Polski siatkarz oddał zdrowie kadrze. Ale Grbić musi szukać nowych rozwiązań
Paweł Zatorski jest jednym z siatkarzy, którzy w ostatnich tygodniach poinformowali o definitywnym zakończeniu kariery reprezentacyjnej. Libero wspominał o znamiennej rozmowie z Nikolą Grbiciem, w której poznał wizję trenera co do przyszłości jego pozycji. Teraz do decyzji siatkarza odniósł się sam selekcjoner. - Trudno było mi liczyć na niego do końca na igrzyska w Los Angeles. Dlatego chciałem budować - argumentuje selekcjoner. Na jego placu budowy pojawiły się trzy nowe nazwiska.

Takiego libero jeszcze w historii polskiej siatkówki nie było. Paweł Zatorski przez 16 lat zdobył z kadrą medale wszystkich najważniejszych imprez ze złotem mistrzostw świata i Europy oraz srebrem igrzysk olimpijskich na czele. Ogłoszona przez niego przed tygodniem decyzja o zakończeniu kariery reprezentacyjnej zamyka więc ważny rozdział w historii polskiej siatkówki.
Jak przyznał sam Zatorski w rozmowie z Tomaszem Swędrowskim z Polsatu Sport, na długo przed podjęciem decyzji poznał pomysł Nikoli Grbicia na rozwój pozycji libero w reprezentacji Polski.
"Już dawno temu rozmawiałem z Nikolą Grbiciem, którego bardzo szanuję, z którym mam świetny kontakt. Po igrzyskach w Paryżu przedstawił mi wizję, że na kolejne igrzyska na pewno będzie chciał postawić na młodszego zawodnika. To nie było dla mnie żadną niespodzianką" - stwierdził siatkarz.
Reprezentacja Polski bez Pawła Zatorskiego. Ale Nikola Grbić już to przerabiał
Brak Zatorskiego na liście siatkarzy powołanych do kadry na najbliższy sezon reprezentacyjny nie był więc zaskoczeniem. Grbić zresztą opowiedział, jak decyzja doświadczonego libero wygląda z jego perspektywy.
- Rozmawialiśmy w ostatnim sezonie. Kiedy zawodnik chce skończyć karierę w reprezentacji, to jego prywatna decyzja i nie mogę nic z tym zrobić. Paweł to jeden z zawodników, który grał najdłużej w reprezentacji Polski, zdobył z nią wszystkie medale z ostatnich lat. To fantastyczne osiągnięcia - zaznacza selekcjoner.
Zatorski obok Marcina Janusza stał się w ostatnich sezonach jednym z symboli poświęcenia dla reprezentacji Polski. O jego kontuzji z półfinału igrzysk olimpijskich w Paryżu mówiło pół kraju. Gdy siatkarze walczyli o miejsce w finale z USA, libero zderzył się z Januszem. Mimo że stracił czucie w dwóch palcach, nie tylko dokończył spotkanie, ale i wystąpił w olimpijskim finale.
"Nigdy w takim stanie nie grałem. (...) Nie widziałem żadnej możliwości, by odpuścić ten mecz" - uzasadniał potem w rozmowie z Interia Sport.
Ale problemy ze zdrowiem narastały. W kolejnym sezonie klubowym siatkarz musiał zdecydować się na operację biodra i latem 2025 r. zabrakło go w reprezentacji Polski. Grbić nie kryje, że sytuacja zdrowotna wicemistrza olimpijskiego wpłynęła na plany selekcjonera.
- W ostatnim sezonie miał problem, musiał przejść operację. Kiedy byłem trenerem ZAKS-y Kędzierzyn-Koźle, miał problem z plecami. Cały czas miał jakieś problemy zdrowotne. Trudno było mi liczyć na niego do końca na igrzyska w Los Angeles. Dlatego chciałem budować, dać szansę Popiwczakowi i Graniecznemu. Chciałem zobaczyć, czy mogą nam pomóc. Teraz już muszą. Myślę, że będą gotowi i będą grać na dobrym poziomie - przekonuje trener polskiej kadry.
Taki jest plan Grbicia na kadrę. Trzy nowe twarze
35-letni Zatorski nie zdecydował się negocjować z Grbiciem kolejnego lata przerwy, jak na przykład starsi od niego Grzegorz Łomacz czy Bartosz Kurek. Odpowiedzialność za grę na libero kadry spada więc, jak w poprzednim sezonie, na wspomnianego przez selekcjonera 30-letniego Jakuba Popiwczaka. Jego zmiennikiem w poprzednim sezonie był o dziewięć lat młodszy Maksymilian Granieczny.
Tych dwóch siatkarzy po dobrym sezonie w klubach powinna zapewnić "Biało-Czerwonym" wysoką jakość. Popiwczak do kadry dołączy jednak dopiero po turnieju finałowym Ligi Mistrzów, który zakończy się 17 maja. I nie od razu wskoczy w reprezentacyjne tryby.
Między innymi dlatego Grbić zdecydował się na powołanie jeszcze trzech innych libero. Wszyscy to nowe twarze w drużynie Serba. Na liście nie ma bowiem powoływanego regularnie od 2023 r. Kuby Hawryluka, który stracił miejsce w składzie Indykpolu AZS Olsztyn. Zabrakło też Mateusza Czunkiewicza, który przed rokiem zadebiutował w kadrze po świetnym sezonie w klubie.
Najbardziej doświadczonym z debiutantów jest Jakub Ciunajtis. To on wygrał z Hawrylukiem rywalizację o miejsce w składzie Indykpolu AZS. W sierpniu skończy 28 lat i przez całą karierę jest związany z Olsztynem.
Dwóch kolejnych libero to siatkarze z rocznika 2003. Maksym Kędzierski występuje w PGE GiEK Skrze Bełchatów i rywalizuje o miejsce w składzie z Kamilem Szymurą, zawodnikiem sprawdzanym w kadrze na początku kadencji Grbicia. Bartosz Fijałek w końcówce sezonu zaczął z kolei coraz częściej grać w składzie ZAKS-y Kędzierzyn-Koźle kosztem Czunkiewicza.
- Mam w głowie szerszy obraz. Chcę dać czas doświadczonym zawodnikom na regenerację, wakacje. Kilku będzie musiało przyjąć zastrzyki, jest protokół medyczny. Druga rzecz: doświadczeni zawodnicy muszą przygotować się na najważniejszy, ostateczny turniej, który chcemy wygrać. A w tym samym czasie muszę rozwijać młodych zawodników, którzy będą przyszłością polskiej siatkówki - mówi o swoich planach na ten sezon Grbić.
Cała trójka nowych libero powinna pojawić się w Spale na początek przygotowań do sezonu reprezentacyjnego 3 maja. Grbić dopiero podejmie jednak decyzję, ilu libero zgłosi do 30-osobowej kadry na Ligę Narodów.














