Reklama

Reklama

Ignaczak spokojny o awans do Final Six Ligi Światowej

Krzysztof Ignaczak jest spokojny o awans polskiej reprezentacji do turnieju finałowego Ligi Światowej siatkarzy. "Im dalej w las, tym będzie lepiej" - uważa przechodzący rehabilitację po artroskopii kolano libero Asseco Resovii Rzeszów i drużyny narodowej.

Na półmetku rozgrywek mistrzowie Europy mają w dorobku trzy porażki i tyle samo wygranych, ale wszystkie sześć pozostałych meczów rozegrają w kraju. Rozpoczęli rozgrywki fatalnie - od dwóch przegranych w Stuttgarcie z Niemcami, potem w San Juan pokonali Argentynę, a w miniony weekend w Hawanie najpierw ulegli, a następnie zwyciężyli niepokonaną wcześniej Kubę.

"Najbardziej szkoda mi przegranego pierwszego spotkania z Kubą. Było już tak blisko, a mogliśmy dopisać sobie trzy punkty. Zabrakło jednak koncentracji i skończyło się porażką po tie-breaku. Ale właśnie po meczach w Hawanie wyraźnie widać, że wszystko idzie ku lepszemu. Ta gra wygląda już całkiem dobrze. Im dalej w las, tym będzie lepiej, dlatego jestem spokojny o awans do Final Six" - powiedział Ignaczak.

Reklama

"Teraz widać, że przed spotkaniami z Niemcami, które inaugurowały rozgrywki, chłopakom po prostu zabrakło czasu. Spędzili ze sobą tylko dwa tygodnie, co odbiło się na zgraniu, dochodziło do nieporozumień. Teraz powinno być coraz lepiej" - dodał.

Mistrz Europy z Izmiru po sezonie ligowym poddał się artroskopii kolana. Trener reprezentacji Daniel Castellani dał mu wolne na rehabilitację z nadzieją, że zdoła się wykurować przed jesiennymi mistrzostwami świata we Włoszech.

"Leczenie przebiega znakomicie. Nie czuję już żadnego bólu, rozpocząłem nawet zajęcia na siłowni" - poinformował.

Zmagania kolegów z kadry śledzi przed telewizorem. Mecze z Argentyną widział z odtworzenia, ale już pierwsze spotkanie z Kubą oglądał w nocy "na żywo".

"Ten tie-break mnie wykończył. Dostarczył też takiej dawki emocji, że nie dałem rady obudzić się na drugi mecz, zwłaszcza, że w domu są małe dzieci, do których trzeba rano wstać" - powiedział.

Teraz "Biało-czerwonych" czekają trzy weekendy z LŚ przed własną publicznością - we Wrocławiu, Łodzi i Katowicach. "Jestem przekonany o tym, że wszystkie mecze zakończą się naszą wygraną. Przy wsparciu kibiców, we własnych halach i wzroście formy, nie powinniśmy mieć kłopotów z nikim" - uważa.

Oprócz siatkówki, Ignaczak śledzi też zmagania piłkarzy. W mistrzostwach świata w RPA kibicuje Hiszpanii, a w finale chciałby, by zmierzyła się z Brazylią.

"Zaskoczony jestem postawą sędziów. W niedzielnym spotkaniu Canarinhos z Wybrzeżem Kości Słoniowej arbiter się nie popisał. Przegapił parę fauli, a potem sytuacja wymknęła mu się spod kontroli. Sędzia to jednak nie automat i pomyłki też mu się zdarzają" - ocenił.

Do tej pory najbardziej podobał mu się mecz Portugalii z Koreą Północną (7-0). "Głównie ze względu na grad goli. Jestem kibicem i czekam na bramki" - przyznał siatkarz.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje