Reklama

Reklama

Mariusz Wlazły: Z Kamilem Stochem ciężko konkurować

"Poprzedni rok był dla mnie ciężki, nie grałem tego, co mogłem. Złapała mnie dziwna psychiczna rzecz" - mówi o poprzednim sezonie zawodnik PGE Skry Bełchatów Mariusz Wlazły wywiadzie dla RMF FM. Jeden z najlepszych polskich siatkarzy wraca właśnie do biało-czerwonej kadry po czteroletniej przerwie.

Maciej Jermakow: Został pan wybrany Sportowcem Kwietnia w plebiscycie RMF FM i Interia.pl. W poprzednich miesiącach to wyróżnienie otrzymywali Kamil Stoch i Łukasz Kubot.

Reklama

Mariusz Wlazły: - Jestem przede wszystkim tym zaskoczony i dziękuję wszystkim za głosy! To dla nie ogromny zaszczyt, że znalazłem się w gronie takich sportowców. Z Kamilem ciężko konkurować, bo to dwukrotny mistrz olimpijski, który zrobił coś wielkiego, no a my tylko wygraliśmy mistrzostwo Polski. Tych rzeczy nie da się porównać.

Kibice docenili pana świetną formę prezentowaną w PlusLidze. Pan też czuje, że to jest wreszcie ta dyspozycja, o której marzy sportowiec?

- Poprzedni rok był dla mnie ciężki, nie grałem tego, co mogłem pokazać. Dlatego w tym sezonie chciałem odbudować siebie jako zawodnika. Wcześniej złapała mnie dziwna psychiczna rzecz, było ciężko.

Czekaliśmy długo na pana powrót do kadry, w końcu na biało-czerwonej koszulce znów pojawiło się nazwisko Wlazły. Miłe uczucie?

- Cieszy mnie to i będę podkreślał na każdym kroku, że w końcu to ubezpieczenie jest (zawodnik miał wcześniej zastrzeżenia co do ubezpieczenia, zapewnionego mu przez PZPS - przyp. red.) i męczarnia się opłaciła. To jest największy pozytyw od kilku lat.

Tym bardziej, że ten sezon będzie wyjątkowo intensywny. Tradycyjnie ważne będzie trafienie z formą na ten najważniejszy turniej, bo przed mistrzostwami świata czeka was wiele innych spotkań?

- Na pewno. W chwili obecnej najważniejsze dla nas są kwalifikacje do mistrzostw Europy (16-18 maja). Ciężkie zadanie ma Stephane (Antiga, selekcjoner kadry - przyp. red.), bo zebrać zawodników z całej Polski i stworzyć z nich drużynę nie jest łatwo. Mam nadzieję, że zdamy ten egzamin i awansujemy. Później jest Liga Światowa i trochę więcej czasu na pracę. Mówię tu przede wszystkim o sobie i o relacji z rozgrywającymi, bo to zawsze na początku ciężko funkcjonuje, ale myślę, że z biegiem czasu się dogramy i będziemy rozumieć bez słów. Później jest już czas na poważniejsze przygotowania do mistrzostw świata.

Czy po kilku dniach ćwiczeń z nowym szkoleniowcem da się zauważyć jakieś różnice między Antigą-zawodnikiem a Antigą-trenerem?

Na razie, po kilku dniach, które spędziliśmy w Spale, ciężko coś powiedzieć. Na pewno charakter, który miał jako zawodnik, widać. Widać też spokój, który go zawsze charakteryzował. Czuć też, że czuje odpowiedzialność za to, co robi, przykłada się niesamowicie. Na pierwszym spotkaniu przywitał nas po polsku, z lekkim stresem, ale starał się przede wszystkim mówić poprawnie gramatycznie - a to jest ewenement! Nikt z obcokrajowców tak dobrze jak on nie mówi - chyba że ci, którzy władają pokrewnym do polskiego językiem.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje