Na grę w takiej scenerii polskie siatkarki czekały cały sezon. Dzień przed ćwierćfinałem Ligi Narodów rozgrywająca Katarzyna Wenerska przyznawała, że ma ciarki na samą myśl o tym, że zagra w wypełnionej kibicami Atlas Arenie.
W trakcie fazy interkontynentalnej z frekwencją na trybunach było bowiem różnie. Na wielu meczach Polski trybuny świeciły pustkami, więcej kibiców przychodziło tylko na mecze z gospodyniami - jak w Chibie z Japonią czy w Belgradzie z Serbią. O ile Wenerska, Magdalena Stysiak czy Malwina Smarzek grały przed halą pełną polskich kibiców wiele razy, o tyle dla niektórych siatkarek mecz Polska - Chiny był debiutem w takich okolicznościach. Jak zdradza Aleksandra Gryka, początkowo atmosfera nieco pętała im nogi.
Emocje były dosyć duże. I myślę, że było to widać na boisku, bo w pierwszym secie nie zagrałyśmy naszej najlepszej siatkówki. Widać było, że ilość ludzi i głośność tego co się działo, cała atmosfera - to nas może troszeczkę zaskoczyło albo wywarło presję. Ale fajnie, że już wszystkie emocje są pozytywne
Gwiazda polskiej kadry wprost o kibicach. "To zapadnie w pamięć"
Polskie siatkarki szykują się na mecz Polska - Włochy. Biletów już nie ma
To był pierwszy od dwóch lat mecz polskich siatkarek w tak dużej polskiej hali. W tym sezonie rozgrywały już sparingi w Koszalinie i Radomiu, ale obiekty w tych miastach są zdecydowanie mniejsze niż Atlas Arena w Łodzi, która może pomieścić ponad 10 tysięcy widzów.
"W niektórych momentach ręka drżała. Gramy przed swoją publicznością, w gigantycznej hali. A to wszystko zmieszane jeszcze z ćwierćfinałem. To mogło dorzucić nam inną emocję, ale finalnie myślę, że dobrze sobie z tym poradziłyśmy i wyciągnęłyśmy ten mecz" - zaznacza Gryka.
Polskie siatkarki muszą być przygotowane na kolejne spotkanie w takich warunkach. O ile w środę spotkanie z Chinami oglądało niespełna 10 tysięcy widzów i w Atlas Arenie można było dostrzec nieco wolnych miejsc, o tyle w sobotę hala ma pękać w szwach. Biletów na sobotnie półfinały i niedzielne mecze o medale w sprzedaży już nie ma.
Dołożyły się do tego same polskie siatkarki. "My też nakupowałyśmy biletów na weekend" - przyznała Smarzek. Półfinał Polska - Włochy zapowiada się więc na wielkie widowisko, tym bardziej że mistrzynie olimpijskie pozostają niepokonane w oficjalnych meczach od poprzedniego roku.
"Co z meczu z Chinkami możemy zabrać do półfinału? Absolutnie lekcję, żeby nigdy, przenigdy się nie poddawać. Nawet z najdziwniejszych sytuacji, meczów, wyników można wyjść i wygrać. I żeby zawsze utrzymywać dobrą energię, grać do ostatniej piłki" - podkreśla Gryka.
Z Łodzi Damian Gołąb










