Reklama

Reklama

Decydujące mecze Polaków w Lidze Światowej

W weekend zakończy się faza interkontynentalna Ligi Światowej siatkarzy. Polacy w Warnie zagrają z reprezentacją Bułgarii i tylko dwa zwycięstwa utorują im drogę do turnieju finałowego. "To możliwe, ale teren jest bardzo gorący" - przyznał Michał Winiarski.

Do Final Six w Mar del Placie (17-21 lipca) awansuje pięć drużyn plus gospodarze. Z grupy A, w której występują biało-czerwoni, do Argentyny polecą dwa najlepsze zespoły. Podopieczni trenera Andrei Anastasiego na razie są na czwartym miejscu w tabeli.

Reklama

"Sytuacja nie jest łatwa, ale nadal wszystko jest w naszych rękach. W Bułgarii nie gra się łatwo. To zespół na wysokim poziomie, ale i nam nie brakuje niczego, by tam zwyciężyć. Z meczu na mecz prezentujemy się lepiej, dlaczego teraz nie miałoby też tak być?" - powiedział przed wylotem do Warny Bartosz Kurek.

Polacy wygrali ostatnie cztery mecze - po dwa z Argentyną i USA, ale wszystkie przed własną publicznością. Bułgarzy z kolei w ostatnich potyczkach z Amerykanami i Brazylijczykami zanotowali tylko jedno zwycięstwo, a dodatkowo mają za sobą podróż za ocean i zmianę stref czasowych.

"Drużyna jest zmęczona. Widać, że ostatnie spotkania mocno dały jej w kość. Jednak gramy teraz w Warnie, a to jest nasz drugi dom. Tamtejsza hala jest dla nas szczęśliwa i pozostaję optymistą. Uważam, że trzy punkty wystarczą, by awansować, więc musimy tak naprawdę wygrać jeden mecz" - przyznał niedawny atakujący reprezentacji, a teraz menedżer drużyny Władimir Nikołow.

Biało-czerwoni, którzy bronią trofeum, dotarli do Bułgarii w środę po południu. Odbyli trening, a na czwartek oprócz zajęć na hali zaplanowana jest odprawa z trenerami.

Włoski szkoleniowiec Polaków nie ukrywał, że boi się sytuacji, w której nie wszystko będzie zależeć wyłącznie od nich. Chodzi o postawę sędziów. Już w zeszłym roku w turnieju finałowym LŚ w Sofii popełniali oni sporo błędów, najczęściej na korzyść gospodarzy.

"Jeśli będziemy lepsi, to takie sytuacje nie będą mieć znaczenia. Oczywiście hala w Warnie nie jest najlepsza. Nie ma tam klimatyzacji, jest duży zaduch. Poza tym kibice również reagują bardzo żywiołowo" - zaznaczył przyjmujący polskiej kadry Michał Winiarski.

Jak poinformował kierownik drużyny Andrzej Wołkowycki, podczas obu spotkań nie będzie możliwości skorzystania z wideoweryfikacji.

Dwa mecze między tymi ekipami w poprzednim sezonie przyniosły podział zwycięstw. W półfinale LŚ w Sofii biało-czerwoni wygrali 3:0, a w igrzyskach olimpijskich w Londynie lepsi - 3:1 - byli rywale.

"Z Polakami zawsze gra się trudno, ale nie mamy kompleksów. Wręcz przeciwnie, uważam, że potrafimy się im przeciwstawić" - dodał Nikołow.

Zespół Bułgarii w ostatnich miesiącach mocno się zmienił. Wskutek konfliktu na szczytach krajowej federacji z gry w kadrze zrezygnowali przyjmujący Matej Kazijski i rozgrywający Andriej Żekow. Brakuje też Nikołowa, a na ławce trenerskiej zasiada Włoch Camillo Placi, który objął drużynę po igrzyskach w Londynie.

Biało-czerwoni, jeśli wygrają dwa mecze za trzy punkty (3:0 lub 3:1), nie muszą oglądać się na innych. Minimum, jakie da im szansę awansu, to cztery punkty, ale wówczas będą musieli czekać jeszcze na wyniki z Rio de Janeiro, gdzie Brazylia podejmie USA. "Canarinhos", by pomóc Polakom, muszą urwać USA co najmniej dwa punkty.

Mecze Polaków zaplanowane są na piątek (godz. 19 czasu polskiego) i sobotę (20). W Brazylii zespoły wyjdą na parkiet z kolei w sobotę (14.50) i niedzielę (14.35).

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje