As kadry Grbicia deklaruje ws. reprezentacji Polski. Nawet się nie zawahał
Kamil Semeniuk kończy czwarty sezon we Włoszech. Już za parę dni z Perugią powalczy o drugi w karierze tytuł mistrza Włoch i drugi z rzędu triumf w Lidze Mistrzów. A potem przyjedzie na zgrupowanie kadry, choć paru jego kolegów robi sobie od niej przerwę. - Nie było grama wątpliwości, czy chcę kontynuować tę serię w reprezentacji Polski - podkreśla przyjmujący. W rozmowie z Interia Sport Semeniuk opowiada o życiu we Włoszech, ale i o tym, czego najbardziej będzie brakować kadrze bez Bartosza Kurka. Transmisje meczów finałowych ligi włoskiej na antenach Polsatu Sport.

Damian Gołąb, Interia Sport: Wygraliście fazę zasadniczą, przez play-offy przeszliście jak burza. Przed finałem chyba trudno wam uciec od roli faworyta. Ale pewnie zdążyłeś się już do tego przyzwyczaić, bo w Perugii to norma?
Kamil Semeniuk, przyjmujący Sir Susa Scai Perugia i reprezentacji Polski: To prawda. Wygraliśmy rundę zasadniczą, z czego jesteśmy bardzo zadowoleni, bo dała nam już gwarancję gry w przyszłorocznej Lidze Mistrzów. Nie było łatwo, praktycznie do samego końca ważyły się losy pierwszego miejsca - między nami, Trentino i Weroną. Jesteśmy zadowoleni, zawsze lepiej rozpoczynać fazę play-off z pole position. W finale zmierzymy się z Cucine Lube Civitanova - myślę, że po rywalizacji z drużyną z Werony nabrała wiatru w żagle, prezentuje się bardzo solidnie.
Myślałem, że z rywalizacji Lube - Werona zwycięsko wyjdzie Werona, ale jednak drużyna Lube pokazała charakter. I przede wszystkim wysoką jakość siatkówki. Nie będzie więc łatwo. Presja? O niej nie myślę, już chyba na tyle przyzwyczaiłem się, że tutaj w Perugii gra się o zwycięstwo, każde możliwe trofeum. Podchodzimy do tej walki z myślą o wygranej, by znowu trójkolorowy teraflex mistrzów Włoch zawitał do Pala Barton w Perugii.
Czujesz, że w klubie "ciśnienie" na odzyskanie mistrzostwa Włoch po roku przerwy jest duże?
- Może nie jest to presja, ale na pewno wszyscy są tego głodni. Jak powiedziałem, wszystkim jest tęskno do tego trójkolorowego teraflexu. Ten rok przerwy wystarczy, zrobimy wszystko, aby w tym sezonie zdobyć mistrzostwo Włoch. Jak jednak mówiłem, to na pewno nie będzie łatwą sztuką.
Od ostatniego meczu do pierwszego spotkania w finale macie aż 18 dni przerwy. Trochę nietypowa sytuacja. Jak wykorzystaliście ten czas?
- Faktycznie, sam nie spodziewałem się, że będzie go aż tyle. Dość dziwna sytuacja, bo praktycznie przez cały sezon graliśmy co trzy, cztery dni. Ale to też efekt tego, że udało nam się zamknąć rywalizację półfinałową z drużyną z Piacenzy w trzech meczach. Mieliśmy dość długą przerwę, ale dzięki temu jest czas, by rozwiązać ewentualne problemy z urazami, wyleczyć dolegliwości. I naładować porządnie akumulatory przez ciężką siłownię, potrenować trochę mocniej. Grając co trzy dni nie mieliśmy takiej możliwości. Wykorzystujemy ten czas najlepiej, jak potrafimy. Mimo wszystko każdy odliczał już dni do pierwszego spotkania finałowego.
Kamil Semeniuk został we Włoszech na cztery lata. Same zalety i jeden minus
Grasz już we Włoszech cztery lata. Spaghetti smakuje ci już bardziej niż schabowy? A tak bardziej serio, przesiąkłeś już trochę Włochami? Ich styl życia Ci się podoba?
- Mija już czwarty rok, odkąd jestem tutaj w Perugii. Nie spodziewałem się, że na tak długi czas zagoszczę na włoskiej ziemi. Bardzo nam się tutaj podoba, wszystko nam tu odpowiada. Jedzenie jest bardzo smaczne, ale schabowy to schabowy. Podoba nam się styl życia Włochów, chociaż czasami ten luz, a zwłaszcza to, że Włosi nie są punktualni, mnie przynajmniej potrafi zdenerwować.
Jestem jednak nauczony, że jak coś ma się zacząć o godz. 9, to chciałbym, żeby to było o 9.00, a nie o 9.15 czy nawet później. Ale może to moje widzimisię, bo tak jestem nauczony i tak to funkcjonuje zwykle w Polsce.
Tu jest trochę inny klimat i inne podejście, takie "na spokojnie", bez pośpiechu. Ale każdy inny element życia naprawdę nam odpowiada. Pogoda jest ogromnym atutem, zaczęły się już fajne, słoneczne dni z wysoką temperaturą. I korzystam z tego między treningami jak tylko mogę. Czy to wychodząc na spacer z psem Scoobim, z żoną, jeżdżąc z nimi nad jeziorko. Nawet leżenie na tarasie na leżaku i nabieranie kolorów jest naprawdę bardzo fajne. Czujemy się tu bardzo dobrze, dlatego kiedy kończył się kolejny kontrakt, bez większych wątpliwości chcieliśmy tu zostać na dłużej. I zobaczymy, jak dalej ta przygoda z Perugią się potoczy.
Z Wassimem Ben Tarą w tym sezonie też dbaliście o to, żeby siatkarze Perugii byli na bieżąco z PlusLigą?
- Oczywiście, że tak. W szatni mamy dwa telewizory i staram się na bieżąco włączać chłopakom z aplikacji internetowej mecze PlusLigi. Tych spotkań było zdecydowanie więcej niż u nas w Superledze. Chłopaki są cały czas na bieżąco. Zawsze się dziwią, że środek tygodnia, a ja po treningu włączam telewizor i mówię, że jest kolejny mecz do oglądania. Momentami mieli trochę dość, pytali, ile można grać. Mówili, że wypadałoby dać człowiekowi trochę odpoczynku od siatkówki. A jednak w PlusLidze realia są trochę inne, mecze są rozgrywane też w środku tygodnia. I na początku prawie w każdy dzień mogliśmy obejrzeć jakieś spotkanie. Dalej zresztą obserwujemy, jak grają nasi rywale w Lidze Mistrzów, by wiedzieć, z czym będziemy się mierzyć.
W Final Four Ligi Mistrzów na pewno spotkacie się z Projektem Warszawa, a kto wie, może później jeszcze raz z Zawierciem. To będą trochę mecze o to, która liga jest silniejsza, rządzi w Europie? Kibice czy eksperci nieraz porównują PlusLigę i ligę włoską.
- Ten temat się chyba nigdy nie skończy. Któregokolwiek z przedstawicieli danej ligi by się zapytało, albo ma problem z oceną, albo stawia jednak na swoją ligę. Fajnie się potoczyło, że chyba aktualnie trzy najmocniejsze europejskie ligi spotkają się w turnieju finałowym Ligi Mistrzów. My mierzymy się z drużyną z Warszawy, to będzie ciężki pojedynek. Ale obserwowaliśmy, jak grają w PlusLidze, wiemy więc mniej więcej, z czym się będziemy mierzyć. Brakuje tylko jeszcze przygotowania przez nasz sztab tego, jak wyglądają poszczególne schematy grania tej drużyny. Ale na to jeszcze przyjdzie czas, teraz koncentrujemy się na walce o scudetto.
Przed rokiem finały Ligi Mistrzów i fajne święto siatkówki w Łodzi popsuła ci kontuzja. Teraz do tych najważniejszych meczów przystępujesz w pełni zdrowy?
- Na ten moment jestem zdrowy. Generalnie w tym sezonie nie miałem większych problemów ze zdrowiem. Jestem pozytywnie nastawiony na to, że do samego końca sezonu zdrowie będzie dopisywać. I w walce o scudetto oraz wygraną w Lidze Mistrzów będę mógł zaprezentować swoją najlepszą siatkówkę. Fajnie byłoby drugi rok z rzędu wygrać Ligę Mistrzów, tym razem biorąc większy, czynny udział w grze. Ale to na spokojnie, najpierw skończmy walkę o scudetto, która też może kosztować dużo sił. Zrobię wszystko, by jak najlepiej się przygotować, a sił i zdrowia wystarczyło do końca sezonu klubowego.
Kamil Semeniuk stawi się na wezwanie Nikoli Grbicia. "Nie było grama wątpliwości"
Zbliża się kolejny sezon reprezentacyjny, jesteś na liście Nikoli Grbicia i znów stawiasz się na wezwanie. Kilku twoich kolegów z kadry, z różnych przyczyn, ma rok przerwy od reprezentacji. Ty nie miałeś żadnych wątpliwości, że chcesz pomóc w tym sezonie?
- Nie było żadnego zastanawiania się. Nawet kiedy w kuluarach mówiło się o prawdopodobnych decyzjach poszczególnych zawodników w sprawie przerwy czy rezygnacji z gry, gdy pojawiały się informacje, że chłopaki kończą z kadrą, to na mnie to żadnego nacisku nie wywierało. Nie było grama wątpliwości, czy chcę kontynuować tę serię w reprezentacji Polski. Nie miało to na mnie wpływu.
Dopóki jestem zdrowy i trener chce mnie w kadrze, jestem na wezwanie. Zawsze z uśmiechem na twarzy i przede wszystkim dumą przyjmuję wiadomość, że jestem na liście powołanych do reprezentacji.
Kadra bez Bartosza Kurka to będzie inna drużyna? Dużo straci? I nie mam tu na myśli tylko samej jakości sportowej, ale funkcji lidera, jaką pełnił w drużynie.
- Na pewno reprezentacja straci, to jest oczywiste. Bo jak wspomniałeś, Bartek nie tylko samymi aspektami sportowymi dużo daje reprezentacji Polski. Ale dla nas, kolegów z kadry, Bartek był takim wyznacznikiem. Jego postawa, to, jak zachowywał się na co dzień, jak trenował, jakim był po prostu kolegą - to nam bardzo dużo dawało. Był po prostu naszym liderem, który trzymał grupę w ryzach. Na pewno będzie go brakować. Mam nadzieję, że jeszcze wróci do kadry. Ale reprezentacja będzie musiała sobie z tym jakoś poradzić. I tak jak to było na przestrzeni lat, gdy pojawiały się nowe twarze, a inne odchodziły, reprezentacja mimo wszystko funkcjonowała. Mam nadzieję, że tak też będzie w tym roku. Jak jednak mówię, na pewno będzie Bartka bardzo brakować.
Rozmawiał Damian Gołąb














