spotkania wygrała Perugia.
Mecz, który mógł jej dać odzyskanie tytułu mistrzowskiego - poprzedni zdobyła w 2024 r. - zaczęła jednak od seta przegranego 25:27. W kolejnym też była w trudnym położeniu, broniła piłek setowych, ale przełamała rywali i zwyciężyła 26:24. W dwóch następnych partiach emocje były już nieco mniejsze, Perugia wygrała 3:1 i w Pala Barton mogło rozpocząć się świętowanie - Semeniuk i fani doczekają się w przyszłym sezonie kolorowego teraflexu, który przysługuje mistrzowi Włoch.
Polski przyjmujący odegrał w zwycięstwie ważną rolę. W decydującym meczu zdobył 13 punktów, zaś pod względem efektywności gry lepiej od niego wypadł tylko atakujący Wassim Ben Tara - Tunezyjczyk z polskimi korzeniami. Semeniuk skończył 10 ataków, dołożył jeden punktowy blok i dwa asy serwisowe. Według statystyk przyjmował też najlepiej w zespole.
Dla Semeniuka i Perugii to już trzeci puchar w tym sezonie. Wcześniej drużyna sięgnęła po Superpuchar Włoch i wygrała Klubowe Mistrzostwa Świata w Brazylii. Po mistrzostwo kraju sięgnęła w kapitalnym stylu - w całej fazie play-off nie przegrała ani jednego seta.
Kamil Semeniuk i Perugia przed szansą na jeszcze jeden puchar. Na drodze Polacy
Dla Semeniuka to już jedenaste trofeum wywalczone z włoską drużyną. I jeszcze w tym roku może zdobyć kolejne. Perugia zagra bowiem w Final Four Ligi Mistrzów w Turynie. 16 maja w półfinale zmierzy się z PGE Projektem Warszawa, który również w środę świętował zdobycie brązowego medalu PlusLigi.
W ewentualnym finale będzie czekać Aluron CMC Warta Zawiercie lub Ziraat Bankkart Ankara z Tomaszem Fornalem w składzie. Włoski zespół już wysłał sygnał, że przed decydującymi spotkaniami jest w znakomitej dyspozycji.













