Reklama

Reklama

Liga Narodów. Polska zagra o medal z Brazylią

Brazylijczycy po raz kolejny stają na drodze Polaków do medalu wielkiej imprezy. Tym razem będą przeciwnikami „Biało-Czerwonych” w meczu o trzecie miejsce turnieju finałowego Ligi Narodów siatkarz. Trener Vital Heynen będzie obserwował, jak jego młoda ekipa zareaguje na porażkę z Rosją. Tyle że nie z hali w Chicago - Belg zdecydował, że wraca do Polski.

Drużyna z Ameryki Południowej do meczu z Polakami ma prawo przystąpić wykończona. Brazylijczycy rozegrali dotąd w Chicago trzy mecze i wszystkie rozstrzygnęły się dopiero w piątych setach. Dwa z tych spotkań przegrali, w tym to najważniejsze, półfinałowe, w którym lepsi okazali się Amerykanie.

W jednym z tie-breaków Brazylię pokonali Polacy. To pięciosetowy bój z mistrzami olimpijskimi napędził młodą drużynę Heynena. Jego siatkarze rozegrali w Stanach Zjednoczonych o dwa sety mniej niż rywale z Ameryki Południowej, ale też muszą pozbierać się po półfinałowej porażce.

Reklama

W przegranym 1-3 spotkaniu z Rosją Polaków zawiodło przede wszystkim przyjęcie zagrywki. Nie pomogła w tym nawet gra dwójką nominalnych libero - Jędrzej Gruszczyński występował jako przyjmujący i zmieniał Bartosza Bednorza, ale Rosjanie i tak zdobyli serwisem 11 punktów. Choć Polacy odpowiedzieli ośmioma punktowymi zagrywkami, kłopoty z przyjęciem znacznie obniżyły ich skuteczność w ataku - w tym elemencie ustąpili rywalom aż o 16 punktów.

- Rosja zasłużyła na zwycięstwo. Mogę to jednak przeżyć, bo i tak rozgrywamy niesamowity turniej - stwierdził po meczu Heynen. Jak poinformował "Polsat Sport", Belg zdecydował jednak, że nie zostanie z ekipą na spotkanie o brąz: postanowił wrócić do Polski, do reszty kadry, która trenuje w Zakopanem. Pierwotnie miał to zrobić już po fazie grupowej, ale potem obiecał siatkarzom, że zostanie z nimi, dopóki będą wygrywać. W jego zastępstwie drużynę poprowadzi Jakub Bednaruk.

Belg podkreśla, że lubi dawać szanse młodym zawodnikom. Na razie w tegorocznej LN Polacy wykorzystują je świetnie, a w niedzielę trener będzie mógł obserwować, jak jego ekipa oparta na niezbyt doświadczonych zawodnikach zareaguje na porażkę. Do tej pory "Biało-Czerwoni" grali z młodzieńczą fantazją napędzaną przez najbardziej doświadczonego w drużynie Karola Kłosa. Teraz staną przed rywalem, który LN potraktował znacznie poważniej niż Polacy, w dodatku żądnym rewanżu za porażkę w grupie.

W polskiej ekipie ponownie dużo będzie zależało od Bednorza. Siatkarz, który 24 lipca skończy 25 lat, we wszystkich dotychczasowych meczach był najlepiej punktującym zawodnikiem zespołu. I choć niemal w każdym meczu przeżywa słabsze momenty - jak w pierwszym secie z Rosją, gdy zmienił go Piotr Łukasik - za każdym razem potrafi wrócić do skutecznej gry.

Gdyby tylko rywalizacja na pozycji przyjmującego była mniejsza - z Zakopanego turniej oglądają Michał Kubiak, Wilfredo Leon, Aleksander Śliwka i Artur Szalpuk, a w hierarchii Heynena wyżej jest też Bartosz Kwolek - Bednorz mógłby pewnie śmiało przymierzać się do gry w najważniejszych turniejach tego lata. Ale w niedzielę powalczy o to, by sprawić trenerowi kadry jeszcze większy ból głowy przy wyborze składu na turniej kwalifikacyjny do igrzysk olimpijskich, a potem mistrzostwa Europy.

Brazylijczycy nie po raz pierwszy stają na drodze Polaków do medalu. W XXI w. "Biało-Czerwoni" trzy razy grali z nimi w finale mistrzostw świata i dwa z tych pojedynków wygrali. Polska zdobyła dotąd dwa medale Ligi Światowej, poprzedniczki Ligi Narodów - w 2011 r. sięgnęli po brąz, a rok później wygrali turniej.

Początek spotkania Polska - Brazylia w niedzielę o godz. 22.

Damian Gołąb

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje