Reklama

Reklama

Tokio 2020. Malwina Smarzek-Godek: Nie będziemy na pewno kalkulować

- Jestem niezwykle zmęczona, ale nie tylko fizycznie. Tych emocji było bardzo dużo, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych - powiedziała atakująca reprezentacji Polski Malwina Smarzek-Godek po meczu z Niderlandami. "Biało-Czerwone" pokonały w Apeldoorn gospodynie 3:1 w meczu grupy A europejskiego turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk olimpijskich w Tokio. Podopieczne Jacka Nawrockiego awansowały do półfinału.

Sytuacja w grupie tak się ułożyła, że Polkom do awansu do najlepszej czwórki wystarczyły dwa wygrane sety w pojedynku z Niderlandami. "Biało-Czerwone" nie kalkulowały. Pokonały "Oranje" 3:1 po bardzo zaciętym spotkaniu i są na najlepszej drodze, żeby awansować z pierwszego miejsca. O tym zadecyduje piątkowy mecz Polek z Azerbejdżanem.

Prym w naszym zespole wiodła Smarzek-Godek, która zakończyła spotkanie z Niderlandami z dorobkiem 25 punktów. Liderka "Biało-Czerwonych" przyznała, że było to wyczerpujące starcie.

Reklama

"Jestem niezwykle zmęczona, ale nie tylko fizycznie. Tych emocji było bardzo dużo, zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. To był bardzo ciężki mecz dla mnie, bo w pewnym momencie złapałam "dół" i pomyślałam sobie "trenerze, czas mnie chyba zdjąć z boiska". Chciałabym jednak podziękować mojemu zespołowi, który bardzo mi pomógł. W tych trudnych dla mnie momentach żadna z dziewczyn nie dała mi odczuć, że coś jest nie tak. Sama bym z tego swojego bagienka nie wyszła, bo trochę się zakopałam" - stwierdziła nasza atakująca.

"Wiedziałam, że będzie to strasznie trudny mecz, bo Niderlandki ciężko jest złamać. One grają niezwykle cierpliwie i bardzo poukładaną siatkówkę. Trochę się tylko obawiam, że jak pokonałyśmy je, to teraz to już wszyscy myślą "jedziemy na igrzyska". Natomiast takie zwycięstwo może nam dodać tylko pewności siebie, tym bardziej, że odniesione na ich terenie, przy komplecie publiczności" - dodała.

Polki mają wszystko w swoich rękach. W półfinale trafią na zespół z grupy B, a tam sytuacja nie jest rozstrzygnięta. Najbliżej 1/2 finału są Niemki, które czeka w piątek pojedynek z Chorwatkami (godz. 13.30). Jeśli wygrają zapewnią sobie pierwsze miejsce. W drugim spotkaniu dojdzie do bezpośredniej bitwy o awans między Turczynkami i Belgijkami (godz. 16.30).

"Nie będziemy na pewno kalkulować i wybierać sobie przeciwnika w półfinale. Jeśli mamy jechać na igrzyska, to nie ma znaczenia, bowiem na koniec trzeba wygrać z tym najsilniejszym rywalem. Na szczęście nie jesteśmy w Turcji, bo gdybyśmy tam grały turniej i miałybyśmy trafić w półfinale na Turczynki, to chyba byłabym skłonna kalkulować" - podkreśliła Smarzek-Godek.

"Myślę, że to nie był tylko mecz o awans do półfinału czy o pierwsze miejsce w grupie. On miał też swoją stawkę mentalną. To zwycięstwo dodało nam pewności siebie i myślę, że pokazałyśmy samym sobie, że potrafimy grać z bardzo dobrze poukładanym i bardzo wysokim zespołem, który na każdej imprezie walczy o najwyższe cele. Zależało nam też, żeby lepiej zagrać niż z Bułgarią, bo w tym pierwszym spotkaniu nasza gra nie funkcjonowała tak, jakbyśmy chciały" - oceniła środkowa kadry Agnieszka Kąkolewska, która zdobyła 12 punktów.

"Mimo wygrania dwóch setów, nie zamierzałyśmy odpuszczać, stąd też taki wynik. Na pewno trochę zdrowia nas kosztował, ale już zapominamy o tym. Przed nami kolejny mecz i oby tych spotkań było jak najwięcej w tym turnieju" - zaznaczyła.

"Jestem niezwykle usatysfakcjonowany z postawy dziewczyn. Wyszły na boisko, by bić się z Niderlandkami, zagrały bardzo otwarcie i to mi się najbardziej podobało. Było wszystko: determinacja, klimat, harmonia w graniu, zawodniczki zasłużyły na słowa uznania. Mógłbym tu komplementować przyjęcie zagrywki, odrzucanie naszym serwisem rywalki od siatki, dobrą grę w systemie blok-obrona. Asia Wołosz bardzo dobrze prowadziła naszą grę, myślę, że w taki zbilansowany sposób. Czuła, kiedy może bardziej absorbować daną zawodniczkę, a kiedy nie. Rozegranie było na najwyższym poziomie, taki mecz był potrzebny naszej reprezentacji" - ocenił selekcjoner Jacek Nawrocki.

"Co do piątkowego spotkania, to też trochę balansujemy między tym rytmem meczowym, turniejowym a dawaniem zawodniczkom oddechu. Musimy na spokojnie porozmawiać z dziewczynami, jak się czują, ale też dużo do powiedzenia będzie miał sztab medyczny" - zakończył szkoleniowiec.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje