Reklama

Reklama

ME siatkarzy: Polska - Słowenia 2:3. "Biało-czerwoni" jadą do domu

Polscy siatkarze zafundowali prawdziwy horror w ćwierćfinale mistrzostw Europy. "Biało-czerwoni" przegrywali już ze Słowenią 0:2 w setach, ale doprowadzili do remisu 2:2. W zaciętym tie-breaku górą byli nasi rywale, którzy wygrali ostatecznie 3:2 i to oni zagrają o medale. Słoweńcy odnieśli w ten sposób największy sukces w historii, a nasi siatkarze wracają do domu.

Polacy byli faworytami spotkania. Już raz zmierzyli się ze Słoweńcami podczas mistrzostw Europy w Bułgarii i Włoszech. W fazie grupowej podopieczni Stephane'a Antigi wygrali 3:1. Pojedynek w Warnie nie stał na wysokim poziomie, a zawodnicy obu drużyn popełniali sporo prostych błędów. Teraz stawką był awans do strefy medalowej czempionatu Starego Kontynentu.

Nasi siatkarze z pierwszego miejsca awansowali bezpośrednio do ćwierćfinału i w związku z tym mieli dwa dni na regenerację sił. Słoweńcy natomiast musieli walczyć o 1/4 finału w barażach, w których pewnie pokonali Holandię 3:0.  To dodało im skrzydeł, bo uwierzyli w siebie. "Jeśli utrzymamy koncentrację od początku do końca i zdołamy odrzucić Polaków od siatki zagrywką, jesteśmy w stanie sprawić niespodziankę" - powiedział były zawodnik ZAKS-y Kędzierzyn-Koźle Tine Urnaut. Jego słowa okazały się prorocze.

Reklama

Chyba nikt nie spodziewał się aż takiego ciężkiego boju ze Słowenią. A jednak podopieczni byłego znakomitego włoskiego siatkarza Andrei Gianiego zawiesili Polakom wysoko poprzeczkę. Inna sprawa, że nasza drużyna w przynajmniej dwóch pierwszych setach zupełnie nie przypominała tej, której grą zachwycaliśmy się podczas Pucharu Świata.

O pierwszych dwóch partiach "Biało-czerwoni" powinni jak najszybciej zapomnieć. Gra naszego zespołu wyglądała po prostu fatalnie i to w każdym elemencie. Jedynie Bartosz Kurek miał przebłyski i głównie dzięki niemu Słoweńcy nas nie rozgromili. Inni nasi zawodnicy prezentowali się słabo - byli wolni, apatyczni i popełniali mnóstwo błędów. Słowenia nie błyszczała, ale grała na tyle solidnie, że Polacy byli zupełnie bezbronni. Trener Stephane Antiga próbował ratować sytuację zmianami, ale wejścia Piotra Nowakowskiego, Dawida Konarskiego i Grzegorza Łomacza nie wnosiły nic ożywczego w poczynania "Biało-czerwonych". Słowenia w pełni zasłużenie wygrała pierwszego seta 25:17, a drugiego 25:19.

Mistrzowie świata znaleźli się pod ścianą i to chyba przebudziło nasz zespół. Dopiero od trzeciego seta "Biało-czerwoni" zaczęli walczyć z zaangażowaniem. Lepsza gra w obronie, lepsze przyjęcie zagrywki, blok, wyższa skuteczność w ataku - wszystko to przełożyło się na wynik. Zdarzały się jeszcze momenty przestoju, ale już wyglądało to dużo lepiej.

Słoweńcy chcieli jednak w trzech setach rozstrzygnąć sprawę i walka była zacięta do samego końca. "Biało-czerwoni" w końcówce trzeciej partii prowadzili już 22:18 i wydawało się, że mają wszystko pod kontrolą. Tymczasem seria błędów w naszych szeregach sprawiła, że bezpieczna przewaga została roztrwoniona w tempie błyskawicznym (22:22). Na szczęście, w decydującym momencie sprawy w swoje ręce wziął Kurek. Dzięki jego potężnej zagrywce mieliśmy setbola (24:22). Polacy szansy nie zmarnowali, a seta zakończył Mateusz Mika.

W dalszym ciągu jednak to bliżej półfinału była Słowenia. Wygrany set jednak podziałał mobilizująco na Polaków. "Rozkręcił się" Mika, coraz lepiej radził sobie Michał Kubiak. Wreszcie nie było straconych piłek w obronie. Od drugiej przerwy technicznej (16:13), Polacy w pełni kontrolowali wydarzenia na boisku. W ekipie słoweńskiej zaczął się mylić ich as atutowy Mitja Gasparini. Czwartą partię nasz zespół wygrał pewnie 25:19, a ostatni punkt zdobył efektownym atakiem nad blokiem Kurek.

Polacy wrócili z dalekiej podróży - od 0-2 doprowadzili do 2-2. O zwycięstwie w tym spotkaniu zadecydował tie-break, który od początku nie układał się po naszej myśli. Powtórzyły się kłopoty w przyjęciu zagrywki, co wykorzystali Słoweńcy i zmiana stron boiska odbyła się przy ich prowadzeniu 8:5.

Polacy ruszyli w pogoń i ich wysiłki przyniosły skutek. "Biało-czerwoni" doprowadzili do remisu 12:12. Emocje sięgnęły zenitu. Po bardzo dobrej akcji Kubiaka mieliśmy meczbola (14:13). Słoweńcy wybronili się dzięki  atakowi Tine Urnauta (14:14), a chwilę później to oni mieli piłkę meczową, kiedy zablokowali Kubiaka. Trener Antiga jeszcze poprosił o przerwę. Po powrocie na boisko nie skończyliśmy ataku, a kontrę rywali skończył Urnaut. Szał radości ogarnął Słoweńców, którzy wygrali 3:2 osiągając największy sukces w historii.

Słoweńcy w sobotnim półfinale zagrają z Włochami, którzy pokonali mistrzów olimpijskich Rosjan 3:0.

Ćwierćfinały:

1) Polska - Słowenia 2:3 (17:25, 19:25, 25:23, 25:19, 14:16)

Polska: Bartosz Kurek, Karol Kłos, Mateusz Bieniek, Fabian Drzyzga, Michał Kubiak, Mateusz Mika i Paweł Zatorski (libero) oraz Piotr Nowakowski, Dawid Konarski, Grzegorz Łomacz, Rafał Buszek.

Słowenia: Alen Pajenk, Mitja Gasparini, DejanVinciĆ, Jan Kozamernik, Tine Urnaut, Uros PavloviĆ i Jani KovaciĆ (libero) oraz Alen Sket, Jan Klobucar, Miha Plot (libero).

2) Francja - Serbia 3:1 (25:22, 25:23, 14:25, 25:20)

3) Bułgaria - Niemcy 3:0 (25:19, 25:23, 25:23)

4) Włochy - Rosja 3:0 (25:20, 25:19, 25:19)

17 października, sobota (Sofia)

Półfinały:

17 października, sobota (Sofia)

Słowenia - Włochy

Francja - Bułgaria

18 października, niedziela (Sofia)

o 3. miejsce                (16.30)

finał                       (19.45)

Zobacz zapis relacji na żywo z meczu Polska - Słowenia

Zapis relacji na urządzenia mobilne



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje