Groźne sceny w meczu Polaków. Siatkarze zabrali głos. "Uczymy się nie mieć zahamowań"
Za dwa tygodnie polscy siatkarze rozegrają pierwszy mecz w igrzyskach olimpijskich w Paryżu. Pierwszym rywalem Biało-Czerwonych będzie Egipt . I właśnie z tą ekipą, choć występującą w rezerwowym składzie, nasi siatkarze zmierzyli się w meczu otwarcia Memoriału Huberta Wagnera w Krakowie. W drugim secie tego spotkania drżeliśmy o rozgrywającego Marcina Janusza.

Polska z przytupem rozpoczęła mecz z Egiptem w Memoriale Huberta Wagnera w krakowskiej Tauron Arenie. Biało-Czerwoni pokonali ekipę z Afryki 25:16, ale i tak trener Nikola Grbić miała wiele pretensji do naszych zawodników.
Wszystko dlatego, że w czterozespołowej grupie każdy mały punkt będzie miał duże znaczenie. Tymczasem w grze naszej drużyny za dużo było błędów, które mogą w Paryżu zbyt wiele kosztować.
Wilfredo Leon ma problem. Nikola Grbić przekazał wieści o stanie zdrowia siatkarza
Niebezpieczne momenty. Marcin Janusz długo patrzył, jak wygląda jego palec
W drugim secie Egipt, który grał w tym meczu w rezerwowym składzie, dość niespodziewanie postawił się Polakom. Ekipa z Afryki przez długi czas była równorzędnym rywalem. Do tego w grze naszej ekipy było wiele chaosu i nerwowości, ale na szczęście sytuację udało się opanować.
W tej partii spotkania doszło też do sytuacji, które mroziły krew w żyłach. Po jednej z nich Marcin Janusz, rozgrywający reprezentacji Polski, długo przyglądał się temu, jak wygląda jego palec.
To była akcja w obronie. Do piłki ruszył zarówno Paweł Zatorski, ale też Janusz. Ten drugi palcem zahaczył o naszego libero, a za moment pokiwał głową. Rozgrywający kadry jeszcze przez kilka minut przyglądał się, jak wygląda jego palec.
- Jak widać, nie kalkulujemy i każdy idzie do końca w każdej możliwej sytuacji. Mam nadzieję, że wszyscy dotrwamy w zdrowiu do igrzysk, choć oczywiście drobne urazy się zdarzają - mówił Zatorski po meczu.
To tylko pokazuje, że nawet w meczach sparingowych polscy siatkarze bardzo poważnie podchodzą do swoich obowiązków.
To może groźnie wygląda, ale tego jesteśmy nauczeni. Ciągle to trenujemy, żeby iść do każdej piłki za każdym razem. Są czasami jednak takie, że ciężko jest je rozdzielić w obronie. I przez to zdarza się tak, że kilku zawodników idzie do jednej piłki. I to jest bardzo cenne. My się tego uczymy, żeby nie mieć zahamowań i żeby iść do końca. Trzeba się po prostu tylko przemóc, ale tak trzeba grać w obronie. Oczywiście wiąże się to z ryzykiem kontuzji, ale to jest zawsze. Nawet, jak wychodzimy na rozgrzewkę, to coś się może przytrafić. Na szczęście nic poważnego nie stało się z moim palcem. Po prostu się zderzyliśmy
Chwilę później w obronie sczepili się Zatorski z Tomaszem Fornalem, ale i tym razem wszystko skończyło się dobrze.
Z Krakowa - Tomasz Kalemba, Interia Sport
Nerwy Nikoli Grbicia. "Wypomniał dosadnie. Był ostrzejszy moment"
Zobacz również:













