Reklama

Reklama

Andrzej Wrona: Udowodnić wszystkim, że potrafimy jeszcze wygrywać

W piątek polscy siatkarze rozpoczną w Spale przygotowania do drugiej części sezonu, której głównym celem będą wrześniowe mistrzostwa Europy. Jak podkreślił środkowy Andrzej Wrona, zadaniem zawodników będzie udowodnienie wszystkim, że potrafią jeszcze wygrywać.

Wrona przyznał, że dodatkową motywację stanowić powinien słaby występ w tegorocznej edycji Ligi Światowej. "Biało-czerwoni", ubiegłoroczni triumfatorzy imprezy, tym razem zakończyli udział w niej na fazie grupowej i zostali sklasyfikowani na 11. miejscu.

- Biorąc pod uwagę sukces z 2012 roku, można powiedzieć, że była to najwyższa półka, z jakiej można było spaść. Wierzę jednak, że to się przełoży na wynik w mistrzostwach Starego Kontynentu, da nam dodatkowego kopa. Będziemy chcieli udowodnić wszystkim, że potrafimy jeszcze wygrywać, bo chyba większość w to zwątpiła - powiedział 24-letni siatkarz.

Reklama

Jak dodał, każdy z zawodników musiał przemyśleć kilka spraw związanych z LŚ, ale od piątku będą się skupiać na nowym celu. Przez ponad miesiąc bazą podopiecznych trenera Andrei Anastasiego będzie Ośrodek Przygotowań Olimpijskich w Spale.

- Jeszcze nie tęsknię za tym miejscem (śmiech). Może zacznę w przyszłym tygodniu, tuż przed wyjazdem na zgrupowanie, ale na razie cieszę się wolnymi chwilami spędzanymi w Warszawie - zaznaczył z uśmiechem.

W seniorskiej reprezentacji kraju Wrona zadebiutował w tym roku i kilkakrotnie miał okazję zaprezentować się biało-czerwonym kibicom.

- Cieszyłem się każdym powołaniem do składu meczowego. Na pewno będę pamiętał do końca życia to pierwsze spotkanie LŚ na Torwarze z Brazylią, gdzie miałem okazję pojawić się na boisku. Mimo porażki dla mnie osobiście było to coś wyjątkowego - podkreślił urodzony w stolicy siatkarz, który w przyszłym sezonie będzie występował w PGE Skrze Bełchatów.

Przyznał, że w drużynie narodowej na jego pozycji jest duża konkurencja. - Bardzo ciężko jest się przebić. W naszej lidze jest wielu świetnych środkowych i w większości są to Polacy. Jakie jest moje miejsce wśród reprezentacyjnych graczy na tej pozycji? Jeździłem na mecze, więc można by powiedzieć, że w czwórce jestem, ale nie będę bawił się w przydzielanie sobie jakiegoś numeru - zastrzegł.

Wrona chwali sobie współpracę z Anastasim. Włoskiego szkoleniowca ceni za sposób prowadzenia treningów, zaangażowanie oraz temperament.

- Jest świetnym fachowcem. Wkłada całego siebie w zajęcia, a podczas meczów reaguje bardzo emocjonalnie. Lubię taką ekspresyjność, bo gdy ktoś jest zamknięty i dusi emocje w sobie, to nie wiadomo do końca, co taka osoba sobie myśli. Jeśli zaś pokazuje je, to widać jak na dłoni, czy jest zadowolony czy nie - argumentował.

W ostatnich dniach 24-letni siatkarz także miał okazję sprawdzić się w roli szkoleniowca. W Ostródzie i Warszawie pomagał Marcinowi Możdżonkowi podczas jego treningów siatkarskich dla dzieci w wieku 9-13 lat.

- Byłem zaskoczony, że dzieciaki tak uważnie nas słuchały i nie rozpraszało ich to, co działo się dookoła. Było to bardzo ciekawe doświadczenie i jeśli "Możdżi" w przyszłości będzie chciał, by mu ponownie pomóc, to na pewno znowu się zgodzę. Praca trenera w pełnym wymiarze to na chwilę obecną chyba jeszcze dla mnie za trudny kawałek chleba, ponieważ mam za mały warsztat. Może jak jeszcze pogram 10 lat, będę wiedział więcej i wtedy się zdecyduję, ale póki co nie widzę siebie w tej roli - ocenił.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje