Reklama

Reklama

Maciej Jarosz: Pozostaje wierzyć, że intuicja prezesa PZPS znów zadziała

Maciej Jarosz przyznał, że - jak wiele innych osób - był zaskoczony wyborem Stephane'a Antigi na trenera polskich siatkarzy. "Pozostaje wierzyć, że intuicja prezesa PZPS znów zadziała" - zaznaczył trzykrotny srebrny medalista mistrzostw Europy.

W czwartek zarząd PZPS podjął decyzję o odwołaniu ze stanowiska Andrei Anastasiego, który prowadził "Biało-czerwonych" przez dwa i pół roku. Jego następcą został Antiga, obecnie przyjmujący PGE Skry Bełchatów, który nie ma żadnego doświadczenia trenerskiego. 37-letni Francuz będzie współpracować z Philippe'em Blainem, pod którego okiem wystąpował przez wiele lat w reprezentacji "Trójkolorowych".

Reklama

- Czytałem, że ta kandydatura to autorski pomysł Mirosława Przedpełskiego. Gdy wybierano Anastasiego, byłem przeciwny temu wyborowi. Wtedy się udało. Mimo porażek w ostatnich imprezach Włoch odniósł kilka znaczących sukcesów. Mam nadzieję, że teraz też okaże się, że prezes miał "czuja" - powiedział Jarosz.

Jak dodał, docenia klasę Antigi jako zawodnika i człowieka, ale nie ma pojęcia, jak spisze się on w roli szkoleniowca. - To świetny siatkarz, ale to wszystko co mogę o nim w tej chwili powiedzieć - skwitował.

Wielokrotny reprezentant Polski zaznaczył, że jego zdaniem drużynie narodowej w obecnej sytuacji potrzebny jest trener, który scali ją na nowo. Według niego najlepiej poradziłby sobie z tym któryś z młodych krajowych szkoleniowców.

- Przykro mi, że nie zdecydowano się np. na Andrzeja Kowala, Radosława Panasa, Sebastiana Świderskiego czy Mariusza Sordyla. Pracujemy nad marką polskich zawodników, pora także zrobić to w odniesieniu do trenerów. Nie rozpatrywałem wcześniej zagranicznych kandydatur, ale z nich najlepszy byłby chyba Argentyńczyk Daniel Castellani, który jest już przygotowany do tej roli. Zna środowisko i siatkarzy - argumentował.

Według niego objęcie posady opiekuna czołowej reprezentacji świata, jaką jest polska drużyna, na początku przygody z zawodem jest dużym wyzwaniem. Nie dziwi się jednak, że Francuz zdecydował się na taki krok.

- Myślę, że nikt, kto dostałby taką propozycję, nie zastanawiałby się nawet pięć minut. Gdy doznałem kontuzji, to niedługo później objąłem tę funkcję w swoim klubie, który występował wówczas także w europejskich pucharach. W takiej sytuacji pracuje się właściwie ze swoimi niedawnymi kolegami z zespołu i nie jest to łatwe - zauważył.

Jarosz zaznaczył, że nie wyobraża sobie, by dominującą rolę we francuskim duecie, który poprowadzi biało-czerwonych, pełnił bardziej doświadczony Blain.

- Z mojego doświadczenia wynika, że przywódca jest tylko jeden i nie ma dyskusji. To on podejmuje decyzje, niezależnie od tego, czy dobre czy złe i to na niego spada odpowiedzialność - zastrzegł.

Jak dodał, trudno ocenić, czy fakt, że Antiga jest klasowym zawodnikiem będzie miał przełożenie na to, jakim będzie szkoleniowcem.

- Tu nie ma żadnej reguły. Na pewno zdobyte na parkiecie doświadczenie nie będzie mu przeszkadzać. W pracy trenera jest jednak jeszcze wiele innych elementów, o których - będąc siatkarzem - nie ma się pojęcia - podkreślił.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje