Reklama

Reklama

Liga Światowa. Polska - Rosja 0:3. Mateusz Bieniek: Nie tak to miało wyglądać

- Rosjanie nie dopuścili nas do głosu. Nie tak to miało wyglądać. Przepraszamy kibiców, bo zgotowali nam świetną atmosferę - powiedział środkowy reprezentacji Polski Mateusz Bieniek po zaskakująco gładkiej porażce ze "Sborną" 0:3 w Lidze Światowej.

Na trybunach w katowickim Spodku zasiadło 8,5 tysiąca kibiców w biało-czerwonych barwach, którzy nie oszczędzali gardeł, żeby wspierać dopingiem podopiecznych Ferdinanda de Giorgiego. Nie pomogło. Odmłodzony rosyjski zespół dominował na boisku niemal przez całe spotkanie.

- Nie widziałem jeszcze statystyk, ale Rosjanie dobrze zagrywali. Graliśmy dużo na "wysokiej" piłce. To na pewno był problem - skomentował Bieniek, który w tym pojedynku uzyskał osiem punktów - dwa mniej niż najlepszy w naszym zespole Dawid Konarski. U Rosjan błyszczał Maksym Żygałow (16 pkt).

Reklama

- Mieliśmy kilka swoich szans i nie zagraliśmy na tyle mądrze, żeby je wykorzystać. Już w pierwszym secie widać było, że w odpowiednim momencie Rosjanie "włączyli" siłę i mądrość, której nam zabrakło. Mogliśmy powalczyć z rosyjskim blokiem nie tylko i wyłącznie siłą, bo to niestety przeważnie obraca się przeciwko nam. Musimy to zmienić w naszej grze - ocenił libero "Biało-czerwonych" Paweł Zatorski. - Nawet, kiedy mieli "wysoką" piłkę, to grali mądrzej od nas: kiwali, opierali piłkę na blok, wpychali na naszą stronę. My tych rozwiązań nie zastosowaliśmy zbyt wiele razy. Myślę, że to jest kluczem do gry przeciwko tak fizycznym zespołom jak Rosja - dodał.

W starciu z Rosją Polakom przydarzyły się fatalne serie, kiedy tracili kilka punktów w jednym ustawieniu. Podobnie było też na turnieju w bułgarskiej Warnie. - Tak się zdarza wielu zespołom, ale musimy to wyeliminować w jak największym stopniu się da. Niestety takie straty są bolesne. Mając kilkupunktową przewagę, na którą pracuje się całego seta, bardzo bolesne jest stracić ją pod koniec i nie wygrać - zaznaczył Zatorski.

"Biało-czerwoni" przenoszą się do Łodzi, gdzie w sobotę i niedzielę rozegrają ostatnie mecze fazy grupowej LŚ. Najpierw Polacy zmierzą się z Iranem, a potem z reprezentacją USA. Awans do Final Six, który odbędzie się w brazylijskiej Kurytybie mocno się oddalił. Nawet dwa zwycięstwa mogą nie wystarczyć. Wiele będzie zależało od wyników innych spotkań. Obecnie Polacy zajmują 7. miejsce z dorobkiem 9 punktów.

- Z Iranem przegraliśmy we Włoszech niespodziewanie, bo po dwóch zwycięstwach w turnieju w Pesaro byliśmy stawiani w roli faworyta. Mam nadzieję, że ta porażka nas zmobilizuje na tyle mocne, żebyśmy pokonali Irańczyków, a z Amerykanami walczyli bezpośrednio o awans do Final Six - stwierdził libero naszej kadry.

- Wszystko w dalszym ciągu jest w naszych rękach i spróbujemy pojechać do Kurytyby - podkreślił Bieniek.

Robert Kopeć z Katowic

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama