Gorzkie wyznanie wielkiej gwiazdy Grbicia. "Miałem poczucie, że nie dałem tyle, ile mogłem"
Aleksander Śliwka był gościem Weroniki Nowakowskiej w programie "To zależy" na antenie TVP Sport. Wrócił wspomnieniami do finału olimpijskiego z 2024 roku i pierwszymi smutnymi reakcjami przy odbieraniu medali. - Było bardzo dużo emocji, chyba trochę mocniejszy był smutek i rozgoryczenie - przyznał siatkarz. W rozmowie padły też wątki prywatne, potwierdził płeć dziecka, którego narodzin oczekuje na dniach.

Już dawno opadł kurz po finale turnieju olimpijskiego. 10 sierpnia 2024 roku reprezentacja Polski przegrała z Francją 0:3 (19:25, 20:25, 23:25). Choć wicemistrzostwo to całościowo wielki sukces, a był to w dodatku pierwszy krążek siatkarzy na IO od 48 lat, to pierwsze reakcje pomeczowe nie mogły być pozytywne. Czasem mówi się, że w sporcie drugie miejsce to pierwsze przegrane. Nasi zawodnicy to czuli, doceniając jego wagę dopiero z czasem.
Do wydarzeń z Paryża wrócił w programie "To zależy" Aleksander Śliwka. Przyznał, że początkowo miał do siebie pretensje.
- Byłem przede wszystkim smutny z powodu tego, że przegraliśmy finał. Długo miałem poczucie, że nie dałem tyle, ile mogłem, by odwrócić wynik tego meczu. Odbierając medal, jak patrzę na zdjęcia, to tam uśmiechu na mojej twarzy nie ma za dużego, mimo że to jest w sumie moment, który będziesz wspominał do końca życia i lepiej by było mieć ten uśmiech na twarzy i potem wytłumaczyć synowi, że to był wielki sukces. Może zapyta mnie, dlaczego w takim razie wydaję się bardziej smutny niż wesoły. Tak naprawdę godzinę po zakończeniu meczu otrzymaliśmy medale, więc te emocje związane z przegraniem finału były jeszcze mocne - podkreślił.
Oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę, jak wielki to jest sukces, że to będzie chwila, którą zapamiętamy do końca życia. Jednak była ta walka w głowie, czy rzeczywiście być uśmiechniętym, cieszyć się, że to się udało zrobić, ale godzinę temu przegraliśmy mecz, który mógł nas zacementować jako mistrzów olimpijskich, jako nieśmiertelnych w tej naszej polskiej siatkówce. W głowie było bardzo dużo emocji, chyba troszkę mocniejsze były smutek i rozgoryczenie
Jak można zauważyć, użył słowa "syn". Potwierdził tym samym płeć jego dziecka, które niebawem pojawi się na świecie. - Życie moje i mojej żony na pewno bardzo się zmieni. Oczekujemy potomka w najbliższych dniach. Jest to czas wielkiego oczekiwania i wielkiego napięcia oraz mam nadzieję szczęśliwego rozwiązania. Nastawiliśmy się z żoną na chłopca. Wierzyliśmy, że tak właśnie będzie. Najważniejsze jest jednak to, żeby dziecko było zdrowe i wszystko było w porządku. Jesteśmy z tego faktu szczęśliwi - przyznał.
Jego żoną jest siatkarka plażowa Jagoda Gruszczyńska. Śliwka nie zamierza przymuszać syna do uprawiania sportu, ale przyznał, że jest on "świetnym sposobem na uniknięcie kłopotów i rozwój".
- Myślę, że sam moment narodzin i zobaczenia dziecka, pierwsze dni i noce wspólnie spędzone będą nie do opisania. Jestem bardzo podekscytowany - zakończył.











