Reklama

Reklama

Bartman: Poprzeczkę sami zawieszamy wysoko

Medal olimpijski - taki cel przyświeca polskim siatkarzom na ten sezon. Atakujący kadry Zbigniew Bartman uważa, że poprzeczkę sami sobie wysoko zawiesili. Pierwszym poważnym sprawdzianem jest Liga Światowa, w której chcą awansować do turnieju finałowego.

Wysoko w tym roku mierzy drużyna, bo w olimpijskie podium.

Zbigniew Bartman: W zeszłym roku sami sobie postawiliśmy wysoko poprzeczkę, ale nie narzekamy z tego powodu. Bardzo byśmy chcieli stanąć na podium w Londynie i robimy wszystko, by ten cel osiągnąć. W Spale naprawdę ciężko trenujemy, a Liga Światowa jest dla nas świetnym sprawdzianem. Bardzo poważnie do niej podchodzimy i nie odpuszczamy żadnego meczu.

W Jastrzębskim Węglu grał pan na pozycji przyjmującego, w kadrze jest pan atakującym. Trudno było się przestawić?

Reklama

- W tym roku trwał ten proces krócej niż w zeszłym. Wyniosłem bowiem doświadczenie z ubiegłego sezonu. Wiedziałem na co zwrócić uwagę i jak się pilnować na treningach. W minionym roku wszystko było "na hurra" i sam musiałem zobaczyć na czym stoję, nie miałem pojęcia z czym to się je, ale teraz jest już ok.

Podoba się panu ta pozycja?

- Tak, zdecydowanie tak. Dlatego podjąłem taką, a nie inną decyzję o przyszłości klubowej i mam nadzieję, że jest ona słuszna. Czas pokaże.

Nadal jest pan bez klubu. Co dalej? Chciałby pan zostać w Polsce?

- Nie do końca to, co ja chcę może zostać zrealizowane. Okres transferowy jest już bardzo zaawansowany i czołowe polskie kluby mają swoich atakujących, dlatego są nikłe szanse, że pozostanę w PlusLidze.

A jaki kierunek najbardziej jest realny?

- Prawdopodobne południe Europy.

Czyli Włochy?

- Tego nie potwierdzę, ale na pewno znam dobrze tę ligę i nie przestraszyłbym się. Grałem tam już trzy sezony, znam jej specyfikę, wiem, że trochę się pozmieniało. Jedyne czego można się bać teraz we Włoszech to tego, że nie odzyska się wszystkich pieniędzy.

Jak oceni pan polską grupę w Lidze Światowej po pierwszym turnieju?

- Potwierdziło się, że jest to wymagająca i ciekawa grupa. Mamy dwóch rywali średniej klasy - Finów i Kanadyjczyków i jednego z najwyższej półki - Brazylijczyków. My tworzymy jednak bardzo fajny zespół, jesteśmy dobrze przygotowani i gramy ładną siatkówkę. Pokonaliśmy wprawdzie Canarinhos w Toronto, ale nadal to bardzo dobra drużyna. U nich jeden zawodnik potrafi odwrócić losy spotkania i nawet pod nieobecność Giby czy Leandro Vissotto są bardzo groźni. Oni siatkarskie rzemiosło mają doprowadzone do perfekcji. Finowie i Kanadyjczycy to niewygodni rywale.

W Toronto po raz pierwszy od 10 lat w meczu o punkty wygraliście z Brazylią. Wprawdzie 3:2, a mieliście dwie piłki meczowe na 3:0.

- Zwycięstwo to zwycięstwo. Bez znaczenia w jakich wymiarach. Na pewno taka wygrana jest bardzo ważnym elementem w przygotowaniach. Mam nadzieję, że teraz to wszystko się obróci i przez kolejne 10 lat to my będziemy dominować.

Jaki jest więc plan na najbliższy turniej w Katowicach (1-3 czerwca)?

- Wygrać wszystkie trzy mecze i to najlepiej za trzy punkty. To byłby idealny scenariusz.


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje