Reklama

Reklama

Krzysztof Ignaczak: Nasz zespół stać na awans na igrzyska w Rio de Janeiro

- Turniej jest długi. Decydująca na pewno będzie ławka i 14 wyrównanych zawodników. Takie założenie przyjął trener Stephane Antiga, bo ma świadomość, że każdy będzie mu potrzebny - powiedział były reprezentant Polski i libero Asseco Resovii Krzysztof Ignaczak przed rozpoczynającym się 8 września Pucharem Świata. W Japonii "Biało-czerwoni" będą walczyć o przepustki na igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro.

Czy nasza reprezentacja osiągnie cel na Pucharze Świata w Japonii i wywalczy awans na igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro?

Krzysztof Ignaczak (były reprezentant Polski, libero Asseco Resovii):  To jest ciężkie pytanie. Jakbym wiedział, że awansuje na igrzyska, to poszedłbym do bukmachera i obstawił. Sport ma to do siebie, że jest nieprzewidywalny. Możemy być faworytem, ale jeden mecz, czy dwa sety mogą zadecydować, że odpadniemy z walki i nie spełnią się nasze oczekiwania wobec polskiej reprezentacji. Uważam, że tę drużynę na pewno stać na awans, bo jesteśmy od wielu lat bardzo mocni i liczy się z nami każdy. Jesteśmy mistrzami świata więc, jak na mistrzów świata przystało mamy prezentować wysoki poziom, który nasza kadra już w tym roku pokazała.

Reklama

Turniej jest długi. Decydująca na pewno będzie ławka i 14 wyrównanych zawodników. Takie założenie przyjął trener Stephane Antiga, bo ma świadomość, że każdy będzie mu potrzebny. Do rozegrania jest 11 spotkań z małymi przerwami, ale to i tak powoduje bardzo duże zmęczenie materiału, bo chyba żaden inny turniej nie jest rozgrywany w tak morderczym tempie. Ważne, żeby pokonać wszystkich teoretycznie słabszych przeciwników. Motywacja tych lepszych przeciwko tym gorszym często spada i powoduje, że gra wygląda jak równy z równym. Trzeba utrzymać jak najwyższą koncentrację i jak najmniej sił tracić właśnie z tymi niżej notowanymi rywalami. Nasi muszą ustrzec się jakiejś wpadki, która może zadecydować w ostatecznym rozrachunku o tym, że zajmiemy na przykład trzecie, a nie drugie miejsce.

Sądzę, że "Biało-czerwoni" pojechali tam z ogromną świadomością tego, że chcą wywalczyć przepustki do Rio. Pojechać na igrzyska i tam powalczyć o kolejny medal dla polskiej siatkówki. Na pewno będą walczyć i dadzą z siebie wszystko. Nieprzewidywalność sportu i wyroków boskich jest taka, że musimy poczekać i dopiero po zakończeniu turnieju okaże się, czy nasze oczekiwania zostały spełnione.

Co odgrywa zasadniczą rolę w tak morderczym turnieju jak Puchar Świata? Przygotowanie fizyczne, mentalne, szeroka kadra, odpowiednie szafowanie siłami zawodników przez trenera? Pan zna to doskonale, bo brał udział w Pucharze Świata w 2011 roku.

- Nie jesteśmy maszynami, jesteśmy tylko i wyłącznie ludźmi, więc pewnie o tym, kto wystąpi na parkiecie, będzie decydowała dyspozycja dnia. Trener ma o tyle dobrą sytuację, że obserwuje wszystkich na treningach i widzi w jakiej znajdują się formie psychiczno-fizycznej, a moim zdaniem, to też będzie miało ogromne znaczenie. Nie tylko forma fizyczna, ale też strona mentalna. Wiadomo, że są już w Japonii od kilku dni, a w sumie zakończy się to na trzech tygodniach. Rozłąka z rodziną, podróże, nie służą budowaniu atmosfery, a ta pod koniec turnieju się zagęszcza, gdzie już każdy ma drugiego dosyć. Przebywanie w jednej grupie przez tak długi okres czasu, to dosyć ciężka sprawa, bo każdy ma innych charakter. Pewnie pod koniec będą się zdarzały jakieś małe wyrzuty, niesnaski. Mam nadzieję, że doświadczenie naszej drużyny i to, że panuje fajna atmosfera, każdy się lubi, pomoże przetrwać te najczarniejsze dni, które mogą zagościć na głowami naszych reprezentantów.

Według pana, gdzie tkwi największa siła naszej reprezentacji? Czy widzi pan jakieś powody do niepokoju?

- Z czysto technicznego punktu widzenia, to na pewno musimy poprawić zagrywkę. To jest element, który w dzisiejszych czasach decyduje o tym, kto wygrywa, a kto przegrywa. Zagrywka ostatnio w naszym wykonaniu przypominała sinusoidę - raz zagrywaliśmy dobrze, a innym razem do bani. Musimy serwis ustabilizować, bo to jest element, który pomoże nam na pewno odrzucić rywali od siatki i odczytać ich intencje. Przyczyni się do lepszego ustawienia bloku, obrony i zdobywania kolejnych punktów.

Mamy bardzo dobrze broniącą drużynę, która świetnie się porusza w defensywie, wyprowadza kontrataki. Pierwszorzędnie wygląda też organizacja gry, jeżeli chodzi o rozegranie pierwszej piłki. Dlatego jesteśmy uważani za jednego z faworytów tego turnieju. Plusów jest więcej niż minusów i oby te plusy przysłoniły nasze minusy.

Najgroźniejsi rywale? Nie ma Brazylijczyków, więc może będzie też troszkę łatwiej.

- Łatwiej nie będzie. Są tylko dwa miejsca premiowane awansem na igrzyska olimpijskie w Rio, a myślę, że na dzień dzisiejszy mamy przynajmniej cztery zespoły aspirujące do tego. Szanse są więc 50 na 50. Rosjanie, gdzieś tam odgrzebali z innego świata Siergieja Tietiuchina, gwiazdę wielkiego formatu. Ale czy ten człowiek został powołany do grania czy do tego, żeby tylko zadbać o odpowiednią atmosferę w zespole? Tego nie wiemy. Przekonamy się o tym już niebawem. Tietiuchin nawet tylko będąc duchem w drużynie, sprawi że odzyska rezon.

Włosi mają Osmany Juantorenę, Iwana Zajcewa, więc ten zespół będzie równie groźny. Tym bardziej, że Final Six Ligi Światowej im nie wyszedł. Będą żądni rewanżu, a każdy chce jechać na igrzyska. Do tego doliczyłbym na pewno reprezentację Stanów Zjednoczonych, która już "wbiła" się na stałe do czołówki zespołów walczących o medale. Amerykanie to jest bardzo dobrze zorganizowany zespół i zawsze grają swoje.

Zobaczymy, co będzie z Iranem. Ta drużyna ostatnio pukała do czołówki światowej. Natomiast coś się tam podziało, atmosfera się zagęściła, jakieś niesnaski między zawodnikami a trenerem. Dopóki sobie tego nie wyjaśnią i będą prezentowali poziom sportowy, jak podczas Memoriału Huberta Wagnera, to nie będą stanowić zagrożenia. Jeżeli jednak się dogadają z trenerem i wszyscy razem będą zmierzać w jednym kierunku, to wtedy mogą namieszać.

Należy też obawiać się innych zespołów. Jest Australia, Kanada... Przy naszej słabszej formie mogą zrobić krzywdę. Trzeba będzie się pilnować, żeby w tych ważnych spotkaniach, z tymi teoretycznie słabszymi zespołami, zachować stuprocentową koncentrację i wygrywać jak najszybciej, żeby oszczędzać siły na kolejne spotkania.

Czy pana zdaniem kalendarz siatkarski nie jest zbyt obfity. W tym roku mam trzy duże imprezy: Ligę Światową, Puchar Świata i jeszcze mistrzostwa Europy. Czy to nie spowoduje przesytu siatkówki, nie mówiąc już o siłach zawodników. Jak wytrzymać taką dawkę?

- Trzeba właśnie popatrzeć na tę kwestię pod kątem zawodników. Puchar Świata organizuje FIVB, a mistrzostwa Europy CEV. Wygląda to tak, jakbyśmy mówili o dwóch różnych dyscyplinach.  Pozostaje pytanie dla trenera: Co zrobić? Po tak wyczerpującym turnieju jak Puchar Świata, trzeba bić się o mistrzostwo Europy, gdzie myślę każdy będzie chciał wygrać, znaleźć się na podium. Sportowcy mają duszę wojowników i zawsze chcą udowodnić swoją wyższość nad innymi. W jakiej dyspozycji będą nasi? Jadą na wyczerpujący bój więc, wypadałoby im dać dwa tygodnie wolnego, potem zebrać ich i mistrzostwa Europy grać z marszu. Na pewno tak trener nie zrobi, bo to byłoby za duże ryzyko, ale tego grania jest w tym roku ponad miarę, ponad stan i ponad siły. Cieszmy się, że mamy naprawdę szeroką kadrę i trener ma do dyspozycji 14-18 zawodników. Miejmy nadzieję, że wszyscy będą zdrowi, nie będzie żadnych kontuzji, bo wiadomo, że przy takim turnieju to się zdarza.

Rozmawiał Robert Kopeć

Nie przegap żadnego meczu "Biało-czerwonych"


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje