Znamy plany Stefano Lavariniego. Przed nim kluczowy wybór na lata
- Mi świetnie współpracowało się i z Agnieszką Korneluk, i z Asią Wołosz. Pomysł na nową kapitan już jest, myślę, że trener finalnie wybierze dobrze. Mamy nadzieję, że to będzie wybór na lata - podkreśla w rozmowie z Interia Sport Szymon Szlendak. Kierownik reprezentacji Polski siatkarek przybliża plan drużyny na zbliżający się sezon i podkreśla poświęcenie dla kadry jednej z reprezentantek. Zdradza też, że jest duża szansa, iż Polki jednak zaprezentują się tego lata własnej publiczności.

Damian Gołąb, Interia Sport: Azja, Azja i jeszcze raz Azja - tak wygląda plan reprezentacji Polski siatkarek w Lidze Narodów. Czy pod względem logistycznym ten sezon zapowiada się na najtrudniejszy, odkąd współpracujesz ze Stefano Lavarinim?
Szymon Szlendak, kierownik reprezentacji Polski siatkarek: Tak, śmiejemy się troszeczkę, że gramy takie mistrzostwa Azji, bo faktycznie przed nami trzy, a mamy nadzieję, że i cztery turnieje na tym kontynencie. Finał będzie przecież rozgrywany w Makau w Chinach. Logistycznie może wydawać się to trudne. Kiedy dostaliśmy informację, gdzie będziemy grać, wszyscy byli troszeczkę zmieszani. Ale finalnie chyba nie jest to najgorsze, bo będziemy mniej więcej w tej samej strefie czasowej, klimat jest podobny. Może to będzie łatwiejsze niż latanie z Azji do USA, z USA do Europy, zmienianie strefy czasowej o kilka godzin.
Między pierwszym a drugim turniejem Ligi Narodów - Nanjing a Bangkokiem - jest tylko 10 dni przerwy. Zostaniecie w Azji?
- Oczywiście zostajemy. Znaleźliśmy bardzo fajny ośrodek w południowych Chinach, bardzo blisko Bangkoku. Ale też tylko dwie godziny z Nanjing. Uciekliśmy w ten sposób od wielu godzin spędzonych w samolocie. Sam ośrodek to sprawdzone miejsce, gdzie w ubiegłym roku reprezentacja siatkarzy U-21 Piotra Grabana rozgrywała mistrzostwa świata. Bardzo fajna hala, siłownia, odnowa biologiczna. Po drugim turnieju wracamy do Polski, trenujemy, a potem lecimy do Japonii na trzeci. A czy z Japonii polecimy do Polski, czy na finały, to pokaże boisko.
Czyli po ewentualnej kwalifikacji do czołowej ósemki, czego wszyscy sobie życzymy, też zostaniecie w Azji przed turniejem finałowym w Makau?
- Chcemy zostać w Azji. Wiemy, że meczem z Japonią skończymy w niedzielę 12 lipca, a ewentualny ćwierćfinał jest w środę, 10 dni później. Gdybyśmy mieli wrócić, stracilibyśmy dwa dni, potem dwa na poradzenie sobie z jet lagiem… Zostaniemy więc w Azji. Jeszcze nie wiemy gdzie, ale negocjujemy z tym samym ośrodkiem, który będzie dla nas bazą między pierwszym a drugim turniejem. Stamtąd na ewentualne finały nawet nie musimy lecieć samolotem, wystarczą dwie godziny autokarem.
Polskie siatkarki znów zagrają w Azji. Szymon Szlendak opowiada o planach kadry
W ostatnich latach kadra często rozgrywa mecze w Azji. Jakie masz wspomnienia z tych podróży od strony organizacyjnej? Gdzie wszystko było dopięte na ostatni guzik, a gdzie zdarzały się trudniejsze sytuacje?
- Azjaci, a zwłaszcza Chińczycy i Japończycy - czyli mieszkańcy krajów, w których będziemy grali - są znani z bardzo dokładnego przygotowywania planu. Są bowiem organizatorzy turniejów, którzy do końca słabo odpisują na maile czy odbierają telefony. Natomiast w przypadku Chińczyków i Japończyków jest tak, że jeszcze nie zaczęliśmy zgrupowania, a już pytają nas, o której chcemy trening, jedzenie, czy chcemy przerwę kawową.
Są bardzo precyzyjni i trzymają się planów, co bywa trudne, bo działamy na żywym organizmie. Czasami mecz potoczy się zupełnie inaczej i chcemy odwołać trening lub przełożyć na inną godzinę. A ta azjatycka kultura nie jest aż tak elastyczna.
Natomiast z mojego, logistycznego punktu widzenia cieszę się, że to będzie Azja, bo tam chyba jest najłatwiej. Tajlandia, gdzie rozegramy drugi turniej, kojarzy nam się z kolei z bardzo dużym ruchem ulicznym. Dojazd do hali zajmuje często i 40 minut, mimo eskorty policyjnej ciężko się przebić przez zatłoczony Bangkok. I, jak było to widać na mistrzostwach świata w zeszłym roku, zainteresowanie siatkówką jest tam gigantyczne. Kibice są wszędzie: w hali, przed halą, przed hotelem, na recepcji. Tajlandia może być logistycznie trudniejsza, ale Tajowie są bardzo uprzejmi, otwarci na nasze potrzeby.
Takiego zainteresowania siatkarkami - nie tylko polskimi - jak w Tajlandii, nie ma chyba aktualnie w żadnym innym miejscu? Kibice wyczekiwali tam na zawodniczki nawet po treningach.
- W zeszłym roku byliśmy na turnieju Ligi Narodów w Serbii. Serbowie byli perfekcyjnie przygotowani, ale hala była pusta. Oczywiście skupiamy się na boisku, zupełnie inaczej gra się jednak w hali w Tajlandii czy Japonii, gdzie doping jest cały czas - nieważne, czy gra gospodarz, hala jest pełna. A co innego jest w Serbii, gdy od środy do soboty gra się przy pustych trybunach, w hali są pojedyncze osoby, w tym kilkanaście z Polski. I dopiero w niedzielę, gdy graliśmy z Serbkami, przyszło więcej ludzi. Pod kątem kibiców w Azji gra się nam więc dużo lepiej.
Zatem zero zdziwienia, że FIVB tam przenosi ciężar żeńskiej siatkówki?
- To może być główny powód, dla którego tej siatkówki jest tam tak dużo. Jeżeli chodzi o kibiców, to z miejsc, w których byłem z kadrą przez ostatnie lata, Azja zdecydowanie wygrywa - oczywiście zaraz po Polsce. Byliśmy w Sofii, Belgradzie, trzy razy w USA. Tam nawet w meczu o medal z Amerykankami nie było kompletu kibiców. A jedną trzecią hali wypełniła Polonia, która licznie się tam stawiła.
Zanim jednak Azja, początek zgrupowania w Polsce. Spotkacie się w Wałczu. To już na stałe będzie wasze miejsce zamiast Szczyrku?
- W Szczyrku też będziemy. Tam w czerwcu będzie grupa prowadzona przez trenera Bartka Sufę, czyli wszystkie dziewczyny, które nie pojadą na pierwszy tydzień Ligi Narodów, a dołączą do nas na drugi. Albo te, które wrócą z pierwszego i będą trenować przed trzecim. Cały czerwiec to Szczyrk, tam będziemy wracać z Azji. Wałcz jest dla nas lepszy na pierwsze zgrupowanie, bo dysponuje chyba największą halą do gier zespołowych. Trzy pełne sektory, olbrzymia siłownia. Hala niedawno otwarta, zaprojektowana i postawiona wzorowo. A że w pewnym momencie będziemy trenować nawet 26 zawodniczek, to ważne - możemy sobie rozłożyć nawet trzy siatki, podzielić się na grupy. A do tego piękna okolica nad jeziorem, jest gdzie spędzać czas między treningami. Pierwsze zgrupowanie, największe, w Wałczu, a potem wracamy do naszej bazy w Szczyrku. Mam też dobry feedback od dziewczyn, że zmiana lokalizacji po tylu latach w Szczyrku też jest dobra.
Czyli plan jest taki, że każda z powołanych zawodniczek - poza dwiema maturzystkami - ma się pojawić w którymś momencie na zgrupowaniu? Nie jest tak, że niektóre zawodniczki z listy powołanych są tylko "w odwodzie"?
- Tak, jeżeli nic się złego, medycznego nie stanie, każda z 26 zawodniczek z listy trenera Lavariniego w różnych okresach pojawi się w Wałczu. A będzie nawet kilka dni, w których kadra pojawi się w całości. Tak liczną grupą w jednym momencie na zgrupowaniu jeszcze nie trenowaliśmy. 17 zawodniczek zaczyna już od poniedziałku. Po kilku dniach dojeżdżają dwie kolejne. Na koniec uczestniczki finałów TAURON Ligi oraz Magdalena Stysiak, która jako jedyna zagra w finałach Ligi Mistrzyń.

Polska siatkarka może być wzorem dla innych. "Poświęciła swój czas"
Jaka jest aktualna sytuacja zdrowotna Martyny Łukasik? Przyjedzie na początek zgrupowania w Wałczu? Wiemy, że rozwiązała kontrakt w Turcji z Galatasaray Stambuł z powodu kontuzji i przyjechała się leczyć do Polski.
- Martyna jest wzorem zawodniczki, która poświęciła swój czas, by być gotową na kadrę. Rozwiązanie kontraktu z tak dużym klubem na pewno nie było dla niej łatwe. Teraz przepracowała ten czas bardzo sumiennie - rehabilitacja, indywidualne treningi. W tym wszystkim celowała, by wrócić do zdrowia, ale też wrócić w odpowiednim momencie. Martyna od pierwszego dnia zgrupowania będzie dostępna dla reprezentacji. W jakiej będzie formie, zobaczymy. To był dla niej na pewno trudny okres, nie miała rywalizacji na boisku - a jak wiemy, Martyna jest stuprocentowym walczakiem.
Zadbała jednak bardzo o zdrowie i aspekt fizyczny, może być wzorem dla innych dziewczyn. Trener i nasz sztab medyczny są z nią w stałym kontakcie.
Czy na turnieju towarzyskim we Włoszech, od 22 maja, można już spodziewać się pełnej kadry?
- Trudno powiedzieć. Myślę, że trener może chcieć dać szansę pokazania się tym zawodniczkom, które będą trenować z nami od początku maja. Skoro dopiero w połowie miesiąca dołączą zawodniczki z Rzeszowa i Łodzi, musiałyby jechać na turniej po pięciu dniach treningów. Nie mówię, że nie pojadą, bo to dla nas jedyne sparingi. Po tych meczach tylko parę treningów w Polsce i wylatujemy na Ligę Narodów. Trener chce do końca obserwować, jak to będzie wyglądało w Wałczu. Zobaczymy, jak wpasują się nowe zawodniczki - jest ich bardzo dużo, są debiutantki, powroty po latach nieobecności, jak Ania Obiała. Trener nie chce nikomu nic obiecywać. Grupa, która nie poleci na pierwszy turniej LN, i tak będzie cały czerwiec trenowała w Szczyrku
Kiedy upływa ostateczny termin zgłoszenia kadry do Ligi Narodów?
- Trzy tygodnie przed pierwszym meczem, 13 maja.
Limit zgłoszeń wynosi 30 miejsc. Trener Lavarini powołał 26 zawodniczek, jest jeszcze lecząca uraz Aleksandra Gryka, do tego dwie wspomniane maturzystki - Nadia Siuda i Wiktoria Szewczyk. Czy to oznacza, że jedno miejsce będzie w kadrze wolne, czy pojawi się jakieś nazwisko?
- Limit to maksymalnie 30 osób, ale to nie musi być 30-tka. Warto przypomnieć, że Nadia Siuda i Wiktoria Szewczyk absolutnie są w kręgu zainteresowań trenera. Był nawet plan, by zaczęły zgrupowanie w Wałczu. Matura jest jednak, mamy nadzieję, raz w życiu. A kadra, zwłaszcza dla tak młodych zawodniczek, może być co roku. Ten Wałcz im więc odpuściliśmy. Czekamy cały czas, jak będzie się mieć po zabiegu Ola Gryka. Zostaje to jedno miejsce, można kogoś dopisać, bo są zawodniczki z szerszego grona trenera, które obserwował, z którymi rozmawiał. Można je więc wpisać do 30-tki na Ligę Narodów. Kogoś spoza tej wpisanej listy już nie będzie można dodać, a różne rzeczy po drodze mogą się zdarzyć. Musimy być na to formalnie gotowi.
Stefano Lavarini wybierze nową kapitan. Jasne zasady selekcjonera kadry
Po zakończeniu kariery przez Agnieszkę Korneluk trzeba będzie wybrać nową kapitan kadry. Wyboru dokonuje samodzielnie trener Lavarini?
- Tak jest, tak było do tej pory. Takie zasady ma trener - i w reprezentacji, i w klubie. Od lat się tym kieruje, to on wskazuje kapitana. Oczywiście takiego, który będzie jego łącznikiem z zespołem, ale też musi wiedzieć, że wybrana osoba sobie z tą funkcją poradzi. Asia Wołosz i potem jej następczyni Agnieszka Korneluk były naturalnymi wyborami. Teraz słyszałem o wstępnych rozmowach, nie chciałbym ich zdradzać. Trener ma pomysł, ale chce zobaczyć, jak będzie funkcjonować grupa po odejściu takiej legendy, jak Aga Korneluk. Ona nawet bez szarży kapitańskiej swoim doświadczeniem i stylem bycia naturalnie spajała grupę. Żartowaliśmy, że jest dla młodszych zawodniczek jak mama albo ciocia. Była łącznikiem ze sztabem szkoleniowym.
Mi świetnie współpracowało się i z Agnieszką, i z Asią Wołosz. Pomysł na nową kapitan już jest, myślę, że trener finalnie wybierze dobrze. Mamy nadzieję, że to będzie wybór na lata.
Czy zapowiada się sezon bez oficjalnych meczów kadry w Polsce? A może planujecie jeszcze jakieś sparingi przed polską publicznością, na przykład przed mistrzostwami Europy?
- Tak, celujemy w turniej sparingowy w Polsce przed mistrzostwami Europy. Chcielibyśmy zaprosić jak najlepsze zespoły, najłatwiej będzie oczywiście o europejskie. Chcemy to zrobić głównie ze względu na naszych kibiców. W tym roku nie mamy u siebie Ligi Narodów, w zeszłym roku mieliśmy turniej finałowy w Łodzi. Chcemy dać naszym kibicom możliwość oglądania nas na żywo. Jesteśmy na finiszu ustalania tego turnieju, ale musimy to jeszcze potwierdzić.
Rozmawiał Damian Gołąb









![WTA Rzym: Kiedy Iga Świątek gra z Catherine McNally? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000MQVECJHQDKQYP-C401.webp)

![Lech Poznań - Arka Gdynia. O której i gdzie oglądać? [TRANSMISJA]](https://i.iplsc.com/000MQHRJCJOT448U-C401.webp)



