Trwające od kilku dni zamieszanie z Tomaszem Fornalem w roli głównej rozpoczęło się tuż po zwycięskim spotkaniu Polaków z Amerykanami w finale Ligi Narodów. MVP zmagań wrzucił do internetu film, opisując w nim okolicę, w której akurat się znajdował. "Rok temu tu był sklep z motocyklami, jakiś włam był. No ale patrzcie tu. Do Starbucksika na kawę trzeba iść... patrzcie, przez slumsy ku**a chińskie. No tu jest dangerous" - mówił między innymi.
Na reakcję Chińczyków długo nie czekaliśmy. Powstał nawet specjalny artykuł. Sprostowano w nim słowa gwiazdora. Ponadto swoje trzy grosze dorzucili kibice. To jednak nic w porównaniu do tego, co rok temu działo się na Filipinach. Ten azjatycki kraj gościł wtedy mistrzostwa świata. Impreza dowiozła pod względem sportowym, lecz organizacyjnie nie zachwyciła głównych bohaterów zmagań.
"Mam nadzieję, że następne poważne turnieje będą w innych częściach świata. Nasza druga hala była nieco cieplejsza i ładniejsza. Teraz mamy nawet ciepłą wodę w szatni i można się umyć po meczu, co wcale nie jest takie oczywiste. W poprzednim obiekcie tego nie było, także w halach treningowych. Jest też trochę czyściej, są lepsze warunki sanitarne. Nie ma obawy, że coś wyjdzie spod szafki" - wypalił prosto z mostu, cytowany przez "WP SportoweFakty".
Lavarini z ostatnią okazją, ważne dni polskich siatkarek. Decydujące mecze
Premier Filipin dzwonił po słowach Norberta Hubera. Zrobiła się gigantyczna afera
Jego słowa, podobnie jak w przypadku tych Tomasza Fornala, szybko dotarły do lokalnych siatkarskich fanów. Ci urządzili środkowemu małe piekiełko. Nie skończyło się zresztą na tym. W sprawę zaangażował się nawet filipiński premier. Polityk zatelefonował do Sebastiana Świderskiego, czyli prezesa PZPS. Z dziennikarzami podzielił się tą informacją Nikola Grbić. Serb nie był zachwycony powstałym zamieszaniem.
"Kiedy premier Filipin dzwoni do prezesa naszego związku, pytając o wyjaśnienie, to chyba znaczy, że może jednak nie powinieneś mówić tych rzeczy. Bo sprawa wykracza poza ciebie i twoich fanów. Dlatego uważam, że 'Norbi' powinien był pomyśleć o tym, co mówi" - przyznał w rozmowie z portalem "Sport.pl". A co na to wszystko sam 27-latek? Swojego stanowiska nie zmienił. "Nie żałuję tych słów i nie uważam, że powinienem za te słowa kogokolwiek przepraszać" - powiedział Mateuszowi Puce z "WP SportoweFakty".
Po czasie zapanował spokój i sprawa rozeszła się po kościach. Zapewne podobnie będzie w przypadku niedawnego występku Tomasza Fornala. Zwłaszcza, że azjatyccy fani wprost uwielbiają obie nasze reprezentacje. Panie oraz panowie nie mogą narzekać tam na brak wsparcia.











