Nikola Grbić stawia na młodzież. Nastolatkowie pukają do kadry. "To ewenement"
Nikola Grbić w tym sezonie przyjrzy się sporej grupie młodych siatkarzy. Na jego liście nie brakuje nawet nastolatków, z najmłodszym na liście, niespełna 17-letnim Jakubem Przybyłkowiczem. - To wielki talent z predyspozycjami do grania na najwyższym poziomie. A w przyszłości do prowadzenia gry w reprezentacji - podkreśla w rozmowie z Interia Sport Jacek Nawrocki, trener kadry do lat 18 i SMS PZPS Spała. Doświadczony szkoleniowiec pracował z kilkoma zawodnikami powołanymi przez Grbicia i wskazuje ich atuty. Ale zwraca też uwagę, że dziś młodych siatkarzy czekają zupełnie inne wyzwania niż ich starszych kolegów.

Damian Gołąb, Interia Sport: Poznaliśmy szeroki skład, jaki Nikola Grbić powołał na ten sezon do seniorskiej reprezentacji Polski. Na liście jest aż 12 debiutantów, w tym cała grupa młodych zawodników. Dla pana, człowieka związanego w ostatnich latach ze szkoleniem i kadrami juniorskimi, tak duża liczba młodych siatkarzy była zaskoczeniem?
Jacek Nawrocki, trener reprezentacji Polski do lat 18 i SMS PZPS Spała: Nie, tak dużą liczbę debiutantów trochę wyznacza sama sytuacja w reprezentacji, sytuacja poszczególnych zawodników. Niektórzy potrzebują sezonu przerwy, niektórzy rezygnują. Oczywiście każdy trener dba o stałość i hierarchię w reprezentacji, ale zwłaszcza w polskiej siatkówce kadra jest bardzo dynamiczna. Bardzo wielu potencjalnych kandydatów gra w PlusLidze i pierwszej lidze. Mamy naprawdę bardzo dużo ludzi, którzy mogą dojść na szczyt.
W tej chwili jesteśmy po mistrzostwach Polski juniorów. Obserwowałem ten rocznik - 2007 - od samego początku, bo z nim zdobyliśmy medale na mistrzostwach Europy i mistrzostwach świata. Widać, jak duży progres ta ekipa wykonała przez cztery lata. Mówię tutaj przede wszystkim o chłopcach, którzy byli w szkoleniu centralnym. Naprawdę z przyjemnością patrzy się na ich rozwój i dzisiejszy poziom. Jest trochę kłopotu w tym, że niestety prezesi czy trenerzy, których się bardzo szybko ocenia za wyniki, w wielu przypadkach nie są w stanie zaryzykować, by dać szansę tym młodym ludziom od razu na wskoczenie do składów najwyższych lig. Ale powiem szczerze, że to nie jest duże ryzyko i mamy bardzo dużo "materiałów" do obrobienia. To, co widziałem w trakcie finałów mistrzostw Polski, bardzo mnie ucieszyło.
Te finały też oglądał trener Grbić. Pan jest z nim w bieżącym kontakcie? Selekcjoner dopytuje trenerów kadr juniorskich o poszczególnych zawodników, m.in. tych, których ostatecznie powołał?
- Jeżeli chodzi o Szkołę Mistrzostwa Sportowego, to jest w stałym kontakcie z trenerem głównym Sebastianem Pawlikiem. Jeżeli chodzi o reprezentacje, cały czas podsyłaliśmy materiały do obserwacji tych zawodników, nasi statystycy byli w kontakcie ze statystykami kadry seniorów, była więc wymiana informacji, komunikacja. Przypominam, że na liście jest m.in. Kuba Przybyłkowicz, który jeszcze jest kadetem - po mistrzostwach Polski Juniorów za chwilę wystąpi w mistrzostwach Polski kadetów. To nawet nie jest jeszcze junior starszy.
Nikola Grbić powołał do kadry 17-latka. "Znakomity materiał na lidera reprezentacji w przyszłości"
Jakub Przybyłkowicz to rozgrywający z rocznika 2009, zdecydowanie najmłodszy na liście powołanych. I świetnie panu znany z kadry oraz występów w Spale. Jego potencjał chyba musi być naprawdę wielki, skoro w tak młodym wieku już zwrócił na siebie uwagę trenera Grbicia?
- Na taką laurkę dla Kuby świetnie nadaje się fakt, że znalazł się w reprezentacji rocznika 2007 na mistrzostwa świata. A tam mieliśmy znakomitych rozgrywających: Piotrek Pilarz, Filip Falkowski czy Maciej Drąg, wybrany najlepszym rozgrywającym MŚ. I Kuba Przybyłkowicz wygrywa z nimi rywalizację, to on razem z Drągiem jedzie na MŚ. Oczywiście wiadomo, że taki a nie inny skład to jest też wybór trenera, ale to Przybyłkowicz zaczyna tam jako podstawowy zawodnik.
Ktoś, kto gra na tej pozycji, rozgrywającego, z zawodnikami ze starszej kategorii wiekowej, powiem szczerze, to jest ewenement. I Kuba tutaj nas nie zawiódł, przywieźliśmy srebrny medal z MŚ, a on miał w tym sukcesie bardzo duży udział.
Jego warunki fizyczne, 205 cm wzrostu, sprawiają, że porównania do Simeona Nikołowa, gwiazdy ostatnich MŚ seniorów, nasuwają się same.
- Takie porównania są fajne dla mediów, ale myślę, że to są zawodnicy innej konstrukcji. Mogę tylko powiedzieć, że to wielki talent z predyspozycjami do grania na najwyższym poziomie. A w przyszłości do prowadzenia gry w reprezentacji. Myślę, że jest o tym przekonanych wielu trenerów. Ważne też jest, żeby wyznaczyć mu spokojną ścieżkę, bez zachłystywania się, bez niepotrzebnych skoków, barier, wymagań. Myślę, że to wszystko go ominie. Charakterologicznie też jest to znakomity materiał na lidera reprezentacji w przyszłości.
Rozgrywający z takimi warunkami fizycznymi to unikatowy talent, perełka?
- Jest kilku takich zawodników. Oczywiście wzrost Kuby, 205 cm, generalnie jest w siatkówce mile widziany, a co dopiero u rozgrywającego. Ma to swoje plusy, ale taki rozgrywający musi się też zmierzyć z wystawianiem pierwszego tempa, z szukaniem środkowych, to są inne kąty odbicia. Ale myślę, że on to ma wszystko za sobą. Natomiast obok wspomnianego wcześniej Pilarza czy Drąga, jest też wysoki rozgrywający Falkowski. Wcześniej w reprezentacji U-22 pojawił się Artur Becker. Mamy tu kilku zawodników do przejrzenia.

Pan pracował też swego czasu w kadrze z innym młodym rozgrywającym powołanym przez Grbicia. Błażej Bień, bo o nim mowa, to zawodnik o cztery lata starszy od Przybyłkowicza. To już siatkarz na zupełnie innym etapie rozwoju?
- Tak, Bień kategorie juniorów ma już za sobą. Bardzo mi się spodobał, kiedy widziałem go na zgrupowaniu przed sezonem reprezentacyjnym przed dwoma laty. To dynamiczny rozgrywający, z pomysłem na grę, bardzo utalentowany ruchowo, z bardzo dobrym czytaniem gry. I chyba takim fajnym charakterem do ciekawej siatkówki. Ostatni sezon, czyli gra w Bydgoszczy, wykreowała u niego jeszcze dodatkowe pozytywne cechy. Grając w młodym wieku w zespole, który walczył o utrzymanie w pierwszej lidze, na zawodniku ciąży duża odpowiedzialność. A zespół ma swoje kłopoty, również kadrowe. Rozgrywający naprawdę musi włączyć dużą kreatywność, by ta gra się zazębiła. On sobie z tym poradził i tu wielkie brawa dla niego. Myślę, że to też jest bardzo dobry wybór i polska siatkówka może mieć z niego w przyszłości pożytek. Bień dobrze prezentował się też w reprezentacji U-21. Na pewno warto wypróbować jego umiejętności w kadrze.
Młode talenty w seniorskiej reprezentacji Polski. Ważne odpowiednie wybory. "Jasny przekaz do zawodników"
Wspomniał pan, że prezesom czy trenerom w klubach czasem trudno postawić na młodego zawodnika. Pewnie na pozycji rozgrywającego wydaje się to szczególnie ryzykowne. Od strony zawodnika choćby przykład Bienia pokazuje jednak, że dla zdecydowanie lepiej szukać regularnych występów niż godzić się na bycie numerem dwa w mocniejszym klubie?
- To stuprocentowa prawda. Każdy z zawodników w takim przedziale wiekowym, o jakim rozmawiamy, powinien przede wszystkim dokonywać takich wyborów, by grać. A nie decydować się na miejsca, w których będzie alternatywą, będzie siedział na ławce. Super, jeżeli zawodnik zdobywa doświadczenie od zawodników starszych. To na pewno lekcja, eksternistyczne zdobywanie umiejętności, nabywanie manier, które później są przydatne w siatkówce na jeszcze wyższym poziomie. Natomiast dla mnie warunkiem, który absolutnie musi być spełniony, jest to, że zawodnik musi grać. Bywa też, że ktoś idzie do klubu jako drugi, ale kontuzja pierwszego rozgrywającego otwiera szansę na grę. Ale zamrożenie od grania zawodnika w wieku 19, 20, 21 lat to najgorsze, co może go spotkać.
W zeszłym sezonie po powołaniach dla kilku młodszych zawodników trener Grbić podkreślał, że będzie zwracać uwagę na wybory siatkarzy, na to, czy będą grać w klubach. I widać, że niektórzy wypadli z orbity jego zainteresowań - pozostając wśród rozgrywających, przykładem jest dwa lata starszy od Bienia Kajetan Kubicki. Grbić docenił więc chyba siatkarzy, którzy grają w klubach.
- To jasny przekaz wysłany do zawodników, że też muszą szukać ścieżki, którą można obserwować. Bo jak trener może podejmować decyzję o powołaniu, skoro nie obejrzał siatkarza w żadnym meczu? Albo po jednym spotkaniu w sezonie? To jest za mało. Mogą zdarzać się takie przystanki w karierze, czasami można zdecydować się na okres przejściowy, ale to nie może trwać długo. Trener Grbić nie może powołać kogoś, kogo nie widział w grze, bo to jest po prostu szukanie po omacku.

Z debiutantów powołanych przez trenera Grbicia, których dobrze pan zna, kto w pana ocenie jest najbliżej tego, by być gotowym na doskoczenie do poziomu pierwszej reprezentacji? W poprzednim sezonie zrobił to występujący wtedy w pierwszej lidze Jakub Nowak. Szansę wykorzystał też Maksymilian Granieczny, który jednak miał już za sobą sezon w PlusLidze.
- Maks Granieczny już się pokazał i jego pozycja nie podlega żadnej dyskusji. A kiedy patrzymy na tych debiutantów, można powiedzieć, że on jest już bardzo doświadczonym zawodnikiem. To znakomita postać i świetny kandydat do gry na wysokim poziomie ligowym i reprezentacyjnym. Natomiast z bliżej znanych mi zawodników w pierwszej lidze widzieliśmy Michała Grabka - to fajny wybór, chłopak, którego powinno się sprawdzić.
Najbliżej będzie jednak Kuba Kiedos. Do SMS-u przyszedł w środku edukacji licealnej. Na początku wydawało się, że będzie uzupełnieniem, a on bardzo szybko stał się podstawowym zawodnikiem. W zeszłym sezonie był już absolutnym liderem. Mamy tutaj przykład, jak zawodnik grał w pierwszej lidze, podejmował ciężar gry, atakował po kilkadziesiąt razy na mecz. Myślę, że ten sezon, w którym otrzymał rolę lidera, również pokazał go, wykreował, trochę ukształtował. No i teraz najważniejsze, żeby Kuba Kiedos znajdował zespoły, w których będzie po prostu grał jako podstawowy zawodnik. Wydaje mi się, że to kandydat na duże granie.
To kolejny zawodnik z dużym potencjałem fizycznym.
- Tak: jest potencjał fizyczny, jest wzrost, jest motoryka, jest siła, jest znakomite operowanie manualne piłką. To jeden z większych talentów, jakie widziałem. Trochę pewnie pracy nad psychiką, nad "mentalem" i mamy gotowego gościa na naprawdę duże granie na arenie międzynarodowej.
Akurat on zdążył się już pokazać w PlusLidze, w Steam-Hemarpol Politechnice Częstochowa. Były momenty, w których jako 19-latek był podstawowym zawodnikiem. Ale w ostatnich latach jednak młodym chłopakom dość trudno się do PlusLigi przebić.
- Tak jest. Na pewno chciałbym, żeby więcej było tych momentów, w których Kuba dostaje szanse, bo na to zasłużył. Ale rozumiem też decyzję trenera, klubu, bo mają inne priorytety niż my, którzy pracujemy z tymi zawodnikami, wypuszczamy ich w świat i kibicujemy im.
Chcielibyśmy na pewno widzieć ich w większym wydaniu ligowym. Chyba nigdy nie bałbym się postawić na takiego faceta, jakim jest Kuba Kiedos.
Trener jasno w sprawie przygotowania siatkarzy na sukces. "Muszą być odporni emocjonalnie"
Przy powołaniach dla tych młodych chłopców ważne jest, by zachowali spokojną głowę? Przy takiej popularności, jaką w Polsce ma siatkówka, siłą rzeczy nawet same powołania ściągają na nich sporo oczu, a potencjalny debiut w Lidze Narodów jeszcze to zainteresowanie podkręci. Jak ich do tego przygotować?
- Rozmawiamy z nimi na ten temat. Powołanie to sukces młodego człowieka, który może przewrócić w głowie. Priorytety i wartości, które powinien mieć taki człowiek, są związane z naszym przekazem, ale i z przekazem rówieśników, z wychowaniem. Te priorytety dla zawodnika, który jest potencjalnym kandydatem na reprezentanta kraju, powinny być ściśle określane od samego początku. Najpierw u trenera w mini-siatkówce, później w młodzikach, kadetach, juniorach i w seniorach. Również trener reprezentacji seniorów powinien je określać. Siatkarze powinni być tym po prostu "bombardowani".
Ale też zdaję sobie sprawę, jak szybko młodzi ludzie są dziś oceniani przez media. Wystarczą tak naprawdę dwa, trzy kliknięcia i już mamy opinię. Natomiast oni muszą być przede wszystkim odporni emocjonalnie, na to też powinni być przygotowani. Ale ten zestaw priorytetów życiowych powinien być dla nich tak ważny, jak dla niektórych dziesięć przykazań.
Widzi pan duże różnice między wyzwaniami, jakie stoją dziś przed młodymi zawodnikami, a tym, z czym musieli się mierzyć siatkarze 10-15 lat temu? Media to jedno, ale drugą sprawą są media społecznościowe. Siatkarze i siatkarki co jakiś czas opowiadają o hejcie, wiadomościach od ludzi, którzy wylewają na nich swoją frustrację.
- To ma bardzo duże znaczenie. Oczywiście zawsze wszyscy kurtuazyjnie mówią: "jestem otwarty na konstruktywną krytykę, ja to wszystko przyjmę, ale nie jestem otwarty na hejt, bo hejt mnie dołuje", i tak dalej. Tak, to wszystko pewnie jest prawdą, ale uważam, że dzisiaj wychowanie młodzieży, może pewna roszczeniowość rodziców młodych ludzi jest tak duża, że ta skorupa emocjonalna osłabia się. Oni są słabsi emocjonalnie. Psychicznie nie są tak odporni jak ci ludzie, którzy wchodzili w siatkówkę 15 lat temu. Zmieniają się kompletnie w tej chwili metody oddziaływania na tych młodych ludzi. Te metody sprzed 15 lat można już odłożyć do lamusa.
To wszystko biegnie w takim tempie, że trzeba zmieniać siły i metody oddziaływania na nich. Natomiast to osłabienie emocjonalne, bo ja tak to nazywam, jest pewnie związane z tym szybkim ocenianiem, z mediami, i nad tym trzeba pracować od strony psychologicznej. Wielu z tych młodych sportowców potrzebuje po prostu fachowej pomocy. Ktoś powie, że trener jest tym psychologiem, który może poprawić sytuację. Ale to jest proces społeczny, nad którym wszyscy musimy się zastanowić.
Musi być gdzieś jakiś mechanizm obronny, który tych chłopców po prostu uchroni przed dołowaniem, depresją, hejtem i krytyką. Wszyscy, którym zależy na rozwoju tych chłopaków, powinniśmy o tym myśleć na każdym kroku. I gdzie można, budować tych chłopaków i uodparniać.
To dobre podsumowanie tej rozmowy: w polskiej siatkówce są talenty, ale trzeba o nie odpowiednio zadbać.
- Tak, i ta ścieżka jest też istotna. Ktoś, kto zajmuje się zawodnikiem w danej grupie wiekowej, musi zachować stopniowość, cierpliwość. Te wartości niestety powinny być przestrzegane. Wtedy jest łatwiej. Już na pewnym etapie czasami pojawia się jakaś taka postawa showmana - człowieka, który już się uodpornił na wszystko, bo jest tak przesiąknięty informacjami na swój temat, że jest mu już wszystko jedno. Może potem rzeczywiście jest mu łatwiej. Ale w przypadku młodych ludzi, którzy stoją jeszcze przed wyzwaniem, w którą stronę iść, wszyscy powinniśmy postępować ostrożnie.
Rozmawiał Damian Gołąb














