Reklama

Reklama

Bartosz Kurek: To zgrupowanie reprezentacji zapamiętam do końca życia

Bartosz Kurek zapewnił, że tegoroczne zgrupowanie siatkarskiej reprezentacji Polski zapamięta do końca życia. Atakujący opowiedział o czasie spędzonym z kolegami z kadry oraz odniósł się do tematu przełożenia igrzysk w Tokio i swojej przynależności klubowej.

PAP: Pierwsza część zgrupowania w Spale polegała głównie na integracji i delikatnym wprowadzaniu do treningu, ale podczas drugiej odbywają się na większą skalę standardowe zajęcia w hali. Przypomina to już normalny obóz przygotowawczy reprezentacji?

Reklama

Bartosz Kurek: - Myślę, że to zgrupowanie normalne nie będzie do samego końca, bo normalnie kończy się ważnymi turniejami i meczami o stawkę. W tym sezonie przed nami jedynie spotkania towarzyskie. To zgrupowanie jest inne, ale pozytywnie inne, bo nie tyle koncentrujemy się na rywalizacji między sobą, co na tym, by się poznać, stworzyć grupę i znaleźć nić porozumienia także poza boiskiem. Uważam, że pod tym względem jest ono bardzo pozytywne i konstruktywne.

Zupełnie nie ma więc rywalizacji? Czy jednak natura sportowca czasem daje o sobie znać?

- Każdy z nas trenuje i wykonuje zadania powierzone przez sztab szkoleniowy w możliwie najlepszy sposób, bo robimy to dla siebie. Nie po to, by wygrać z kimś innym, ale by samemu być w jak najlepszej dyspozycji w nadchodzącym sezonie ligowym czy żeby po prostu rozwinąć się siatkarsko. Pod tym względem niewiele się różni, ale takiej rywalizacji i wiszącego widma zmniejszenia zaraz tej grupy do meczowej "14" czy igrzyskowej "12" w perspektywie roku nie ma, więc to daje też troszeczkę więcej luzu.

W tym roku w Spale poza treningami na siłowni i w hali były już też m.in. grille, zabawy integracyjne. Co stanowi najlepszą część?

- To będzie monotematyczne, ale najlepsze - przynajmniej dla mnie - jest poznawanie tych chłopaków i to od zupełnie innej strony. Dowiadywanie się o nich czegoś nowego, spotykanie się z nimi w sytuacjach, na które na innych obozach nie mielibyśmy czasu, np. grill, gry planszowe czy turnieje siatkówki plażowej. Normalnie nie mielibyśmy pewnie szansy w aż takim wymiarze czasowym się zmierzyć czy spotkać. I to jest na pewno coś, co zapamiętam do końca życia. Mam nadzieję, że z wieloma z tych chłopaków później także będę w takim dużym stopniu utrzymywać kontakt, bo dowiedziałem się, że to wartościowi i świetni ludzie.

Wspomniane planszówki podobnie jak podczas mistrzostw świata w 2018 roku dominują wieczorami?

- Różne rzeczy dominują, ale rzeczywiście spotykamy się wieczorami. Pod tym względem ta grupa bardzo fajnie funkcjonuje. Spędzamy dużo czasu ze sobą. Takiego czasu, który nie jest nam narzucany. Dość spontanicznie siedzimy razem. To świadczy o tym, że dobrze się czujemy we własnym gronie. To jest takie najfajniejsze wspomnienie, które pozostanie ze mną po tych obozach. Jedna z ciekawszych rzeczy, których się dowiedziałem, to że wielu z moich kolegów ma ciekawe hobby, o którym potrafi opowiadać i które ich pochłania. Nie korzystamy więc tylko z planszówek i  mojej zajawki, ale też z wielu innych.

Przed przyjazdem do Spały miał pan jakiekolwiek obawy dotyczące zdrowia w związku z koronawirusem?

- Nie. Do kwestii zdrowotnych staram się podchodzić zdroworozsądkowo. Żaden z nas tutaj nie lekceważy zagrożenia i nie uważa, że jest niezniszczalny. Postępujemy według zasad i wierzę, że jeśli nadal tak będzie, to pozostaniemy zdrowi i bezpieczni.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje