Reklama

Reklama

Jan Such: Jeśli Polska pokona Bułgarię, dotrze do finału

Trener Jan Such spodziewa się, że polskich siatkarzy czeka trudne zadanie we wtorkowym barażu o miejsce w najlepszej ósemce mistrzostw Europy. "Jeśli jednak biało-czerwoni pokonają Bułgarów, to dotrą do finału" - zapewnił wielokrotny reprezentant kraju.

"Polacy stoją przed olbrzymią szansą i jeśli nie wygrają z Bułgarami, to będzie tragedia. Moim zdaniem ten mecz będzie znacznie trudniejszy niż ewentualny ćwierćfinał z Niemcami. Ci ostatni co prawda wygrali grupę i zagrali świetne spotkanie z Rosjanami, ale wydaje mi się, że teraz będą prezentować się już trochę słabiej. Jeśli zaś biało-czerwoni zwyciężą w barażu, to będą na fali i poradzą sobie również w środę oraz w półfinale, niezależnie od tego, czy zmierzą się w nim z Finami, Holendrami czy Włochami" - powiedział Such.

Reklama

Jego zdaniem wtorkowe spotkanie w Gdańsku zakończy się w pięciu setach, ale olimpijczyk z Monachium nie chciał typować, która z ekip będzie cieszyć się ze zwycięstwa. Uważa, że forma podopiecznych trenera Andrei Anastasiego rośnie, ale wciąż w ich grze jest zbyt wiele mankamentów.

"Szwankuje przyjęcie zagrywki typu flot oraz sam serwis. Brakuje nam też siły ognia na skrzydłach. Coraz lepiej radzi sobie Bartosz Kurek, ale słabiej spisuje się na razie Michał Winiarski" - ocenił szkoleniowiec pierwszoligowego KS Camper Wyszków.

Były reprezentant Polski przyznał, że obawia się, czy biało-czerwoni będą w stanie przeciwstawić się rywalom, wśród których bryluje atakujący Cwetan Sokołow. Jak dodał, grający na tej pozycji w polskiej drużynie Jakub Jarosz w dotychczasowych meczach miał lepsze i gorsze momenty.

"Jest jeszcze młody Grzegorz Bociek. Dla niego jednak to może być za dużo. Choć to taki typ zawodnika, że jak zaskoczy w kilku pierwszych akcjach, to jest nie do powstrzymania. Można by zaryzykować i postawić w wyjściowym składzie na niego. W tej kwestii jednak wypowiedzieć musi się trener, który obserwuje wszystkie treningi" - zastrzegł. Jego zdaniem drużynie bardzo przydałby się w obecnej sytuacji Mariusz Wlazły.

Such zaznaczył, że słuchając wypowiedzi polskich siatkarzy oraz sztabu szkoleniowego odniósł wrażenie, że będą kalkulować, by uniknąć jak najwcześniejszego spotkania z mistrzami olimpijskimi z Londynu Rosjanami. Nie ma on jednak pretensji o takie podejście.

"Trafić na Rosjan oznacza "out". Całe szczęście, że Sborna wygrała w niedzielę z Bułgarami i nasi zawodnicy nie musieli specjalnie przegrywać ze Słowacją. W poprzednich ME zastosowali taki manewr. Ja sam z tego skorzystałem w I lidze w ubiegłym roku. Myślę, że Polacy wciąż cieszą się zaufaniem kibiców, którzy jutro będą ich z całej siły wspierać" - podkreślił były trener występujących w ekstraklasie zespołów z Kędzierzyna-Koźla, Rzeszowa i Radomia.

Jako faworyta całej imprezy Such wymienił właśnie Rosjan. Jako niespodzianki wskazał odpadnięcie po fazie grupowej Słoweńców, pozostanie w grze współgospodarzy turnieju Duńczyków oraz bezpośredni awans do ćwierćfinałów Belgów i Finów.

"Te nacje w ostatnich latach postawiły na siatkówkę, inwestują w dobrych trenerów, systematycznie robią postępy i trafili z formą na ME. To dobrze dla dyscypliny, ale szkoda, że nasza reprezentacja na tym traci" - dodał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje