Reklama

Reklama

WGP siatkarek: Polki mają "odżyć" po powrocie do kraju

Polskie siatkarki późnym popołudniem, po 12-godzinnej podróży, zameldowały się w Koszalinie, gdzie w piątek i sobotę rozegrany zostanie turniej finałowy Word Grand Prix drugiej dywizji. W półfinale podopieczne Piotra Makowskiego zagrają z Belgią.

Poniedziałek był kolejnym dniem podróży polskiej reprezentacji. Już o 6 rano drużyna ruszyła z hotelu Valk, położonego niedaleko Arnhem na lotnisko do Amsterdamu. Po przylocie do Gdańska, "Biało-czerwone" autokarem udały się do Koszalina.

W ślad za polskim zespołem podążają też siatkarki z Portoryko, ale one miały jednak znacznie dłuższą drogę, bowiem najpierw poleciały do Warszawy, a stamtąd do Szczecina i dopiero autokarem do Koszalina. Z kolei pozostałe uczestniczki Final Four - Belgijki i Holenderki spodziewane są dopiero we wtorek.

Reklama

Pierwszy dzień pobytu kadry w Koszalinie był wolnym od zajęć. Dopiero od wtorku rozpoczną się ostatnie przygotowania do turnieju. Selekcjoner Piotr Makowski liczy, że po trzech tygodniach pobytu zagranicą, jego podopieczne "odżyją" po powrocie do kraju.

- Niektóre dziewczyny są od końca kwietnia poza domem, z małymi kilkudniowymi przerwami. To sporo czasu, ale wierzę, że w Koszalinie złapią trochę oddechu. Zobaczą się ze znajomymi, rodzinami - to dla kobiet jest bardzo ważne - powiedział selekcjoner kadry Piotr Makowski.

Polki miały bardzo intensywny sezon. Sześć meczów w ramach kwalifikacji do mistrzostw Europy, 12 w Lidze Europejskiej i dziewięć w WGP. W ostatnich trzech tygodniach musiały przebyć ponad 20 tysięcy kilometrów.

- Sporo było grania, ale tak też chcieliśmy. Przy tych długich podróżach brakowało niekiedy czasu na sam trening. Do tego kontuzja Asi Wołosz mocno nam pokrzyżowała plany. Ona miała prowadzić grę, a Iza Bełcik, która trenowała z nami niespełna cztery tygodnie, miała jej tylko pomagać - przyznał opiekun "Biało-czerwonych".

Final Four WGP to ostatnia impreza dla polskiej reprezentacji w obecnym sezonie. Chyba, że Polki wygrają turniej - wówczas już w poniedziałek wyruszą do Tokio na Final Six. Gra w najlepszej szóstce to okazja nie tylko na niezłą premię finansową, ale także na podreperowanie dorobku punktowego w rankingu.

- Każdy z czterech uczestników - my, Belgia, Portoryko i Holandia ma podobne aspiracje. Już jeden cel - awans do przyszłorocznych mistrzostw Europy - udało nam się zrealizować. Drugi - udział w Final Six WGP wciąż jest w naszym zasięgu. Jak dotąd graliśmy w nim dwukrotnie w historii i dwa razy zajęliśmy szóstą lokatę. Nie ukrywam, że chcielibyśmy powtórzyć ten wynik - podkreślił Makowski.

Szkoleniowiec nie przewiduje większych zmian w składzie. Do dyspozycji ma 16 zawodniczek, a dzień przed pierwszym meczem, musi ogłosić 14-osobowy skład.

W piątkowym półfinale Polki zmierzą się z Belgią, a w drugim pojedynku o finał Holandia zagra z Portoryko. Na sobotę zaplanowano spotkania o pierwsze i trzecie miejsce.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL