Marcin Janusz nie będzie grał w kadrze. Uważaj na leki. Ta historia może spotkać każdego
Marcin Janusz, który z siatkarską reprezentacją Polski zdobył srebrny medal igrzysk olimpijskich w Paryżu (2024), a także mistrzostwo Europy, miał wrócić tym roku do gry w kadrze. Tak się jednak nie stanie. Decyzja 31-latka jest ostateczna i wiąże się z kłopotami zdrowotnymi. Problemy, jakie dotknęły sportowca, mogą dotyczyć każdego z nas.

Marcin Janusz, rozgrywający siatkarskiej reprezentacji Polski, od lat zmagał się z problemami z plecami. W czasie igrzysk olimpijskich w Paryżu lekarze reprezentacji dokonywali cudów, by postawić na nogi tego ważnego dla kadry siatkarza. I to się udało, ale Janusz cierpiał niesamowicie.
Kilka miesięcy po igrzyskach Janusz otrzymał diagnozę. Jak przyznał w rozmowie Edytą Kowalczyk z "Przegląd Sportowy Onet", to zwłóknienie wątroby drugiego stopnia. Zaniedbane może doprowadzić do marskości wątroby.
- Z perspektywy czasu uważam, że miałem dużo szczęścia, że te kłopoty udało się wykryć dość wcześnie i w porę zareagować - przyznał Janusz we wspomnianej rozmowie.
Marcin Janusz nabawił się problemów przez leki przeciwbólowe. Czy każdy z nas może mieć taki problem? "To zmora sportowców"
Siatkarz wyjaśnił, że te problemy to efekt częstego przyjmowania leków przeciwbólowych i przeciwzapalnych. I rzeczywiście włóknienie wątroby może się wziąć ze stosowania niesteroidowych leków przeciwzapalanych lub metotreksatu (silny lek immunosupresyjny i cytotoksyczny, stosowany w leczeniu nowotworów, ciężkiej łuszczycy oraz chorób autoimmunologicznych, w tym reumatoidalnego zapalenia stawów). Jest też jednak o wiele więcej przyczyn zwłóknienia wątroby.
Chyba każdy z nas stosuje leki przeciwbólowe i przeciwzapalne, a zatem od razu rodzi się pytanie, czy też jesteśmy narażeni na problemy, jakie dotknęły siatkarza? Z drugiej strony sportowcy jednak znacznie częściej sięgają po wspomniane medykamenty, niż przeciętny człowiek.
- Środki przeciwbólowe to jest zmora sportowców, ale doszło do pewnych ograniczeń. Już nie stosuje się tramadolu, który od stycznia 2024 roku jest na liście substancji zabronionych przez Światową Agencję Antydopingową (WADA). Największy problem stanowią środki przeciwbólowe z grupy niesteroidowych leków przeciwzapalanych. W sporcie trudno jednak nie stosować tego typu leków. Każdy z nas pewnie czasami stosuje ibuprom lub inny lek o podobnym działaniu, a sportowcy biorą leki kilka razy mocniejsze, dłużej działające i pewnie zdecydowanie częściej niż przeciętny człowiek. Zdarzają się takie okresy w sezonie, że zawodnik bierze lek przeciwzapalny i przeciwbólowy na noc, aby rano mógł wstać z łóżka. Okazuje się, że takie działanie przynosi mu lepszą jakość funkcjonowania sportowego kolejnego dnia - powiedział Jarosław Krzywański, lekarz lekkoatletycznej reprezentacji Polski, ale też kierownik Centrum Medycyny Klinicznej i Doświadczalnej Centralnego Ośrodka Medycyny Sportowej w Warszawie.
Ból jest niestety bardzo przykrym doznaniem, mocno pogarszającym jakość życia. W medycynie "niesportowej" bardzo duży nacisk kładzie się na to, żeby pacjenta nic nie bolało, a sportowca może boleć. Taki jest jego zawód. Problem w tym, że pacjent lek przeciwbólowy bierze krótko, a kariera sportowa jest długa i intensywna. Po zbyt częstym oraz długotrwałym stosowaniu i leków przeciwbólowych i przeciwzapalnych mogą pojawiać się działania niepożądane dotyczące najczęściej układu pokarmowego w tym nawet krwawienia oraz nerek szczególnie przy współistniejącym odwodnieniu
Oczywiście przeciętny człowiek nie stosuje takich ilości środków przeciwbólowych i przeciwzapalnych, jak niektórzy sportowcy, ale zdarzają się pacjenci z tzw. chorobami reumatoidalnymi, którzy takie leki stosują latami.
- Najlepiej byłoby ograniczyć stosowanie takich leków, ale czasami po prostu nie jest to możliwe. Jak w przypadku wspomnianych wyżej chorób, czy w przypadku sportowców, którzy muszą być gotowi na duży wysiłek fizyczny co kilka dni. Większość sportowców wyczynowych, którzy sięgają po te leki, jest świadomych ryzyka. My jako lekarze medycyny sportowej mamy kontrolę nad tym, ile zawodnik bierze takich leków, bo wypisujemy recepty. Nie mamy jednak pewności, że sportowcy nie biorą takich recept od lekarzy rodzinnych albo ktoś z rodziny nie idzie do lekarza po leki dla nich. Najważniejsza w tym wszystkim jednak jest świadomość - zakończył doktor Krzywański.
Zobacz również:















