Reklama

Reklama

Liga Narodów siatkarzy. Polska - Brazylia 1:3

Polscy siatkarze przegrali z Brazylią 1:3 w meczu kończącym turniej Ligi Narodów w katowickim Spodku. Tylko jednego seta "Biało-Czerwoni" zagrali na dobrym poziomie, a to za mało, żeby podjąć walkę z takim rywalem.

To był ostatni akord turnieju w Katowicach i pojedynek na który z niecierpliwością czekali polscy kibice. Mecze Orłów z wielką Brazylią zawsze wywołują ogromne zainteresowanie. Tym bardziej, że niedzielne spotkanie reklamowane było jako rewanż za pamiętny finał ubiegłorocznego mundialu. W Turynie Polacy nie dali szans "Canarinhos", wygrywając 3:0 i zdobywając po raz drugi z rzędu mistrzostwo świata.

Stawką spotkania był triumf w turnieju w Katowicach. Obie drużyny przystąpiły do decydującego starcia jako niepokonane. Podopieczni Vitala Heynena pokonali wcześniej Australię 3:1 i po ciężkim boju USA 3:2. Ten drugi mecz trwał prawie trzy godziny. Brazylijczycy natomiast w trzech setach ograli Amerykanów, a w spotkaniu z Australią omal nie doszło do sensacji. Wicemistrzowie świata jednak wygrali 3:2.

Reklama

- Pewnie na jutro trener znów coś wymyśli - mówił po spotkaniu z USA środkowy Orłów Mateusz Bieniek o składzie, w jakim Polacy wybiegną na Brazylią. I miał rację. Charyzmatyczny Belg wystawił całkiem inną "szóstkę" niż w poprzednich spotkaniach. Heynen postawił na Grzegorza Łomacza, Bartosza Kwolka, Artura Szalpuka, Bartłomieja Bołądzia, Piotra Nowakowskiego, Jakuba Kochanowskiego i Pawła Zatorskiego. Kłopotem, który jak się później okazało, miał duże znaczenie był uraz Dawida Konarskiego, który wykluczył go z tego spotkania. Jedynym atakującym był zatem Bołądź.

W naszym zespole na początku punktował Szalpuk. Po drugiej stronie siatki Wallace oraz Kubańczyk z brazylijskim paszportem Yoandy Leal, któremu dobiegła końca karencja i może grać w reprezentacji "Canarinhos". My jeszcze czekamy na Wilfredo Leona. Kibiców rozgrzała długa wymiana przy stanie 7:7, która zaczęła się od potężnej zagrywki Kwolka. Później oglądaliśmy ofiarne obrony w wykonaniu Polaków. Punkt zapisali na swoje konto goście, kiedy z prawego skrzydła huknął po skosie Ricardo Lucarelli. Ten zawodnik zablokował Nowakowskiego, a chwilę później w prosty sposób "Biało-Czerwoni" stracili kolejny punkt. Heynen poprosił o czas i głównie przekazywał uwagi Łomaczowi. Polacy ruszyli w pościg. Świetnie kontrę skończył Bołądź, asem popisał się Szalpuk i straty zostały odrobione (13:13).

Potem było jeszcze lepiej. Polacy siali spustoszenie w szeregach rywali zagrywką. Rewelacyjnie na kontrach spisywał się Kwolek. Przewaga Orłów rosła, a zdziwieni Brazylijczycy popełniali błąd za błędem. Mistrzowie świata prowadzili już 20:16. Na szczęście gospodarze szybko wrócili na właściwe tory. Do końca inauguracyjnej odsłony kontrolowali wydarzenia na boisku. Pierwsza parta padła łupem Orłów 25:22.

Brazylia to zespół, który w każdym momencie potrafi "odpalić". Początek drugiej odsłony zdecydowanie należał do przyjezdnych. Polakom nie wychodziło kompletnie nic. Na dodatek kontuzji doznał Szalpuk i musiał opuścić boisko (zastąpił go Tomasz Fornal), co na pewno też miało wpływ na postawę naszego zespołu. Uraz okazał się niegroźny i po kilku minutach Szalpuk wrócił do gry. Strata "Biało-Czerwonych" była w tym momencie potężna - wynosiła już siedem punktów (2:9). To właśnie Szalpuk przerwał serię Brazylijczyków. Największy problem Polacy mieli w przyjęciu. Z wysokich piłek wystawianych na skrzydło przez Łomacza nieźle radził sobie jedynie Szalpuk. Jeszcze przed drugą przerwą techniczną Heynen wykorzystał przysługujące mu przerwy. Gospodarze męczyli się niemiłosiernie w ataku. Próbowali Bołądź, Kochanowski, Aleksander Śliwka, ale bez efektu. Brazylijczycy wręcz przeciwnie, co oczywiście przełożyło się na wynik. Na drugiej przerwie technicznej goście prowadzili 16:8.

Na wyróżnienie w naszym zespole zasłużył tylko Szalpuk. To za jego sprawą (atak i zagrywka) część strat została odrobiona (14:19). Co z tego, skoro nie miał żadnego wsparcia ze strony kolegów. Cztery kolejne punkty zdobyli Brazylijczycy i mieli setbola (24:14). Polacy zostali znokautowani w tej partii 25:15. O tym secie Polacy powinni jak najszybciej zapomnieć.

Od początku trzeciego seta Heynen posłał w bój Kubiaka, żeby przede wszystkim poprawić przyjęcie. W "szóstce" wyszedł też Bieniek. Na ławce usiadł Bołądź, który miał bardzo słabą skuteczność w ataku. Nie było Konarskiego, więc z konieczności na pozycji atakującego przesunięty został Śliwka. Zaczęło się całkiem dobrze, od prowadzenia naszego zespołu 6:4. Potem jednak do głosu doszli rywale. Znów mieliśmy kłopot ze skończeniem ataku (Kwolek, Kubiak). "Canarinhos" wykorzystali to z zimną krwią i oni zbudowali przewagę (10:8). Gra Polaków falowała. Dobre akcje, przeplatali prostymi błędami. Udało się gospodarzom doprowadzić do wyrównania 15:15, a w rolach głównych wystąpił Bieniek i nasi blokujący, którzy w efektowny sposób zatrzymali Leala. Nie trwało to jednak długo. Trzy kolejne punty padły łupem Brazylii i znów Polacy musieli "gonić" wynik. Problem w tym, że "Biało-Czerwoni" mylili się na potęgę, a w ten sposób trudno dotrzymać kroku takiemu rywalowi. Ostatni punkt w tym secie gospodarze podarowali "Canarinhos". Łomacz wystawił za nisko, a Śliwka ratując sytuację próbował kiwać. Uczynił to jednak źle, bo piłka wpadła w siatkę - 21:25.

Czwarta partia rozpoczęła się od walki punkt za punkt. Wystarczyło jednak, żeby w polu zagrywki stanął Isac i Brazylia wyszła na prowadzenie 8:6. W następnej akcji przez podwójny blok nie przebił się Kochanowski. Isac przestał posyłać "bomby" na naszą stronę, kiedy sprytem na siatce wykazał się Śliwka. Kolejnym zawodnikiem, który popisywał się atomową zagrywką był Leal. Kiedy posłał asa, piłka leciała z prędkością 125 km/h. Kwolek nie był w stanie tego przyjąć. Brazylia "odskoczyła" na sześć punktów (15:9). Pewnie seria Brazylii trwałaby nadal, ale Leal popełnił błąd podwójnego odbicia. Tym samym "zrewanżował" się później Fabian Drzyzga. Wtedy "Canarinhos" prowadzili 18:12, a chwilę później 22:14. Tylko jakaś niebywała seria błędów rywali mogła nas jeszcze uratować. Nic takiego nie nastąpiło. Brazylijczycy grali konsekwentnie do końca. Wygrali pewnie czwartego seta 25:17 i cały mecz 3:1.

Po turnieju w Katowicach "Biało-Czerwoni" zagrają w Ningbo (Chiny), Urmii (Iran), Mediolanie (Włochy) i Lipsku (Niemcy).

W LN, która rok temu zastąpiła Ligę Światową, gra 16 ekip. Po rozegraniu wszystkich meczów punkty zostaną zsumowane we wspólnej tabeli, co pozwoli wyłonić pięciu uczestników Final Six. W turnieju finałowym, który odbędzie się w dniach 10-14 lipca w Chicago, oprócz nich weźmie udział także ekipa USA jako gospodarz. W poprzedniej edycji triumfowali Rosjanie.

RK

Polska - Brazylia 1:3 (25:22, 15:25, 21:25, 17:25)

Polska: Grzegorz Łomacz, Bartosz Kwolek, Piotr Nowakowski, Bartłomiej Bołądź, Artur Szalpuk, Jakub Kochanowski, Paweł Zatorski (libero) oraz Michał Kubiak, Mateusz Bieniek, Aleksander Śliwka, Tomasz Fornal, Fabian Drzyzga

Brazylia: Isac Santos, Fernando Kreling, Wallace De Souza, Yoandy Leal, Lucas Saatkamp, Ricardo Lucarelli, Thales Hoss (libero) oraz Thiago Pontes, Alan Souza, Flavio Gualberto, Maique Reis (libero)

Sędziowali: Vladimir Simonović (Serbia) i Stefano Cesare (Włochy)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama