Reklama

Reklama

Łukasz Żygadło: Jak dostanę powołanie, to dam z siebie wszystko

Siatkarz Łukasz Żygadło zaznaczył, że powrót do sprawności po przerwie spowodowanej kontuzją kostki nie jest prostą sprawą. "Najważniejsze w takiej sytuacji są determinacja, cierpliwość i właściwa praca" - powiedział wielokrotny reprezentant Polski.

"Wiele osób ze świata sportu miało poważne kłopoty zdrowotne. To, kiedy ktoś wraca do gry, jest uzależnione od wielu czynników. U mnie rehabilitacja przebiegała szybko dzięki bardzo dobrze przeprowadzonej operacji, właściwej pracy każdego dnia mojej i osób, które mi pomagały" - zaznaczył Żygadło, zawodnik Zenitu Kazań.

Reklama

Na początku października, na jednym z treningów Zenitu, Żygadło doznał poważnej kontuzji stawu skokowego. Konieczne były dwa zabiegi, pierwszy wykonano w Kazaniu, a kolejny w Bolonii. W drugim z tych miast rozgrywający przechodził również rehabilitację, a w pierwszych tygodniach zajęcia siatkarskie odbywał w Trydencie.

34-letni zawodnik zwrócił uwagę na duże znaczenie ogólnego treningu siłowego, który - z wyłączeniem kontuzjowanej nogi - rozpoczął już tydzień po założeniu gipsu.

"Był on bazą do dalszej pracy podczas rehabilitacji stopy i stawu skokowego. Profesjonalny zawodnik musi go kontynuować nawet podczas kontuzji, jego brak może bowiem utrudnić mu powrót do wysokiego poziomu sportowego" - argumentował.

Żygadło nie stawiał sobie wówczas nikogo za wzór, zaznaczając, że każdy organizm inaczej reaguje.

"Opierałem się na własnych doświadczeniach, reakcji mojej nogi na wykonywaną pracę i wiedzy otaczających mnie osób. Razem podejmowaliśmy odpowiednie decyzje i nie marnowaliśmy czasu. Do zdrowia wracałem we Włoszech, by w razie potrzeby można było szybko zorganizować konsultacje z lekarzem, który mnie operował. Nie było to jednak konieczne" - wyjaśnił.

Jak dodał, zgodnie z przewidywaniami lekarza treningi typowo siatkarskie miał wznowić w kwietniu. Wyprzedził te założenia o miesiąc.

"Czułem, że noga dobrze reaguje i dawałem z siebie 100 procent każdego dnia. Musiałem sobie narzucić cel i był nim powrót do zespołu na turniej finałowy Ligi Mistrzów. Dzięki temu maksymalnie wykorzystałem czas. A to, że już jestem na etapie treningu siatkarskiego to tylko plus dla mnie" - podkreślił.

Do klubowych kolegów Żygadło dołączył właśnie w Ankarze podczas Final Four LM i chociaż oglądał go w roli kibica (Zenit zajął czwarte miejsce, a lokatę wyżej uplasował się Jastrzębski Węgiel), to od powrotu z Turcji do Kazania uczestniczy w zajęciach wraz z całą drużyną.

"Wykonuję wszystkie ćwiczenia, a ich wymiar czasowy - według planu - systematycznie się zwiększa. Normalnym jest po tak ciężkiej kontuzji, że na początku ostrożnie się sprawdza, jak noga reaguje na wysiłek i dostosowuje się go, codziennie zwiększając obciążenia. Widzę, że jest dobrze i nie mam żadnych obaw. Wpływa to pozytywnie na mnie, drużynę i generalnie sprawia, że towarzyszy nam bardzo pozytywna energia" - przyznał.

W tym sezonie doświadczony rozgrywający nie wystąpi już jednak w barwach zespołu z Kazania.

"Powodem jest regulamin rosyjskiej ligi, który przewidywał zgłoszenie zawodnika do 15 lutego i obowiązujący w tutejszej ekstraklasie limit dwóch obcokrajowców na zespół (po jego kontuzji Zenit podpisał kontrakt z występującym na tej samej pozycji Serbem Nikolą Grbiciem, a w składzie jest także Amerykanin Matthew Anderson - przyp. red)" - zaznaczył.

Pierwszą okazją do zaprezentowania się w oficjalnym meczu może być więc dla niego jedno ze spotkań reprezentacji Polski. 34-letni siatkarz nie chciał odnosić się do tematu występów w drużynie narodowej, którą poprowadzi Stephane Antiga, ale przyznał, że kilka razy rozmawiał z Francuzem.

"Mogę tylko powiedzieć, że jak dostanę powołanie, to dam z siebie wszystko" - podkreślił.

Żygadło w porównaniu z innymi polskimi siatkarzami jest prawdziwym obieżyświatem. Ma za sobą występy w klubach z Grecji, Turcji, Włoszech i Rosji. Jak zaznaczył, każdemu zawodnikowi poleca, by sprawdził się na obczyźnie.

"To uczy odpowiedzialności i dyscypliny. Doświadczenia mam różne. Byłem w zespole, gdzie wszystko było zorganizowane, ale też w takim, gdzie pewne sprawy trzeba było wziąć na siebie. Trudno na szybko porównać teraz wszystkie ligi, w których grałem. Na przestrzeni 10 lat rozgrywki w każdym z tych krajów ewoluowały. W Halkbanku Ankara występowałem w sezonie 2005/06, a tydzień temu ta drużyna była w finale LM" - zaznaczył.

Jak dodał, rosyjska Superliga jest obecnie najsilniejszą ligą, przejmując prymat od włoskiej Seria A. Jego zdaniem gra w tym kraju jest sporym wyzwaniem dla obcokrajowców nie tylko z powodu wysokiego poziomu rozgrywek, ale też dużych odległości, jakie trzeba pokonać w drodze na kolejne mecze ligowe.

"Wiąże się to z częstymi podróżami samolotem i zmianami stref czasowych. Uważam, że łatwiej jest się tu odnaleźć doświadczonym siatkarzom, bo są sytuacje, które wymagają wzięcia odpowiedzialności za siebie" - zaznaczył.

Urodzony w Sulechowie rozgrywający - mimo poważnej kontuzji, którą przeszedł - trenuje z pozytywnym nastawieniem i ma ambitny cel na przyszły sezon.

"Chcę wygrać z Zenitem wszystko, co możliwe. Takie cele stawiane są przed klubem, zawodnikami oraz sztabem szkoleniowym i będziemy ciężko pracować, żeby to osiągnąć" - zapewnił.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje