Reklama

Reklama

Andrzej Grzyb: Wilfredo Leon jest najlepszym zawodnikiem na świecie

- Jeżeli ktoś komentuje, że Wilfredo Leon przychodzi tu dla pieniędzy, to mija się z prawdą. Jest wręcz przeciwnie - to w Polsce będzie płacił podatki i to większe niż za granicą - powiedział menedżer Kubańczyka z polskim paszportem Andrzej Grzyb.

Jak zaczęła się pańska współpraca z Wilfredo Leonem?

Andrzej Grzyb (menedżer Wilfredo Leona): Mój kolega, który współpracuje ze mną Grzegorz Zięba, wymyślił taki projekt "Kuba". On cały czas działa w krajach Ameryki Południowej m.in. w Brazylii. Zaczął korespondencję z zawodnikami z Kuby i stąd się wziął pomysł. Potem zaczęliśmy latać na Kubę, żeby rozmawiać bezpośrednio z siatkarzami. Pomalutku ta współpraca się rozkręcała. Najpierw mieliśmy Kubańczyków, którzy wcześniej uciekli z tego kraju: Maikela Salasa, Sirianisa Hernandez, Yasera Portuondo, Yassera Romero Mayeta. Potem zaczęliśmy głębszą współpracę. Złapaliśmy kontakty bezpośrednio z siatkarzami na Kubie, potem były bezpośrednie rozmowy i tak się mniej więcej zaczęło pięć lat temu.

Reklama

Co skłoniło Wilfredo Leona, że zrezygnował z gry w reprezentacji Kuby? Mógłby pan zdradzić kulisy jego "ucieczki"?

- Tutaj nie ma żadnych tajemnic. Polityka federacji kubańskiej jest oparta na polityce państwa. Jednoznacznie stwierdzono, że zawodnik, który wyjeżdża, gra w lidze profesjonalnej, nie może grać w reprezentacji. Był nawet taki przypadek parę lat temu, gdy byliśmy akurat na Kubie. Przyleciał z Włoch Osmany Juantorena. Zgłosił akces do federacji, że chce grać w drużynie narodowej. Nawet chciał im sprezentować samochód terenowy wysokiej klasy, jako prezent dla federacji. Oni powiedzieli wyraźnie, owszem możesz wrócić, ale musisz zrezygnować z gry we Włoszech. Polityka państwa jest taka, że nie ma u nas profesjonalistów. U nas jest socjalizm itd. itp. Taki zawodnik automatycznie nie ma szans na grę o najwyższe cele, czyli na igrzyskach olimpijskich, mistrzostwach świata. W związku z tym, każdy z nich szuka jakiegoś wyjścia dla siebie, żeby grać w tych najważniejszych imprezach, bo sportowo są tym bardzo zainteresowani. Stąd też się wzięło zaangażowanie Wilfredo Leona w temat występów w reprezentacji Polski.

Proszę powiedzieć, czy kubańska federacja próbowała się w jakiś sposób zemścić się na Wilfredo Leonie. Czy nie starali się o to, żeby FIVB (Międzynarodowa Federacja Piłki Siatkowej) zawiesiła tego siatkarza?

- Ukarali Wilfredo czteroletnią dyskwalifikacją, ale to jest ich wewnętrzny temat. On z Kuby wyjechał oficjalnie. Bardzo długo załatwialiśmy wszystkie dokumenty, żeby tak się właśnie stało. Nie informowaliśmy federacji, po zakończeniu sezonu 2012, że on chce wyjechać. Dlatego zdążył zaliczyć wojsko, studia, przeprowadzić rodziców do Hawany. Gdyby poinformował o tym wcześniej, to nie byłoby szans tych wszystkich rzeczy przeprowadzić. Zostałoby to przyblokowane. A tak sprawy potoczyły się zgodnie z planem.

Dyskwalifikacja na Kubie, nie ma wpływu na decyzje FIVB, która  ma tzw. "parasol ochronny" dla Kubańczyków. Zawodnicy, którzy wyjeżdżają z tego kraju są bezpośrednio do dyspozycji FIVB. Jest to związane z tym, że jeżeli występuje się o zgodę na grę Kubańczyka do jego rodzimej federacji, to oni po prostu nie odpowiadają na faksy, listy, maile. Ci siatkarze byliby całe życie zawieszeni. Był z tym problem, dlatego FIVB wprowadziła w regulaminie specjalny zapis dla zawodników z Kuby. O grze lub nie Kubańczyka decyduje FIVB. W tych przepisach jest wyraźnie napisane, że po dwóch latach od ostatniego meczu w reprezentacji zawodnik może starać się o zgodę na grę. U Wilfredo Leona ten okres karencji zakończył się w 2014 roku i mogliśmy rozpocząć procedurę jego rejestracji w Kazaniu.

Powiedział pan kiedyś, że załatwiliście to wszystko w ten sposób, żeby Wilfredo Leon mógł wrócić na Kubę bez żadnych problemów.

- Tak. Dlatego tak długo trwała ta cała procedura. Myśmy go nie "kradli". Znaliśmy doskonale przypadki innych sportowców m.in. Salasa, Hernandeza. Oni teraz kończą kariery, a na Kubę nie mogą wrócić, bo zostaliby aresztowani. To pokłosie tego, że uciekali w trakcie zawodów. W przypadku Wilfredo Leona załatwiliśmy wszystkie formalności, żeby dostał prywatny paszport, mógł wyjechał z wyspy oficjalnie i w każdej chwili wrócić. Zresztą jeździ na Kubę na wakacje, kontaktuje się z rodziną. Rodzice odwiedzili go w Kazaniu, byli w Berlinie na Final Four Ligi Mistrzów. W tym przypadku mamy bardzo czystą kartę.

Czy to prawda, że Rosjanie próbowali skusić Wilfredo Leona, żeby przyjął ich obywatelstwo?

- Rozmawiali ze mną wielokrotnie, to są moi przyjaciele. W pewnym momencie nawet Władimir Alekno (rosyjski trener - przyp. red) uzależniał swój powrót do kadry od tego, żeby Wilfredo Leonowi dać obywatelstwo i żeby grał dla "Sbornej". Gotowi byli wyłożyć duże pieniądze na ten cel. Po mojej wizycie w Kazaniu, podczas Ligi Światowej, uświadomiłem im, że nie ma takiej możliwości. Ten proces jest na ukończeniu w Polsce. Wilfredo też określił się jednoznacznie, że chce być obywatelem Polski i grać dla "Biało-czerwonych", a nie dla Rosji. Po Kazaniu temat został ucięty.

Tak jak pan mówi, Rosjanie gotowi byli wyłożyć duże pieniądze. Dlaczego zatem Wilfredo Leon wybrał nasz kraj?

- Przede wszystkim ma dziewczynę Polkę. Planują za rok ślub. Po drugie, Polak jest jego menedżerem. Mamy długoletnią umowę. Pomagaliśmy załatwić mu wszystkie formalności związane z jego wyjazdem, treningami w Rzeszowie itd. Czuje się komfortowo współpracując z naszą agencją. O nic się nie musi martwić. Większość ruchów planujemy mu na kilka lat do przodu, ma zabezpieczone kontrakty. Jeżeli chodzi o grę w reprezentacji Polski, to pieniądze zupełnie nie interesują Wilfredo. Jego interesuje stricte cel sportowy. Z drugiej strony mieszka teraz w Rosji, więc doskonale zna uwarunkowania, jakie tam są. Mimo że Kazań jest bardzo specyficznym, pozytywnym miastem, to jednak zdaje sobie sprawę z tego, że życie w Rosji jest podobne do tego na Kubie, jeżeli chodzi o politykę i tego typu sprawy. Wygodniej jest żyć w Polsce, w Unii Europejskiej.

Ile czasu trwały starania o polskie obywatelstwo?

- Cztery miesiące. Od 1 marca zmieniły się przepisy w prawodawstwie polskim. Jak zwykle takich sytuacjach jest sporo problemów. Na przykład, on w swoim nazwisku nad literą "o" ma kreskę. Nie ma to żadnego znaczenia w języku hiszpańskim. W języku angielskim nie stosuje się tej kreski. Natomiast w naszym prawie takie niuanse muszą być dochowane. W jednym dokumencie było z kreską, w drugim bez... Te sprawy do końca lutego mógł rozstrzygać jedynie sąd, a do 1 marca był to już temat w gestii Urzędu Stanu Cywilnego. Przez tydzień załatwialiśmy w USC różne papierkowe sprawy. Bodajże 10 marca złożyliśmy dokumenty, a 3 lipca był podpis prezydenta.

Czy Polski Związek Piłki Siatkowej pomagał, żeby Wilfredo Leon dostał obywatelstwo szybciej niż zakładają procedury?

- Wystąpiłem do PZPS-u z prośbą o poparcie tematu do kancelarii prezydenta na tym ostatnim etapie. PZPS wystosował pismo popierające. Potem związek odpowiadał, także pozytywnie, na pisma z kancelarii prezydenta czy ministerstwa sportu. Na tym etapie, co PZPS mógł pomóc, to pomógł. Sprawa zamknęła się ostatecznie 10 września, kiedy zebrał się zarząd PZPS i temat Wilfredo Leona był jednym z punktów obrad. Siatkarska centrala podjęła oficjalną decyzję, że wystąpi do FIVB o zgodę na jego grę w reprezentacji Polski. On sam odpowiednie papiery już złożył.

Jak teraz wygląda procedura? Co musi się stać, żeby selekcjoner naszej kadry mógł brać pod uwagę Wilfredo Leona przy ustalaniu składu?

- Według regulaminów FIVB, zawodnik musi mieć paszport i dwa lata przebywać w kraju, którego barwy chce reprezentować. Te dwa lata mijają w styczniu przyszłego roku. Jest też w przepisach, że musi poczekać na grę w reprezentacji, ale to są procedury do przeskoczenia. Najważniejsze to otrzymanie "paszportu sportowego". Jest mały problem, bo podobno Kuba zaczyna się odradzać w światowej federacji i chcą sami akceptować tego typu sprawy. W normalnej procedurze wygląda to tak, że dokumenty podpisuje zawodnik, federacja która chce go pozyskać (PZPS) i federacja kubańska. Do tej pory było tak, że zamiast federacji kubańskiej podpisywała NORCECA (Konfederacja Ameryki Północnej, Środkowej i Karaibów) i temat był załatwiony. Potem papiery wędrowały do FIVB do "zaklepania".

Teraz dzieją się z Kubą różne rzeczy, zaczynają "odżywać", wracać do FIVB i dlatego chcą sami decydować. Nikt obecnie nie jest nam w stanie odpowiedzieć na pytanie, co będzie jeżeli PZPS złoży papiery, a Kuba nie odpowie. Tak jak to do tej pory bywało. Czy dalej będzie to mogła zatwierdzić NORCECA czy FIVB? Tego jeszcze nie wie nikt. Byli nasi ludzie w Lozannie (siedziba FIVB - przyp. red) próbowali się dowiadywać. Były rozmowy bezpośrednio z prezydentem federacji Arym Gracą. Nie ma jednak jednoznacznej decyzji. Rozglądają się i zastanawiają, co robić z Kubą. Procedury są obecnie trochę zawieszone, ale mamy czas, bo i tak do stycznia nie możemy nic zadziałać.

W takim razie, od kiedy, w najbardziej optymistycznej wersji, Wilfredo Leon mógłby grać w reprezentacji Polski?

- W najbardziej optymistycznej wersji, to mógłby grać od lutego przyszłego roku. 28 stycznia 2013 roku wylądował w Polsce. Teoretycznie od 1 lutego 2016 roku mógłby już być brany pod uwagę do gry w reprezentacji Polski. To oczywiście wersja optymistyczna. Osobiście myślę, że ludzie z zarządu FIVB, a są tam Brazylijczycy, Amerykanie, Rosjanie, którzy boją się konkurencji z Polską na igrzyskach olimpijskich w Rio de Janeiro, będą przeciągać te procedury tak, żeby decyzje podejmować po igrzyskach. Bardziej realny jest występ Wilfredo Leona w ekipie "Biało-czerwonych" na mistrzostwach Europy w 2017 roku w Polsce. Oczywiście będziemy się starać, żeby był gotowy na 2016 rok na igrzyska w Rio, ale nie wszystko jest w naszych rękach.

Gra Wilfredo Leona w reprezentacji Polski wzbudza sporo kontrowersji. Są zwolennicy, jak i przeciwnicy tego pomysłu. Jakby pan przekonał tych drugich, żeby zaakceptowali naturalizowanego zawodnika w naszej kadrze?

- Myślę, że ja nie muszę przekonywać, na dzień dzisiejszy jest najlepszym zawodnikiem na świecie. Zaraz po otrzymaniu polskiego paszportu, gdy sprawdzaliśmy wyniki głosowania, to zwolenników było 65 procent, a przeciwników 35. Teraz to już jest 92 do 8, czyli ilość zwolenników gry Wilfredo w reprezentacji Polski wzrosła prawie do maksimum. Jego ewentualna gra w reprezentacji Polski nie jest związana z finansami. Ma kontrakty w Rosji i Katarze. Jeżeli ktoś komentuje, że on przychodzi tu dla pieniędzy, to mija się z prawdą. Jest wręcz przeciwnie - to w Polsce będzie płacił podatki i to większe niż za granicą. Tam w kontraktach ma opłacone podatki, natomiast rejestrując się w Polsce musi płacić wyrównanie w różnicach progów podatkowych, więc dobrowolnie będzie zwracał pieniądze do polskiego budżetu. Po drugie, Wilfredo ma ambicje sportowe, które chce zaspokoić zdobywając medale z polską reprezentacją.

Przeciwnicy zarzucają, że może on zabrać miejsce młodym utalentowanym polskim zawodnikom, a także, że z językiem polskim ma jeszcze duży kłopot.

- Jakie miejsce może zabrać? Takie talenty jak Artur Szalpuk czy Olek Śliwka mogą się jeszcze dużo nauczyć od Wilfredo Leona. I to nie tylko gry, ale szczegółów profesjonalnego podejścia do spraw poza boiskowych. A to, że może "wygryźć" ze składu, oczywiście nie mówię, że tak będzie, na przykład Michała Kubiaka czy też Mateusza Mikę, to jest tylko walka o miejsce. Niech Michał lub Mateusz będą lepsi. Oni też "wygryźli" innych, w sensie pozytywnym, swoją walecznością, charakterem, umiejętnościami. Myślę, że jeżeli oni poczują, że Leon może im pomóc w zdobyciu "złota" na igrzyskach, to chętnie przyjmą go do drużyny. Co do języka, to do ślubu i tak musi się go nauczyć (śmiech).

Inna sprawa - przepisy FIVB dopuszczają tylko dwóch naturalizowanych zawodników. To nie jest więc tak, że zmieniamy reprezentację, będziemy kupować obcokrajowców. Nie ma takiej możliwości. Śmiałem się jak czytałem wypowiedź mojego kolegi Aleksieja Werbowa (rosyjski libero - przyp. red), który się wypowiadał w temacie Wilfredo Leona. Jeżeli chodzi o Kubańczyków to on rozumie, bo oni nie mają możliwości gry w swojej reprezentacji, ale jeżeli chodzi o pozostałych, to on jest temu przeciwny, żeby reprezentacje wzmacniały się zawodnikami innego pochodzenia. Jak go spotkam, to mu powiem: Słuchaj kolego, a ty popatrz kogo masz w drużynie? W reprezentacji Rosji są naturalizowani: Dmitrij Muserski, Aleksandr Butko, Nikołaj Pawłow, Taras Chtiej. Na przykład Pawłow nie może jechać do Japonii na Puchar Świata, bo dwa miejsca są zajęte przez Muserskiego i Butko. Podobne były wypowiedzi Włochów, którzy mają wielu naturalizowanych zawodników. Fajnie, że jest ograniczenie do dwóch takich siatkarzy. Nie ma tutaj przesady, że można zbudować, jak Katar reprezentację w piłce ręcznej, z samych obcokrajowców.

Może gdyby Wilfredo Leon zagrał w polskim klubie, to przekonałby przeciwników. Chyba jednak żadnego nie stać na zawodnika tej klasy.

- Nie stać. Miała Resovia okazję ponieważ trenował tam, chciał tam grać. Wiedzieli doskonale, jak wygląda, co prezentuje. Kluby zagraniczne biły się o niego, a on chciał grać w Resovii za połowę tego, co mu oferowały inne drużyny. Resovia miała jednak inną politykę.

Wilfredo Leon jest teraz zawodnikiem Zenita Kazań, a także gra w katarskim Al-Rayyan.

- Wilfredo ma jeszcze rok ważny kontrakt z Zenitem. Natomiast w Katarze, to jest taka posezonowa rozrywka. Mamy umowę z nimi na sześć lat. W następnych kontraktach, czy to będzie Kazań, czy inny klub, naszym warunkiem jest automatyczna zgoda, że po ostatnim meczu sezonu ligowego, Wilfredo Leon może jechać do innego klubu. W tym roku musieliśmy Kazań prosić o zgodę na grę w Katarze. Nie koliduje to też z kadrą, bo te rozgrywki trwają krótko i są między końcem ligi, a przygotowaniami reprezentacji. To jest po prostu przedłużenie sezonu - zamiast roztrenowania w klubie.

Rozmawiał Robert Kopeć


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje