Reklama

Reklama

Memoriał Wagnera. Polska - Brazylia 1:3

Świetne widowisko stworzyli siatkarze Polski i Brazylii w krakowskiej Tauron Arenie. Nie mogło być inaczej, bo przecież po dwóch stronach siatki stanęli aktualni mistrzowie świata i mistrzowie olimpijscy. Lepsi okazali się "Canarinhos", którzy wygrali 3:1, i są na dobrej drodze, żeby wygrać XVII Memoriał Huberta Wagnera.


Reklama

Pojedynki z "Canarinhos" zawsze wzbudzają emocje wśród kibiców. Siatkarze z Kraju Kawy to jeden z najlepszych zespołów świata, z którym "Biało-Czerwoni" toczą regularne boje na ważnych imprezach. Nie inaczej było pod Wawelem, mimo że Memoriał Wagnera jest turniejem towarzyskim.

Ostatnio Polacy często grali z Brazylijczykami. W Final Six Ligi Narodów podopieczni Vitala Heynena dwukrotnie pokonali "Canarinhos" - najpierw fazie grupowej 3:2, a potem w meczu o brązowy medal 3:0. Trzeba podkreślić, że w Chicago Orły wystąpiły bez swoich największych gwiazd. W fazie zasadniczej LN Polacy zagrali z Brazylijczykami w Katowicach. Wówczas lepsi okazali się goście, którzy wygrali 3:1.

Brazylijczycy mają jednak w pamięci przede wszystkim dwa z rzędu przegrane finały mistrzostw świata z Polakami w 2014 i w 2018 roku.

Do piątkowego spotkania obie drużyny przystąpiły z jednym zwycięstwem na koncie - Polacy wygrali z Serbią 3:1, a Brazylijczycy z Finlandią 3:0.

Heynen nie byłby sobą, gdyby nie dokonał zmian w wyjściowym składzie. Przeciwko Brazylii od początku wyszli Maciej Muzaj i Karol Kłos w miejsce Dawida Konarskiego i Piotra Nowakowskiego. Już pierwsze wymiany pokazały, że czeka nas widowisko na wysokim poziomie. Na soczyste ataki Muzaja i Leona odpowiadali równie mocno Wallace i Ricardo Lucarelli. Trzypunktową przewagę gospodarze zbudowali za sprawą Kłosa. Nasz środkowy nie dał się oszukać rozgrywającemu rywali Bruo Rezende, a za moment kapitalnie zablokował atak z drugiej linii Lucarellego (9:6).

Brazylijczycy szybko odrobili straty. Wyrównali na 12:12, kiedy Muzaj posłał piłkę w aut. Heynen poprosił o challenge, który potwierdził, że sędziowie podjęli słuszną decyzję. Chwilę później to "Canarinhos" znaleźli się na prowadzeniu. Z mocną zagrywką Lucarellego nie poradził sobie Kubiak. Następnie dwie kontry skończył Mauricio Silva. Polacy przegrywali wówczas 14:17. "Biało-Czerwoni" mieli przede wszystkim problemy ze skończeniem ataku w pierwszej akcji. Nawet Wilfredo Leon miał kłopoty, żeby sforsować szczelny blok. W ekipie Brazylii brylował za to Lucarelli, który swobodnie mijał podwójną, a nawet potrójną "ścianę" ustawianą przez Orłów. Końcówka należała do "Canarinhos". Mistrzowie olimpijscy z Rio de Janeiro wygrali inauguracyjną odsłonę pewnie 25:20.

"Biało-Czerwoni" świetnie rozpoczęli drugą partię. Orłów o boju poderwał Leon, którego potężne ataki wzbudzały zachwyt wśród kibiców. Mistrzowie świata prowadzili 3:0, 6:3, 8:5. Leon miał też wsparcie ze strony Muzaja oraz środkowych Kłosa i Mateusza Bieńka. Swoją dobrą grą Polacy zmusili przeciwników do błędów. Fabian Drzyzga w pojedynkę zatrzymał Silvę. Chwilę później z krótkiej pomylił się Isac Santos (10:6). W kolejnych fragmentach popis dał Leon w ataku i na zagrywce. Kibice podziękowali mu skandując jego nazwisko. Przewaga Orłów wzrosła do sześciu punktów (13:7). Passę Polaków przerwał Wallace.

Wszystko układało się po myśli "Biało-Czerwonych" do stanu 17:12. Wtedy naszych siatkarzy dopadł kryzys. Brazylijczycy zdobyli trzy punkty z rzędu i z bezpiecznej przewagi zostały tylko dwa "oczka". Wtedy o przerwę poprosił Heynen. Chwila oddechu pomogła mistrzom świata, a niemoc przełamał Muzaj. Potem do akcji wkroczył Leon. Gwiazdor naszej kadry popisał się znakomitym atakiem po mocnym skosie. Za moment zaserwował asa i Polacy "odskoczyli" na cztery punkty (20:16). Takiej szansy "Biało-Czerwoni" nie zmarnowali. Drugiego seta, wygranego przez gospodarzy 25:21, zakończył Muzaj.

W przerwie między drugim a trzecim setem pamiątkowe medale z rąk prezesa PZPS-u Jacka Kasprzyka odebrali wybitni reprezentanci Polski m.in. Ryszard Bosek, Tomasz Wójtowicz, Edward Skorek, Stanisław Gościniak, Wacław Golec, Piotr Gruszka i Krzysztof Ignaczak.

Dłuższa przerwa wybiła nieco z rytmu mistrzów świata. Seria błędów sprawiła, że na początku trzeciej odsłony Polacy tracili dystans do rywali (2:5). Już w tak wczesnej fazie seta Heynen wziął czas. Po dwóch udanych akcjach kapitana "Biało-Czerwonych" Michała Kubiaka, przewaga Brazylii stopniała do jednego punktu (6:7). Niesieni gorącym dopingiem Polacy grali z ogromnym poświęceniem, ale cały czas z przodu byli rywale. W końcu wysiłki Orłów przyniosły efekt. Świetnym pojedynczym blokiem popisał się Muzaj (zatrzymany Silva). To musiało mocno zdeprymować Brazylijczyka, który w następnej akcji wyraźnie przestrzelił. Po raz pierwszy w tym secie to Polacy byli na prowadzeniu (15:14).

Trener Brazylii Renan Dal Zotto postanowił sięgnąć po rodaka Leona Joandry Leala, który podobnie jak reprezentant Polski zmienił drużynę narodową. Jaką siłą dysponuje Kubańczyk z brazylijskim paszportem pokazał w kilku akcjach po wejściu na boisko. To on wyprowadził Brazylię na prowadzenie 17:16. Przy stanie 20:21 Heynen przerwał akcję, dopatrując się przejścia  linii środkowej przez jednego z Brazylijczyków. Challenge nie wykazał błędu rywali i punkt trafił na konto rywali, a na dodatek Heynen dostał żółtą kartkę. "Biało-Czerwoni" nie poddali się i doprowadzili do remisu 23:23 po skutecznej kontrze Leona. To jednak Brazylia stanęła przed szansą na zakończenie partii za sprawą Leala. Gospodarze obronili aż cztery setbole, ale w końcu Brazylijczycy postawili kropkę nad "i". Decydujący cios zadał Leal, który okazał się asem z rękawa trenera "Canarinhos".

Polacy znaleźli się pod ścianą. Czwartego seta musieli wygrać, żeby doprowadzić do tie-breaka i z takim nastawieniem wyszli na boisko. Ciężar zdobywania punktów wzięli na swoje barki Leon i Muzaj. Głównie dzięki postawie tego duetu "Biało-Czerwoni" prowadzili dwoma punktami. Brazylia wyrównała na 10:10, kiedy przez brazylijski mur nie "przebił się" Leon. 26-letni siatkarz zrehabilitował się w następnej akcji, ale inicjatywę zaczęli przejmować rywale. Od stanu 13:13 straciliśmy cztery punkty z rzędu. Brazylijczycy świetnie grali blokiem i wyprowadzali zabójcze kontry, które kończyli Leal i Wallace. Z niewygodnego ustawienia Polacy "uciekli" po kiwce Muzaja.

Iskierka nadziei na odwrócenie losów rywalizacji dał Kłos asem (16:18). Szybko jednak zgasili ją Brazylijczycy. Po mocnym ataku z lewego skrzydła Lucarellego, "Canarinhos" prowadzili już 22:17. Mistrzowie olimpijscy to zbyt doświadczony zespół, żeby wypuścić z rąk taką przewagę. Brazylia wygrała 25:22 i cały mecz 3:1. Siatkarze z Kraju Kawy mają na koncie dwa zwycięstwa i śmiało mogą myśleć o triumfie w turnieju.

W drugim piątkowym spotkaniu Serbia pokonała Finlandię 3:1 (21:25, 25:20, 25:21, 28:26).

W sobotę Polacy zagrają z Finlandią (godz. 15.00). Trzy godziny wcześniej Brazylia zmierzy się z Serbią.

Z Krakowa Robert Kopeć

Polska - Brazylia 1:3 (20:25, 25:21, 27:29, 22:25)

Polska: Maciej Muzaj, Wilfredo Leon, Fabian Drzyzga, Michał Kubiak, Mateusz Bieniek, Karol Kłos, Damian Wojtaszek (libero) oraz Paweł Zatorski (libero), Aleksander Śliwka, Dawid Konarski, Grzegorz Łomacz, Artur Szalpuk.

Brazylia: Bruno Rezende, Isac Santos, Mauricio Silva, Wallace de Souza, Ricardo Lucarelli, Flavio Gualberto, Thales Hoss (libero) oraz Fernando Kreling, Alan Souza, Joandry Leal.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje