Grbić potwierdza rewelacje transferowe. I ogłasza decyzję ws. przyszłości
Kilka dni temu w mediach gruchnęła wiadomość, że Nikola Grbić zacznie pracę we włoskim klubie Modena Volley. Wiadomość w ekspresowym tempie przebiła się do kibiców, jednak szybko została zdementowana. Jak wygląda prawda? O to zapytany, m.in. przez dziennikarza Interii, został trener reprezentacji Polski podczas dnia medialnego na starcie zgrupowania kadry w Spale. Opowiedział o sprawie z drobiazgowością.

- Hahaha - to była pierwsza reakcja Nikoli Grbicia, gdy pojawił się wątek pracy w klubie Modena Volley. Szkoleniowiec nie tylko głośno się zaśmiał, ale z rozbawienia także klasnął w dłonie. Do tego na jego twarzy zagościł uśmiech od ucha do ucha.
- Od razu miałem 150 wiadomości. "Gratulacje". Dziękuję, ale nie. Nawet przyjaciel z Perugii, z którym tego ranka piłem kawę, zdziwił się, że nic mu nie powiedziałem - wyborny humor nie opuszczał szkoleniowca reprezentacji Polski.
Nikola Grbić czeka na atrakcyjną ofertę klubową. Ujawnia szczegóły
Jak zatem wyglądała prawda? Okazuje się, że ta konkretna historia nie została zupełnie wyssana z palca, ale wybitnie ją podkoloryzowano. - Był kontakt, oczywiście, rozmawialiśmy. Ale ja miałem dwa pytanie: pierwsze o to, jaki będzie zespół, a drugie kto będzie płacił karę 100 tysięcy euro (we Włoszech istnieje przepis, który zabrania łączenia funkcji trenera klubowego i kadrowego, a jego złamanie wiąże się z karą w rzeczonej wysokości - przyp. AG) - doprecyzował Grbić.
Zaznaczył jednak, że nieprecyzyjne jest powiedzieć "miałem propozycję z Modeny", a bardziej był to etap sondowania takiej możliwości. - Nastąpił kontakt z pytaniem jaka jest sytuacja, a ja z kolei miałem dwa swoje - uściślił serbski szkoleniowiec.
Opcjonalnie nie wykluczył też pracy w takim klubie, który od startu nie jest naszpikowany gwiazdami, ale miałby zbudowaną na kilka lat klarowną wizję, jak stworzyć z niego bardzo konkurencyjną drużynę dla najlepszych. - Jeśli projekt byłby dla mnie dobry i ciekawy, to czemu nie? Jednak o tym nie rozmawialiśmy, bo oni nie mają pomysłu co robić - przyznał Grbić.
Wykluczone, w ramach konfliktu interesów, jest zaangażowanie się Grbicia w jeden z polskich klubów, ale absolutnie nie zamyka się na opcję łączenia pracy z biało-czerwonymi z tą w zagranicznym zespole. Nie przekreśla takiego kroku w okresie kontraktu z Polskim Związkiem Piłki Siatkowej, który obowiązuje do igrzysk olimpijskich w 2028 roku.
- Może być, dlaczego nie? W tym sezonie powiedziałem menedżerowi: "dawaj, może być, jeśli jest jakiś ciekawy projekt". I miałem 4-5 kontaktów ze strony klubów, które były mną zainteresowane, ale jeszcze nie zdecydowałem się na ten krok, a otrzymałem propozycje z Turcji i Włoch - odparł Grbić, by następnie przez kilka minut chwalić sobie obecny stan rzeczy. A więc, poza sezonem reprezentacyjnym, wiele czasu dla rodziny, czyli żony i synów, na podróżowanie oraz dbanie o swój dobrostan. Do tego wspomniał, że może sobie pozwolić na przyjazdy do Polski i oglądanie meczów PlusLigi. - Mam energię, dlatego teraz jestem z uśmiechem. I taki będę jeszcze do końca tygodnia - zaśmiał się 52-letni Serb.
Podkreślił, że sytuacja w Polsce jest dla niego ultrakomfortowa, co także sprawa, że nie chce poczynić żadnego pochopnego ruchu.
- Jestem bardzo zadowolony, mam fantastyczny kontrakt. Praca, którą mam, jest najlepsza jaką miałem w całej karierze trenera. Jeśli więc będę podpisywał umowę z klubem, to musi zaistnieć naprawdę fantastyczna sytuacja, abym zmienił ten porządek, który mam teraz - odparł Grbić.
Wysłannik Interii do Spały w tym kontekście poruszył temat igrzysk w Los Angeles. Wiadomo, że celem nadrzędnym jest dla Grbicia wywalczenia z Polakami złotego medalu olimpijskiego. Czy zatem nie ma w nim obawy, że jeśli ta misja nie zakończy się pełnym sukcesem, to mógłby sobie pluć w brodę, że może właśnie przez aktywność w jednym z klubów zabrakło mu więcej energii, potrzebnej do najwyższego sukcesu z "biało-czerwonymi"?
Reprezentacja Polski ucierpi? Grbić jasno w kontekście złota na igrzyskach
Ta kwestia skłoniła szkoleniowca do głębszej odpowiedzi.
- Myślę, że wszystko co robię, służy temu, by Polska wygrała złoto w Los Angeles. To jest marzenie i cel. Robię naprawdę wszystko, byśmy przygotowali się w możliwie najlepszy sposób. Myślałem dużo o tym, bo jak mówił Michał Winiarski, praca w klubie jest naprawdę trudna. Ale myślę, że to może mi pomóc szykować nowe rzeczy, bo siatkówka to moja praca i moje życie. Uważam, że to nie zabierze mi energii w reprezentacji Polski. Dlatego byłem gotów kontynuować współpracę z Perugią, a to chyba najtrudniejsze klubowe miejsce na świecie. Podobnie jak presja i stres w polskiej kadrze. Opanować te dwa ekstrema nie byłoby łatwo, ale jest możliwe, bo mam dobry zespół współpracowników i jesteśmy nauczeni wspólnej pracy - wyjaśnił szkoleniowiec.
Dodał, że brak czasu na oglądanie młodych Polaków na żywo zastąpiłyby mu platformy telewizyjne, a także kontakt z krajowymi trenerami, z którymi jest w regularnej relacji. - Oczywiście to byłoby trudniejsze, ale myślę, że nie byłoby bardzo skomplikowane, aby moja praca w reprezentacji pozostała na tym samym poziomie, co teraz. Dlatego czekam na propozycję, która może być dla mnie ciekawa, bo to nie wywoła konfliktu - zapewnił selekcjoner.
Ze Spały Artur Gac, Interia










