Reprezentacja Polski prowadzona przez Piotra Grabana początkowo przez mistrzostwa świata do lat 21 rozgrywane w chińskim Jiangmen szła jak burza - nasi siatkarze wygrali cztery pierwsze mecze fazy grupowej (z Portoryko, Koreą Południową, Kanadą i Kazachstanem) bez straty seta. Ich zwycięski marsz zatrzymali dopiero Irańczycy, czyli obrońcy tytułu i jedni z faworytów do złota. "Biało-Czerwoni" przegrali 1:3, ale ta porażka nie miała większych konsekwencji, bo i tak wcześniej zapewnili sobie awans do fazy pucharowej.
Polscy siatkarze zajęli drugie miejsce w grupie B, a w 1/8 finału trafili na trzecią drużynę grupy D, czyli Ukrainę. Reprezentacja naszych wschodnich sąsiadów w pierwszym secie została rozbita 17:25, później sama pewnie ograła "Biało-Czerwonych" (25:16). Dwie kolejne partie toczyły się już głównie pod dyktando podopiecznych Grabana, którzy tym samym przypieczętowali awans do ćwierćfinału czempionatu.
"Przebieg gry w trzecim i czwartym secie był podobny, choć w ostatnim znaleźliśmy się w trudnej sytuacji. Wziąłem czas i powiedzieliśmy sobie, że jak nie teraz do kiedy. Zawodnicy uwierzyli w siebie i odrobili straty. Świetnie zagrali zmiennicy" - mówił później Graban cytowany przez pzps.pl.
Mistrzostwa świata do lat 21. Polscy siatkarze znokautowani na starcie
Polacy w ćwierćfinale turnieju trafili na Czechów, którzy wcześniej wygrali wszystkie spotkania w grupie C, a w 1/8 finału pokonali Turków (3:1). Co ciekawe, "Biało-Czerwoni" ze swoimi rywalami mierzyli się na początku sierpnia w dwóch sparingach i w obu byli górą. Wówczas obie ekipy były jednak na etapie przygotowań do czempionatu, a więc trudno było wyciągać wnioski z tych starć w kontekście ćwierćfinału mistrzostw świata.
Mecz o półfinał turnieju zaczął się od punktowego bloku na Bartłomieju Potrykusie, który atakował ze środka. Dalej gra toczyła się punkt za punkt, podobnie jak w poprzednich meczach błyszczał Wojciech Gajek - po bloku atakującego ponownie pojawił się remis, było 4:4.
Czesi kapitalnie spisywali się jednak w zagrywce, a gdy Tomas Brichta posłał asa na 7:4, trener Graban poprosił o przerwę. Ta nie wytrąciła z rytmu naszych rywali, którzy dalej nękali Polaków mocnymi serwisami. Ci z kolei mieli problemy w przyjęciu, tracili kolejne punkty, na co reagował selekcjoner, wprowadzając roszady w szóstce. Zmiany nie pozwoliły jednak "Biało-Czerwonym" odwrócić losów seta, którego przegrali wysoko, bo 13:25.
Polscy siatkarze stoczyli zacięty bój z Czechami
W pierwszym secie gra naszych kadrowiczów całkowicie się posypała, przez co przed kolejną partią można było mieć obawy, czy Polakom uda się wrócić na odpowiednie tory. "Biało-Czerwoni" zaczęli jednak spisywać się kapitalnie, niemal od samego początku utrzymywali się na prowadzeniu, a ich przewaga regularnie rosła. Gdy jeden z Czechów posłał autową zagrywkę i tablica wyników pokazała rezultat 22:16, stało się jasne, że tym razem to rywalom będzie ciężko nadrobić straty. Polacy na to nie pozwolili, set zakończył się ich zwycięstwem 25:20.
Drugą partię zakończył punktowy atak Gajka, podobnie też zaczął się trzeci set. Po chwili Wiktor Przybyłek dołożył asa serwisowego i było już 2:0 dla Polaków. Ci prezentowali się pewniej niż na początku meczu, z kolei Czesi zaczęli mieć problemy w przyjęciu. Grali za to blokiem i w ten sposób zdobyli swoje pierwsze punkty w trzecim secie. Ten szybko stał się wyrównany, żadna z drużyn nie była w stanie odskoczyć na więcej niż trzy punkty.
Ta sztuka w końcówce partii udała się Czechom - ponownie w polu serwisowym kapitalnie zaczął spisywać się Brichta, który też dołożył atak z prawej strony. A gdy Vojtech Pitner obił blok Polaków, było już 21:18. "Biało-Czerwoni" nie byli w stanie zniwelować strat, seta zwieńczył przestrzelony serwis Aleksandra Maciejewskiego (25:21 dla Czechów).
Kolejna partia fatalnie zaczęła się dla Polaków, którzy popełniali błędy i przegrali trzy pierwsze akcje. Na ten kryzys zareagował Graban, prosząc o przerwę. Ta podziałała, nasi po czasie dla trenera odpowiedzieli punktowym bloku na Pitnerze. Kilka minut później po asie serwisowym Jakuba Kiedosa doprowadzili do remisu 5:5, a po zatrzymaniu blokiem Brichty po raz pierwszy w secie wyszli na prowadzenie.
Niestety, nasi zawodnicy nie byli w stanie pójść za ciosem i powiększyć przewagi, rywale z kolei ponownie wyszli na prowadzenie. Gdy set zaczął wkraczać w decydującą fazę, mieli trzy oczka przewagi (18:15). Wówczas Graban ponownie poprosił o przerwę. Rywale bowiem świetnie grali z kontry, w ataku kapitalnie spisywał się Brichta, więc stało się jasne, że Polacy muszą wznieść się na wyżyny możliwości, by odwrócić losy partii. Przerwa podziałała, podopieczni Grabana zaczęli punktować, a po zatrzymaniu blokiem Brichty doprowadzili do remisu 22:22. Nerwowa i grana na przewagi końcówka ułożyła się jednak już po myśli Czechów, którzy wygrali 30:28, cały mecz 3:1 (25:13, 20:25, 25:21, 30:28) i awansowali do półfinału mistrzostw świata do lat 21.
Czesi w półfinale zagrają z wygranym meczu Kuba - Włochy. Polacy z kolei pozostają w Chinach, bo stoczą jeszcze walkę o piąte miejsce - by zakończyć czempionat na tej pozycji, muszą wygrać dwa spotkania z innymi drużynami, które odpadły na etapie ćwierćfinału. Półfinał tego "mini turnieju" zagrają już w sobotę, w niedzielę czeka ich ewentualne starcie o piątą pozycję, a w przypadku jutrzejszej porażki, o miejsce siódme.

















