Reklama

Reklama

ME siatkarzy. Problemy Polaków w Bułgarii

Organizacja siatkarskich mistrzostw Europy w Bułgarii i Włoszech nie stoi na najwyższym poziomie, o czym niestety przekonują się reprezentanci Polski. Po kłopotach z transportem, w ostatniej chwili został przełożony ich trening w Armeec Arenie.

- Podróż do Sofii trwała dłużej niż zakładaliśmy, bo aż dziewięć godzin. Po drodze zdarzył się wypadek i staliśmy w korku, bo zamknięto drogę. To wszystko przedłużyło - poinformował rzecznik prasowy reprezentacji Mariusz Szyszko.

Reklama

To właśnie on załatwił dzień wcześniej autokar, który przewiózł mistrzów świata z Warny do stolicy Bułgarii.

- Zaproponowano nam samolot ok. 6 rano, a to oznaczało pobudkę w środku nocy. Zdecydowaliśmy się zatem, że pojedziemy autokarem. Załatwiliśmy wszystko na własną rękę, a nie było to łatwe. Czasu nie było, dodatkowo była niedziela, więc to jeszcze utrudniało sprawę. Na szczęście wygodny autokar udało się ostatecznie zorganizować i dojechaliśmy bezpiecznie na miejsce - dodał.

W hotelu siatkarze nie musieli czekać. Pokoje były już gotowe na ich przyjazd, ale okazało się, że zmieniono godziny treningu. Zamiast o 17.30, pojechali do hali dwie godziny później.

- Tutaj ciągle nas coś zaskakuje. Żyjemy z dnia na dzień. A gdzie mamy trening? Powinniśmy na głównym boisku, ale tu nic nie jest pewne. Wszystko załatwia się tu ustnie, nikt nie daje żadnych potwierdzeń. Zatem tak naprawdę wszystko okazuje się zawsze na miejscu - powiedział Szyszko.

Polacy teraz mają dwa dni wolnego. Poniedziałek prawie w całości poświęcili na przejazd z Warny do Sofii. We wtorek rano będą trenować, a po południu obserwować baraże, które wyłonią ich ćwierćfinałowego rywala. Będzie nim Słowenia lub Holandia.

W stolicy Bułgarii zostaną do końca (o ile przejdą ćwierćfinał). W sobotę i niedzielę toczyć się będzie walka o medale.

Z Sofii - Marta Pietrewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama