Reklama

Reklama

ME siatkarzy - Polska - Słowenia 2:3. Matlak: Nie ma gry bez Kurka

- Trochę to tak wygląda, że w kadrze jest jeden zawodnik atakujący, który jak ma dzień, to drużyna jakoś funkcjonuje. A jak go nie ma, to jest problem - tak Jerzy Matlak ocenił porażkę polskich siatkarzy 2:3 ze Słowenią w ćwierćfinale mistrzostw Europy.

Co? Gdzie? Kiedy? Bądź na bieżąco i sprawdź Sportowy Kalendarz!

Reklama

Zdaniem byłego selekcjonera żeńskiej kadry, nie po raz pierwszy okazało się, że gdy Bartosz Kurek ma słabszy dzień, cały zespół kiepsko funkcjonuje.

Polacy w środowy wieczór w Sofii pożegnali się z mistrzostwami Europy, sensacyjnie przegrywając ze Słowenią 2:3, którą wcześniej pokonali w fazie grupowej 3:1. Matlak nie ukrywa, że jedną z przyczyn była słabsza skuteczność Kurka, którego jednak nikt nie był w stanie zastąpić.

- To, co dzisiaj Kurek wyczyniał na boisku, to była chyba taka jego walka z samym z sobą. Z drugiej strony po raz kolejny okazało się, że nie ma dla niego zastępstwa. Dawid Konarski jest zawodnikiem, który nic wielkiego nie daje na boisku. Nie wiem, dlaczego on jest drugim atakującym. Może ma dobry blok, ale tu potrzeba było zawodnika, który potrafi zaatakować. Nie ma w kadrze Jakuba Jarosza, który miał w Lidze Światowej zaliczył kilka fajnych spotkań - powiedział szkoleniowiec.

Matlak zauważył, że nie jest to pierwszy ważny turniej, który Polska przegrywa, gdy zawodzi jego lider. Podobna sytuacja miała miejsce w Pucharze Świata, gdy biało-czerwoni przegrali z Włochami 1:3 i zajęli trzecią lokatę, nie dającą awansu do przyszłorocznych igrzysk olimpijskich.

- Trochę to tak wygląda, że w kadrze jest jeden zawodnik atakujący, który jak ma dzień, to drużyna jakoś funkcjonuje. A jak go nie ma, to jest problem. Wielki duchem, a niewielki wzrostem Michał Kubiak na lewym skrzydle nie daje rady, gdy ma piłki wystawione na podwójny, potrójny blok. Mateusz Mika tak jakoś błądzi na tym boisku przez cały ostatni rok. Rozegranie też pozostawiało wiele do życzenia - w ogóle nie było gry środkiem, a czasami aż się prosiło. I jak się okaże, że w jakimś momencie Kurek zawali, bo miał zły dzień, to nie podeprze go żaden inny zawodnik - dodał.

Jego zdaniem, mimo że "Biało-czerwoni" mieli nawet w spotkaniu ze Słowenią piłkę meczową w tie-breaku, przegrali zasłużenie i w kiepskim stylu, który nie przystoi mistrzom świata.

- Umówmy się, że ten dwumilionowy kraj dotąd prawie nie istniał w siatkówce. Mają jeden w miarę silny klub, kilku zawodników, którzy grali w naszej lidze, ale też nie byli wiodącymi postaciami w tych zespołach. Nigdy nie mieliśmy z nimi kłopotów, a tu nagle dostajemy w ucho. To nie jest przyjemne - dodał.

Według Matlaka, rezygnacja z kadry czołowych siatkarzy Mariusza Wlazłego, Pawła Zagumnego i Michała Winiarskiego po ubiegłorocznych mistrzostwach świata okazały się bardzo widoczne.

- Teraz wiemy, ile znaczył Wlazły dla reprezentacji. Te rezygnacje najwyraźniej muszą nas kosztować. Tylko nie może być tak, że brakuje nam zawodników, którzy mogliby wejść na boisko na dwie-trzy piłki i ich zastąpić - podsumował.

Dowiedz się więcej na temat: Jerzy Matlak | siatkówka | reprezentacja siatkarzy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje