Reklama

Reklama

Liga Narodów siatkarzy. Polska - Rosja 1:3

Miłe złego początki w irańskiej Urmii. Polscy siatkarze wygrali pierwszego seta z Rosją, ale punktów im to nie przyniosło - ostatecznie przegrali mecz 1:3.

Już przed pierwszym gwizdkiem było wiadomo, że "Biało-Czerwonych" czeka w Iranie trudne zadanie. "Sborna" w obecnej edycji Ligi Narodów spisuje się bardzo dobrze: wygrała pięć z sześciu pierwszych spotkań, co dawało jej czwarte miejsce w tabeli. Polacy plasowali się na siódmej pozycji z czterema wygranymi i dwoma porażkami na koncie. W piątek dopisali do niego trzecią.

Tradycyjnie selekcjoner mistrzów świata dokonał roszad w składzie. Do Urmii zabrał kilku młodych zawodników, którzy stawiają pierwsze kroki w seniorskiej reprezentacji. Po dwóch latach przerwy w koszulce z orłem na piersi znów zobaczyliśmy środkowego Karola Kłosa.

Reklama

Grzegorz Łomacz na początku spotkania grał tylko środkiem. Norbert Huber radził sobie z różnym skutkiem. Dwa razy zaatakował skutecznie, a raz został zablokowany. Rosjanie zostali uczuleni na to, że nie mogą sobie odpuścić naszych środkowych. W ten sposób Łomacz chciał ułatwić zadanie skrzydłowym. Rywale jednak nie dali się zwieść. Szczelny blok, który jest jednym z potężnych atutów "Sbornej", zatrzymywał ataki Łukasza Kaczmarka i Bartosza Kwolka. Na pierwszej przerwie technicznej Polacy przegrywali 6:8. Mogło być jeszcze gorzej, ale Kwolek sprytnie oszukał potrójny blok. Ten zawodnik dał na remis 8:8, kiedy efektownie zablokował Wiktora Poljetajewa.

W następnych fragmentach oglądaliśmy wymianę cios za cios. Na atomowe ataki Kaczmarka i Artur Szalpuka odpowiadali Poljetajew i Dmitrij Wołkow. Od 13:13 Polakom udało się "odskoczyć" na dwa punkty. Stało się tak za sprawą świetnej współpracy bloku z obroną, a kontry w wykonaniu naszego zespołu wyglądały imponująco. Rosjanie odrobili straty dzięki potężnym zagrywkom Poljetajewa (16:16).

Najwięcej krzywdy "Sborna" wyrządzała nam atakami z krótkiej. Trzeba przyznać, że Igor Kobzar perfekcyjnie wystawiał do środkowych, którzy często mieli "wyczyszczoną" siatkę. "Biało-Czerwoni" odpowiadali skutecznie ze skrzydeł. Końcówka była bardzo wyrównana. Pierwsi setbola mieli Rosjanie, ale Polacy obronili się i sami stanęli przed szansą, kiedy Kwolek znakomicie zablokował Poljetajewa. Mistrzowie świata od razu wykorzystali okazję. Kapitalnie w obronie spisał się Jakub Popiwczak, a Kwolek "obił" ręce rywali (26:24).

Na drugą partię Polacy wyszli z Marcinem Januszem, który na rozegraniu zastąpił Łomacza. Przy stanie 2:4 doszło do sporego zamieszania. Trener Heynen poprosił o challenge, którego początkowo sędziowie nie chcieli uznać. Po protestach Belga nastąpiła jednak wideoweryfikacja. Trwało to bardzo długo. Arbiter z Bahrajnu Jaafar Ebrahim Ali konsultował się z drugim Alim Fadilim z Maroka. W końcu punkt został przyznany Rosjanom. Sędziom z egzotycznych siatkarsko krajów wyraźnie brakuje doświadczenia, jeśli chodzi o challenge. Kilkuminutowa przerwa źle odbiła się na naszych zawodnikach. Kłopoty z przyjęcie przełożyły się na problemy w ataku, a bez skuteczności w tym elemencie trudno nawiązać walkę z taką drużyną jak Rosja. Heynen jeszcze przed przerwę techniczną wykorzystał jeden czas (4:7). Do zagrywki "Sborna" dołożyła jeszcze niemal bezbłędną grę środkiem. Przewaga obrońców tytułu wzrosła do pięciu punktów (12:7).

Polacy ruszyli w pościg. W jednym ustawieniu zdobyli trzy punkty z rzędu. Szkoda jednak, że dobrą passę przerwał Marcin Janusz psując zagrywkę. Zemściło się to błyskawicznie. Skuteczność w ataku naszego zespołu w tym fragmencie spadła niemal do zera. Heynen trzymał jednak konsekwentnie Kaczmarka na boisku. Tymczasem Rosjanie "odjechali" z  wynikiem na 17:10. Dopiero wtedy trener Orłów zdecydował się na roszady. Na boisko weszli Piotr Łukasik i Tomasz Fornal. Rezerwowi nieco ożywili grę naszego zespołu, ale nie trwało to długo. "Biało-Czerwonych" na ziemię sprowadził Igor Kliuka, który zaserwował dwa asy (21:13). Takiej przewagi "Sborna" nie zwykła marnować, choć udało się obronić trzy piłki setowe. Drugą partię Rosjanie wygrali pewnie 25:20.

Najsłabszymi aktorami widowiska byli sędziowie. Panowie z Bahrajnu i Maroka sprawiali wrażenie, jakby po raz pierwszy w życiu spotkali się czymś takim jak challenge. Swoim dziwnymi decyzjami wyprowadzali z równowagi Heynena i selekcjonera Rosjan Tuomasa Sammelvuo.

Trzeci set rozpoczął się po myśli Rosjan, którzy na pierwszej przerwie technicznej prowadzili 8:6. "Biało-Czerwoni" szybko wyrównali, a punkt na 8:8 zdobył duet Kłos - Szalpuk efektownym blokiem. Coraz lepiej radził sobie Kaczmarek, który nie raził już tak swoją nieskutecznością. Orły też często dobrze "czytały" grę rywali dzięki czemu zdobywały sporo punktów blokiem. Ważne, że mistrzowie świata nie ustępowali "Sbornej". Rosjanie zbudowali przewagę, kiedy potężnie serwował Poljetajew (15:13). Ten zawodnik popełniał też błędy. To po jego autowym ataku doprowadziliśmy do remisu 17:17. Poljetajew szybko się zrehabilitował, kiedy skończył kontrę i znów Polacy musieli "gonić" wynik (17:19). Pomocną dłoń wyciągnął do nas Kliuka (19:19).

W decydujących fragmentach tej partii brakowało z naszej strony soczystego ataku. Lekkie przebijanie na stronę rywali nie mogło się dobrze skończyć. Rosjanie wyszli na prowadzenie 23:20, którego nie oddali do końca.

Problemy Polaków ze skończeniem ataku trwały na początku czwartego seta, Heynen szybko poprosił o czas. Po drugiej stronie siatki efektownie i skutecznie atakował natomiast Podlesnych. Na pierwszą przerwę techniczną Rosjanie zeszli z prowadzeniem 8:4. Po niej "Biało-Czerwoni" zaczęli nieco zmniejszać straty. Przewaga rywali zmalała jednak tylko na moment, odzyskali ją m.in. dzięki mocnej zagrywce.

Trener Polaków poprosił o czas, na którym nie ukrywał wzburzenia. Atak "Biało-Czerwonych" opierał się na Dawidzie Konarskim. Kiedy jednak akcja trwała dłużej, zazwyczaj kończyła się punktem dla Rosjan - prowadzili już 16:11. Chwilę po drugiej przerwie technicznej w polu zagrywki pojawił się Jakowlew i ich przewaga wrosła aż do siedmiu punktów. Co prawda w końcówce seta Kochanowski i Kłos zdobyli efektowne punkty atakami ze środka, ale to było za mało, by choćby napędzić Rosjanom stracha. Po nieudanej zagrywce Kłosa rywale wygrali 25:19.

W sobotę Polacy zmierzą się z Iranem (godz. 16.00). Na trybunach może być gorąco biorąc pod uwagę obraźliwe słowa Michała Kubiaka pod adresem Irańczyków. W oświadczeniu kapitan mistrzów świata tłumaczył, że miał na myśli tylko zawodników i kibiców, z którymi miał zatargi.

W niedzielę "Biało-Czerwonych" czeka bój z Kanadyjczykami (godz. 13.00).

Polska - Rosja 1:3 (26:24, 20:25, 22:25, 19:25)

Polska: Łukasz Kaczmarek, Artur Szalpuk, Grzegorz Łomacz, Jakub Kochanowski, Bartosz Kwolek, Norbert Huber, Jakub Popiwczak (libero) oraz Dawid Konarski, Marcin Janusz, Aleksander Śliwka, Piotr Łukasik, Tomasz Fornal, Jędrzej Gruszczyński (libero), Karol Kłos

Rosja: Dmitrij Wołkow, Iwan Jakowlew, Wiktor Poljetajew, Jegor Kliuka, Iljas Kurkajew, Igor Kobzar, Roman Martyniuk (libero) oraz Dmitrij Kowaljew, Jarosław Podlesnych, Fedor Woronkow

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje